piątek, 15 kwietnia 2011

bryndzletka - o bólach pisowni potocznej

Wspomnienia z podstawówki koncentrują się ostatnio na dziwnie wybiórczych tematach; jakimś nieistotnym fragmencie tułaczki po parterze edukacji, sklepiku szkolnym, błyszczącym linoleum z przyklejoną doń na amen złotówką.
Moim patronem był Kopernik i mocno wierzę, że zgodnie z gazetkami szkolnymi i zawartą w nich wiedzą - Kopernik nie była kobietą.
Poza dramatycznym brakiem odosobnienia, które jest niezbędne dla rozwoju młodego potwora, brakowało mi również długich włosów, soczewek kontaktowych [chyba jeszcze nie istniały?] i dystansu do książek o kosmosie.

Poza wspaniałą fizyką i chemią najwyraźniej pamiętam tablice z pisownią ortograficzną niektórych wyjątków z języka polskiego. Dyktanda zawsze były wyzwaniem, dialogiem z przyszłością, w którą byłam zapatrzona. Słownik ortograficzny był wymięty i popisany jak notes, niezbędny, bo na przerwach pisałam listy do kuzynek i kolegów. W liceum ugniatałam na dnie plecaka kupione w sandomierskim antykwariacie Myśli Pascala, wydzielając je sobie jak delicje, po kawałku.
Nie było mowy, aby w ręcznie pisanej notce, pamiętniku czy liście zrobić błąd - natychmiast był wychwytywany i wyśmiewany przez odbiorcę. Przy mocnym capuccino [monopolistą było Mokate!] i kadzidłach "ze sklepu indyjskiego", prowadziliśmy z kolegami długie nocne rodaków rozmowy, a wnioski notowaliśmy z wielką powagą w zeszycie.
W kioskach pojawiły się po raz pierwszy długopisy o kolorze innym, niż czarny, granatowy i czerwony. Pisały na FIOLETOWO! Nasze mózgi wyczulone na transcendencję natychmiast wychwyciły rewolucję, jaka miała się dokonać.

Moje starcze wspomnienia opisuję w związku z niepokojącym zjawiskiem, jakie odnotowałam miesiąc temu na żywej tkance.
Przestawiam i gubię litery. Mało tego. Popełniam błędy... ortograficzne! Przestaję zauważać brak znaków diakrytycznych! Czyżby alt w mózgu się zakurzył? Czy bilobil nie działa już tak, jak powinien?

Przeglądam maile. Większość słów poleciała bez "ł" i "ę".
Sprawdzam dalej - powtórzenia w zdaniu, wielokrotne! Brak wielkich liter na początku zdania. Idiotyczna interpunkcja.

Komunikatory i inne ułatwiacze życia chętnie podkreślają błędy. Nie rozpoznają słowotwórstw i neologizmów, twórczych mutacji. Język drukowany zawiera więcej błędów - a słowa publikowane w internecie stają się głosem syren, przywołujących Odyseusza do brzegu pełnego skał.
Wielki portal rękodzielniczy, na pierwszej stronie jak byk - byk w nazwie towaru. BRANZOLETKA z kamieniami.
Forum o biżuterii, pańcia prawniczka, mnóstwo kursów i szkoleń (no offence!)"- Ja kofam branzoletki bardzo!" [pisownia oryginalna]

A teraz sprawdzam kolokwia, które aż kapią od błędów. Brak zwrotów grzecznościowych, masowe plagiaty z sieci, całkowite niezrozumienie czytanego tekstu, kolokwializmy, paranoiczne zamienniki. Coś miało stwarzać iluzję głębi - student nazwał to "efektem 3D" i dorysował emotkę z uśmiechem.

Kiedyś zdarzało się, że musiałam jakiś tekst potraktować OCR-rem. Ta archaiczna możliwość wklejania bez czytania osiągnęła szczyt rozwoju - ctrl+C - ctrl+V i mamy nową szopkę. Tylko, że ja misternie poprawiałam błędy w nieudolnej transmisji danych, aby nie urazić odbiorcy swoją niechlujnością. Obecnie nikt już się nie przejmuje moimi odczuciami, podając jako swój referat tekst podpisany jak byk wikipedią.


ps. ten tekst edytowałam dwadzieścia razy...

22 komentarze:

Kimonek pisze...

a myślałem że to ja długiego posta napisałem ;] ha ha ha

teraz w ramach rekompensaty Artiemu powinien się scroll zepsuć ;PPPPP

a o czym post? bo taki długie,że nie doczytałem ;] poproszę streszczenie na maila jako gratis na mego wysłanego ;PPPPP

Kimonek pisze...

:D oki przeczytałem ;]

żeby nie było- w klawiaturze mam zaciętą literkę c z kreseczką, i by napisać dane słowo, muszę przez słownik je przepuszczać, tak jak robię to obecnie w komentarzu ;]
już więcej nie napiszę maila- to atak na mnie jak nic!!!! ha ha ha

hds pisze...

Ty jesteś tak stara, że pamiętasz te beznadziejne długopisy (czarne, granatowe i czerwone)??? ;D

Ortografia wśród narodu już dawno zdechła.
To się nazywa rozwój języka i dowód na to, że jest żywy ;)))

Kimonek pisze...

ja też pamiętam te długopisy ;]
mieszkając i dorastając w lesie, cywilizacja dochodziła dość późno ;]
zawsze lubiłem wciskać trzy w tym samym czasie ha ha ha

abnegat.ltd pisze...

