wtorek, 26 października 2010

tajemniczy ogród



Nie całkiem daleko i nie tak blisko, w połowie do TAM, jest pusta działka.
Teren to omszały, stary i tajemniczy; ogromne paprocie strzegą dostępu do orzechów, malin i niezapominajek. Zdziwione myszy patrzą na nas zaskoczone i porzucają jak myśl niezbyt natrętną, wracając do swoich łupów.
Sąsiad zaniechał corocznych przyjazdów i dzięki temu odbywa się na zapomnianej działce kanonada chrupań. Mysz za myszą. Jeden chrobot.



Jest też dziwne ogrodzenie o wszelkich zachowanych normatywach, tylko jakoś przyroda ciągle sama robi się w konia. W metalowych słupkach zakładają gniazda sikorki. Składają jaja, karmią pisklęta... po czym okazuje się, że metalowe śruby od naciągów skutecznie uniemożliwiają młodym ptakom wyjście z tego specyficznego domku grozy. Rok za rokiem rury są płytsze, bo bogatsze o nowe truchełka sikorek.
Oczywiście; ja, ja nie dam rady? Poszłam raz po kombinerki, młotek i inną galanterię, śrubę zębami niemal wykręciłam, nie wiem co dalej, nie pytajcie. Syczały na mnie jak młode kobry i nic. Siedziały dalej.

Z roku na rok coraz bardziej śmierdzi z rurek.

A może raczej gdy nadejdzie wiosna uwolnię orkę a nie sikorkę, to będzie bardziej widowiskowe i satysfakcjonujące.

Zawsze podobał mi się eudajmonizm etyczny w wydaniu gminnym.

8 komentarzy:

Kimonek pisze...

:) no to robi się ciekawie ;] uwolnić orkę- to jest to ;]
chociaż śruba w zębach to chyba nie do końca przyjemne zjawisko ;]

myszka pisze...

Czasami te metalowe wynalazki kpią z naturalnych instynktów. My uwalniamy wróbelki spod nowego dachu w którym pomieszkują nierozważnie pokonując zaporę ze styropianowego ocieplenia.

akemi pisze...

Grunt to tak żyć, żeby się nie nudzić. Doro, tak trzymaj! :)

Duża Mała Mi pisze...

Dobry z Ciebie człowiek, znam to ratowanie drobnicy, a to szczurka (dzikiego, ze 30cm długości miał >__<) w piwnicy odkopywałam z węgla co go przysypał (szczur udawał zdechłego, jak wzięłam tą bryłę co go przywaliła to z wrzaskiem uciekł... z obopólnym wrzaskiem...) potem o trzeciej w nocy wyłaziłam przez okno na dach w mojej kamienicy (boso, bo wracałam z imprezy w obcasach) bo kot nie umiał zejść i za tym kotem goniłam po dachu bo uciekał, potem psu wilczurowi szczęki palcami otwierałam, bo innego psa za kark trzymał a tamten skamlał... robiło się takich :) Nie mniej jednak śruba w zębach... szacun...

doro pisze...

Duża Mała - teraz to ja się połakałam ;DD kota pod pachą z drzewa juz też taszczyłam ;DD ale szczura nie! ;D

słowa malowane pisze...

To jakieś bractwo? Ratowanie szczurów, ratowanie nurogęsi i trzymanie jej w pralce, noszenie na rękach kota ze schizofrenią:) Dobrze mi tu.

doro pisze...

Twoja uratowana koza cały czas bodzie moją pamięć i salwy śmiechu ;))))))

słowa malowane pisze...

bo ja mam chore dzieckoooo :D