środa, 12 stycznia 2011

wolno się dziś wczytuję



(il.Bella Foster)
http://www.art-dept.com/illustration/foster/index.html

Znów jestem w hotelu i nie mogę się nadziwić, że widzę wzgórze rozświetlone latarniami domów. Gdzieniegdzie buszują reflektory samochodów, taki niemy teatr z życia nocnego Przemyśla. Zazwyczaj za moim domowym oknem jedynym światełkiem jest księżyc - o ile akurat łaskawie się pojawi.

Dziś jadąc do pracy przyglądałam się odległym polom w kolorach ludowego dywanu - brązy, biele, zielenie w najróżniejszych kombinacjach i zgrupowaniach; rudości gliny, oliwki traw. I to w środku zimy! Jak obyczaj nakazuje teraz to, co się anorektycznie zapisało w notatnikowym aparacie komóry trzeba przenieść na papier.

Walczę jak pantera z kurczącym się indeksem godzin dziennych; w nocy śnią mi się tematy zaliczeń, których nie wysłałam lub wysłałam na zły adres. Zasypiam w samochodzie na dziobaka, stukając skronią w szybę w rytm kolein.

Dyrektor, który opiekuje się muzeum diecezjalnym w pewnym odległym mieście odmówił oględzin obrazów, bo jak to sam określił - nikt nie będzie pisał o jego obrazach. Trudno mówić o tym, że coś tak faktycznie jest jego, no chyba, że w XVIII czy XIX wieku czyli w poprzednim wcieleniu był samym Lippóczym. Może miarą rozwoju człowieka powinien być jego stosunek do własności cudzej i osobistej?
Cóż - sprawa ociera się właśnie jak kot o wyższe instancje, na koniec zostanie podana do wiadomości publicznej i z pewnością o tym u mnie przeczytacie. Nie przegapcie tego odcinka bloga ;D Jak zachowa się bohater naszej opowieści - dowiem się wkrótce i wszystko Wam streszczę.

Tymczasem liczę każdą kostkę i ścięgno po łomocie, jaki spuścił mi dziś kolega podczas partii ping-ponga w kazamatach uczelnianych. Pewien bardzo posępny profesor po raz pierwszy odpowiedział mi na dzieńdobry, co wróży dalszą odwilż i wiatr z południowego wschodu.




(il.Bella Foster)

Niespodziewanie wczoraj wieczorem przyszła mi do głowy jakaś mądra myśl, ale niestety już zapomniałam, co to było. Wiem tylko, że czytałam książkę o japońskich ogrodach i gdzieś sobie coś zapisałam. Niestety nie ma możliwości znalezienia linku do tej myśli. Zapisany karteluszek starł się, ponieważ posłużył za serwetkę wycinankę z jakimś kolejnym ważnym motywem. Tak to w życiu jest, że jedne mądre pomysły bez żalu umierają w bałaganie nowych.

O 5:40 znów coś mądrego wymyśliłam, prasując bluzkę. Zapisałam jednak to rezolutnie na papierze toaletowym kredką do oczu. Niestety była słabo zastrugana, jak same oczy. Włożyłam ją do szuflady z piżamami i znów wydaje mi się, że znajdę ją dopiero za milion lat. Ot i mądrość kiblowa o świcie. Jem jednak miłorząb japoński, który jest dobry na pamięć. Rok temu pan doktor kazał go jeść również na kręgosłup - podobno pomaga chrząstkom w regeneracji poprzez poprawę mikrokrążenia w malutkich żyłkach i tętniczkach całego organizmu.
Proszę, nie martwcie się o mnie. To tylko brzmi tak dziwnie, ale wszystko jest w porządku.

12 komentarzy:

bajerowicz@o2.pl pisze...

Wyrzuć miłorząb - zjedz golonkę i się uśmiechnij - nawet jeśli usłyszysz jak Ci wapnieją tętnice od cholesterolu :DDDDDDD A z myślami, do których zgubiłąs linki to jest tak, że one się w końcu same znajdą - są jak Tezeusz :)

bajerowicz@o2.pl pisze...

Idę sobie zrobić reset mózgu - gardło mnie boli.

Kimonek pisze...

ha ha ha :) na taki felieton dłuższy czekałem od dawien dawna :)
łomot na ping pongu wskazany- jak boli to znaczy ze się żyje ;]
dzień dobry- odwilż jak nic ;]
zastrugane ołówki czy oczy, dziobak nie dziobak, sen o indeksach, czy nie sen... kij w to ;]
ważne aby dalej ciągnąc do przodu w pogoni za marzeniami i pokojem ducha :D
a Przemyśl już taki jest- ospały i zapomniany :) tutaj wszystko wolniej się dzieje, ale za to specyfika mentalna jest- oj tak :) którą po 5 latach zdążyłem pokochać :)

madmargot pisze...

Och to tylko zimowe zmęczenie, zimowy sen...może wiosna przyniesie powiew swieżości umysłowej i nie tylko...szkoda,że tak długo trzeba czekać . Powodzenia w poszukiwaniu zagubionych myśli :DDDD

doro pisze...

Kasiu ;DDD dziękuję, ale golonka nie mieści mi się w indeksie wyobrażenia o jedzeniu; znajduje się gdzieś pomiędzy gąbką z werniksem a słoniem w czekoladzie - ciekawe, ale nie jadalne! bardzo dziękuję Ci za troskę i kolejnego złotego kocura ;))

Panie Arku - Przemyśl to jest coś więcej, to stan umysłu. Albo Twin Peaks ;D

doro pisze...

Madmargot - splątanie myśli to fachowe medyczne określenie na pewien zestaw przypadłości, będących skutkiem ubocznym zjedzenia jednej tabletki tolperisu - przciwbólowego. Nigdy nie odważyłam się go połknąć, nawet leżąc jak połamana kłoda. Jeśli po tym miałabym splątane myśli, to z pewnością bym się o nie potknęła i zabiła, przy moim normalnym splątaniu!Toż rozum można stracić!

abnegat.ltd pisze...

Nie prasuj papieru - nie wysylaj szminek na zaliczenia - i unikaj grania milorzebem w pingponga. Reszta sama sie ulozy...
>;[X]

doro pisze...

dziękuję Panie Doktorze ;)))))))

słowa malowane pisze...

jak byłam mała chowałam historyjki z Donaldów pod dywan w tzw. dużym pokoju:)
Uwielbiam tu zaglądać do Ciebie.

doro pisze...

Doro dziękuje i rumieni się!
Nawzajem! Teraz Słowa Malowane się rumienią.

bajerowicz@o2.pl pisze...

Moja Droga - golonka to tylko przenośnia :DDDDDDDDD

Czarny(w)Pieprz pisze...

No...wreszcie się ołówek rozpisał. Miło się czytało chociaż tematy kłopotliwe. Mam takie żółte karteczki róznej wielkości, które zapełniam notatkami, rysunkami i przyklejam gdzie popadnie. A one później odlatują z wiatrem...