A maniera "jest", lansowana obecnie przez Gazete? (bije sie w piersi: czytam...)
Jest porozumienie. Jest katastrofa. Jest oswiadczenie.

PS. Pisanie diakrytykow na aJfonie to meka panska...

doro pisze...

Za dłużyzny przepraszam, musiałam mieć wczoraj pierdołowaty dzień.

Hades - ja wiem, że żyje, niech żyje. Ale branzoletki nie podaruję!

Abi - ja też czytam ;DD

doro pisze...

Hahahahaha, to nie jest atak na niczyje maile ;D

Portier pisze...

Doro! Nje PszejMój sie. Ja tam niewidzę ó Ciebje rzadnych błednuf. Mosze dlatego rze zawże liczy sie dla mie treźć bardziei nisz forma. A forme maż bezbłendnom.


:D

doro pisze...

Ty to mnie umiesz pocieszyć jak mało kto ;DDD ;*

Go i Rado Barłowscy pisze...

Najgorsze, że ci dzisiejsi pożal-się-Boże studenci (stanowiący jakieś 85% studenckiej populacji), mimo arogancji, braków w wiedzy elementarnej, wygaszonej zupełnie ciekawości poznawczej i tysiąca innych wad i upośledzeń raczej wcześniej niż później będą przed nazwiskiem stawiać mgr ( nie zdziwi mnie kropka na końcu).
Ech!
Pzdr.
Go

patkowa pisze...

O kurcze - droga Doro - boję się komentować. Nie daj Bóg popełnię jakiś karygodny błąd i zlinczujesz mnie na łamach społeczności blogowej! ^^

Bardzo podobają mi się Twoje wspomnienia, czuję klimat tych wieczorków z kadzidłem. Musiało być niesamowicie. Szkoda, że teraz nie udałoby się nikogo do tego typu spotkania namówić...

doro pisze...

Patkowa, komentarze blogowe mają inne prawa! Hahaha, co za stres nieświadomie Wam zafundowałam, nie było to moim zamiarem!

doro pisze...

Go - to jednak w większości wrażliwi i zdolni ludzie, bardzo często ofiary złych reform szkolnictwa i całej ikonosfery absurdalnego splastikowienia rzeczywistości. Łykają wszystko jak młode rekiny, pozbawieni autorytetów i mistrzów. Nie obserwują tylko zasysają dane.
I co teraz, jak nauczyć dwudziestolatka szacunku do cudzej i własnej pracy?
pozdrawiam!

Kimonek pisze...

dobra dobra...
pitu pitu

Matylda_ab pisze...

"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają." Któż dziś pamięta słowa Mikołaja Reja, ech...
A ile błędów popełniają osobistości z pierwszych stron gazet, panię ę/ą, panowie dumnie jak pawie...
Ja tam uważam, że nic nie tłumaczy koszmarnych skrótów, jakie stosuje się w mailach, na komunikatorach... Niech nikt mi nie wmawia, że to ekonomia językowa, że i tak druga strona domyśli się, co poeta miał na myśli. Ja tam wolę pisać, jak mnie nauczono. Z dużej litery rozpoczynać i kończyć kropką. ;)
Pozdrawiam.

doro pisze...

(nerwowo sprawdzam, jak wyglądał mój ostatni list do Matyldy, hihi)

Kimonek pisze...

patrząc na pocztę którą ja dostaje,oprócz emotikon nie widzę literackich zawijasów słownych- nie wtrącając użycia anglojęzycznego spolszczenia oraz specyficznego dla Doro ,,slangu" ;] ha ha ha
jak ja lubię tak wywlekać pokorne osobowości ;] se se se

doro pisze...

Jeszcze raz i powoli.

Kimonek pisze...

eeee tam :D to ino mój taki ślinotok ;]

Beatta pisze...

Kochana, nie rozśmieszaj mnie...Ja pamiętam niebieskie zeszyty (jednakowe), chałaty (jednakowe), juniorki (jednakowe), piórniki drewniane (jednakowe), Elementarze (jednakowe) itd., itd., itd. Poza tym wciąż jestem młoda. Tylko trochę mniej niż wcześniej ;)

(KK) pisze...

Podpisuję się czterema łapami. Miałam przyjemność mieć "epizod szkolny" i czytać co i jak piszą licealiści. Najbardziej imponowało mi kiedy przepisywali teksty z sieci - na papier, ręcznie. Chyba po to, żeby nikt nie podejrzewał, że to ctrl+x - ctrl+v. Błędy - nomen omen - też przepisywali... Dramat.

Arthi pisze...

Ja popełniam błędy ortograficzne notorycznie, ale bez premedytacji. Ratuje mnie tylko czerwony wężyk pod tym co pojawia się na monitorze.
P.S. Dzisiaj też sprawdzałem referaty swoich nicponi (o Beethovenie). Temat brzmiał "Jaki dostrzegasz związek między życiem Beethovena a jego muzyką?". Młodsi rysowali ilustracje do wykonywanych przez siebie miniatur. Obrazki, nieco pokraczne, wygrały.