piątek, 17 grudnia 2010

mroźnie

A dziś przyroda w mojej głowie wygląda tak.
Słucham fińskiej muzyki, poprzetykanej gdzieniegdzie pieśniami Samów; oglądam labradoryty i nie mogę się skupić na piątku.
We mnie jest Północ.
Jeszcze kiedyś zobaczę prawdziwą zorzę, choćby miała to być ostatnia podróż w życiu.



autor: Lennart Helje

znalezione u: http://art-finds.blogspot.com/2010/12/lennart-helje.html

labradoryty i nie tylko: http://www.capar.com.pl/

22 komentarze:

słowa malowane pisze...

wypisz wymaluj moja droga do pracy. Może zajedź najpierw do mnie i dopiero potem tam?:)

bajerowicz@o2.pl pisze...

Jultomte! :DDDDDD

Przez te wszystkie polskie regionalizmy związane ze Świętym Mikołajem, przez dzieci z Bullerbyn, Gwiazdory, Gwiazdki i inne, Najmłodsza Swinka ma taki kocioł w głowie, że jak zobaczyła Jultomte, to całkiem zbaraniała i zaczęła dochodzić skąd ten Mikołaj jest naprawdę. Jak doszła do Azji Mniejszej i sprzęgłą to z daleką północą - zbaraniała całkiem i teraz sprawę przynoszenia podarków obchodzi dalekim łukiem jakkolwiek pożądach ich tak jak wprzódy :DDDDDDDDDDD

Kimonek pisze...

:) życzę tego z całego serca :)
by widok rozradował serce, oko i dusze :)

a ilustracje tak mnie zauroczyły już jakiś czas temu na innym blogu :) kapitalne są :)

bajerowicz@o2.pl pisze...

A poza tym nie przesadzaj z tą ostatnią podróżą - sama też się wybieram na północ żeby zobaczyć zorzę polarną i zamierzam wrócić - jedziesz ze mną?

doro pisze...

Paulindo- ależ owszem, tak zrobię, wprzódy do Ciebie ;D

Kasiu - fajne są te poszukiwania prawdziwej prawdy! Ja przygotowuję na jutro dla studentów reklamy historię koncernów i wizualizacji sławnego napoju, tam Mikołaj został skonstruowany bardzo dokładnie - lepsze więc są w tym wypadku romantyczne baśnie z rożnych stron swiata.

doro pisze...

Kimonek - widok raduje i ogołaca kieszeń na allegro, bo skała, ktora uwięziła zorze polarną obecnie jest w cenie ;)
Kasia - mów kiedy, to zrobie pranie, kupię ciepłe kalesony; pojedziemy najpierw do Paulindy na grzańca, dobra?

doro pisze...

Ale wiecie co?
Zastanawiałam się. Jak juz tam pojedziemy i NIE TRAFIMY Z TERMINEM W ZORZĘ?? One chyba pojawiają się nieregularnie. To byłaby straszna skucha. Trzeba opracować plan, jakiś wykres aktywności słonecznej.

Kimonek pisze...

eeeeeeej :D
to jak spis zrobicie, to proszę i mi dac znać ;]
zapakuje Cypisa do plecaka i śmigamy :D w razie czego ona ma zawsze termos ze sobą, żurawinę i gorzką czekoladę- z górnej półki ;]
więc nie zginiemy ;]

bajerowicz@o2.pl pisze...

No ja właśnie o tym myślę już od dłuższego czasu. Muszę zaprząc do wielkiego dzieła badania występowania zorzy mojego Męża - dobry jest w te klocki - pociągnę go za jęzor jak to z tym występowaniem jest dokładnie:DDDDDD póki co zaglądam sobie na stronę Jima Brandenburga i wzdycham...............

bajerowicz@o2.pl pisze...

Kimonek - nie ma sprawy - to jeszcze zabierzcie smalec i pieczony boczek :DDDDDD

doro pisze...

Galopujący wegetarianie? Umarli by chyba z głodu na tej wyprawie! ;D

bajerowicz@o2.pl pisze...

O nie!!!!!!!!
No to niech boczek i smalec dla nas zabiorą - jako wkupne - w końcu zaczęło się od sabatu :DDDDDDDDDDDD

Kimonek pisze...

ha ha ha ha ha ha ha więc żurawina dla nas pozostaje...
o matkos... wkupne...
no dobra, ale ten smalec i boczek to cypis dźwigać będzie ;]
z boczkiem konsumowania to byśmy w trakcie hasania padochli na myśl samą ;P
a sabat zawsze zacząć można od... cukinii ;P w końcu to główny atrybut nie jednej czarownicy w kotle gotującej ;] czyż nie?
ha ha ha

abnegat.ltd pisze...

Doro, po co umierac - wystarczy kliknac tutaj ;)))

doro pisze...

To ja Ci wkleję zdjęcie obiadu, kiedy będziesz bardzo głodny ;)))

Siedziałam kiedys na łące w okolicy koła podbiegunowego (kolo podbiegunowe nie oznacza wyłącznie wiecznej zmarzliny w kolorze biało-bezkresnym) i bębniłam palcami z niecierpliwością w ziemię; nic się nie pokazało, poza wielkimi jak śliwka węgierka komarami, przelatującymi się z boku na bok jak pustynne krzaki.
Dlatego trzeba opracować jakąś strategię.

Kimonek pisze...

;] ulala w takich wypadkach ciesze się, ze komarzyce na mnie nie siadają ;]
chyba niesmacznym jestem ;]

strategie poruszyć- raz i marsz ;]

abnegat.ltd pisze...

Hmmm...
Gdybys zaoferowala paprykarz szczecinski zamiast karpia... ;D

Moze te komary - to byly takie zwiniete aurory sliwkowe?

słowa malowane pisze...

No i się znowu przez Ciebie oplułam Doro! Komary jak śliwki przelatujące jak pustynne krzaki. Powiększę sobie Twoje cukiniowe zdjęcie i będę Ci palić świeczki. Dywanik zaś rozwinę na północ.

doro pisze...

O! Dywanik skierowany na północ. I to jest bardzo słuszna koncepcja!

Green pisze...

"Jeszcze kiedyś zobaczę prawdziwą zorzę, choćby miała to być ostatnia podróż w życiu".

Jeszcze nie raz, nie dwa...i nie trzy.
Zobaczysz.
Obiecuję ;)

kura domestica pisze...

Hei hei!

Ja się zapisuję na tę wyprawę. Tylko nie mów o tym, jako ostatniej rzeczy w życiu, bo co to to nie. Wolę jakoś bardziej optymistycznie.
Ja się już przygotowuję i koniecznie musimy przejechać do zorzy przez Finlandię. Też sobie słucham fińskiego folku, bo jakoś tak fajnie: mikołajowo - świąteczny klimat się wytwarza. I wesoło jest :)

Hyvää yötä!

Jam Session pod Tykwą pisze...

Kuro, zatem polecam również to jeśli "grzebiesz" w klimacie: http://jamsessionpodtykwa.blogspot.com/2010/12/hej-biarno-spalmy-te-osade.html