środa, 22 września 2010

Kto ma owce, ten wie co chce!





Witam witam i o zdrówko pytam!
...Napiszę dziś bardzo szybko, dlatego musicie to szybko czytać. Należy nawet pogubić się w tekście. Wypiłam o jedną kawę za dużo.
Kołpakowate wybujały w ogrodzie całymi stadami. Dziecko przyliczyło tzw "Tarzana" na ścianie w szkole, gdyż popisywało się przed kolegami tzw ewakuacją i rozkwasiło sobie okulary na twarzy - na szczęście jakimś cudem bezurazowo, nie licząc kompresów u szkolnej pielęgniarki. Wujek, który gości u nas od soboty chwilowo zwiedza okoliczne okolice, zaludnione rodziną. Odebrałam dziś książkę o reklamie od kuriera, który najpierw chciał mnie rozjechać, a później zakopał się w błocie i nie mógł wyjechać. Pomogły dopiero robocze spodnie Taty, podłożone zamiast grubego kamienia (mam nadzieję, że właściciel spodni nie czyta tego teraz). Uciekał tak szybko jak spod domu od czarownicy. Od studentki dostałam śliczny breloczek z irlandzką owieczką.
Wysłałam maila z odpowiedziami konkursowymi do portalu Blues.pl. Nakarmiłam psa. D{r}eszcze niespokojne potargały sad....

Tytuł dzisiejszego wpisu został zaczerpnięty od Lucy, która kiedyś zrobiła drukowaną koszulkę o takim motywie przewodnim: http://mslucy.deviantart.com/gallery/#/d1d0t5s

9 komentarzy:

żuczek pisze...

Mój dzieć przeżył podobne zderzenie z chodnikiem. Okulary takoż skasowane, dziecię natomiast oprócz gigantycznego lima pod okiem na szczęście bez szwanku:)
A dreszcze to pewnie biorą się stąd, że zarazki się trzęsą ze strachu, bo zaraz je policjanci pozjadają. Tak przynajmniej twierdzi pewna małoletnia fanka serii "Było sobie życie":)

doro pisze...

HAHahahah, u mnie właśnie wszystkie "Tomy" z płytami tego serialu w użyciu!! Dopchać się do swojej kolejki na oglądanie telewizji nie mogę ;)
Dobrze, że się Twojemu nic poważnego nie stało!

Artefaktoria pisze...

Rzeczywiście za dużo kawy - teleekspress po prostu w tym wpisie.
Co do kuriera (hehe - rozwalający gość) to może on tak uciekał, bo grzybem z obrazka go postraszyłaś?
Ja się nie połapałam jeszcze co ma tytułowa owca do zdjęcia poniżej, ale dzisiaj to się chyba za Tobą nie trafi... :)
PS.s. sorki, że tak co chwilę z innego konta komentuję, ale właśnie siedzę na drugim blogu i mam chwilowe rozdwojenie jaźni.

doro pisze...

Artefaktorio, chaos jest celowy, bo to dziś zwierciadło mojego stanu ducha ;)

Kimonek pisze...

powtórzę się z mego bloga, ale dobrze że się tak dzieje :)
nawet i bardzo- głupawka jesienna wskazana wręcz :) to teraz z tarzanem w kolejce stanąć po nowe okulary ;]
dom czarownicy? hmmmm
coś w tym chyba jest ;]

Portier pisze...

Jestem fanem tego kota! ;)

Pchełka pisze...

Doro..jaką kawę pijesz??:)) Nie gniewaj się...ale bardzo podoba mi się taki stan ducha!!Serdecznie pozdrawiam..A.

słowa malowane pisze...

Ten grzyb jest mi znany, kosiłam go całe dzieciństwo z wielką satysfakcją. Dopiero później się dowiedziałąm, że jest jadalny - jednak go nie zjem.

doro pisze...

Pchełko - zwykła arabica, choć od wujka - nie wiem, czego oni w tym Opolu dosypują do kawy?...

Portierze - nie mów tak, bo ten megaloman założy sobie bloga!

Pozdrawiam i ściskam Wszystkich ;)