czwartek, 21 czerwca 2012

mały zwierzojeż i pełnia lata

W czasie upałów stacjonuję w garażu. Garażem nazywamy w domu biblioteczkę o bardzo ciekawych właściwościach budowlanych. Wabi wszystko, co ma więcej nóg niż cztery, utrzymuje wilgoć na poziomie 70 procent przez cały rok, słychać w niej każdy szelest z okolicy i zamiast zasłon ma zazdrostki z winogron. Kiedyś uprzejmie zrobię zdjęcie.
W zasadzie jest to również gabinet osobliwości, mauzoleum i pustelnia.
Gazety i zdjęcia sprzed wojen, pamiątkowe cegły, ukochane torebki i przydymione historią obrazy wiszą razem z namacalną teraźniejszością. I jest chłodno. Dużo chłodniej.Tu komputer nie dymi z gorąca i można pracować.

Bardzo niezwykły jest to rok, ten dwatysiącedwunasty.
Przymusowe rozprostowanie przykurczonych kończyn na nowym terenie zakończyło się pomyślnie. Powolutku sąsiedzi zaczynają odpowiadać nam na dzieńdobry a dzieciom pozwalają wspólnie się bawić. Matki z trójki klasowej są już na per-ty, jest zapoznany lekarz, kowal, fryzjer, urzędnicy i duchowni. Powoli zaczynamy się pojawiać, przekraczając granice kasty napływowych. Dziesięć lat to chyba w sam raz.

Powróciły również jeże, obrażone już dawno foliami malarskimi. Dziś ponoć mały jeżyk przechadzał się po ogrodzie, zapewne zwabiony kocią karmą, występującą w tych okolicznościach przyrody w nadmiarze. Dwóch dorosłych mężczyzn piszczało z radości nad iglakiem, a mi się plik sejwował awaryjnie, no i przegapiłam ten cud natury.

Ożywam powoli, ale konsekwentnie.
Noce są krótkie i ciepłe, poranki świecą klejnotem słońca tak bardzo, że wstyd nie wstać. Kosmos rozgarnia kłaki winogron - niedługo będzie widoczny Merkury, rzadka okazja, promocja!

http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/111074,wieczorami-podziwiaj-planete-merkury

ps. Znalazłam sposób na porost ogórków. Trzeba stanąć nad grzędą i konfidencjonalnie szeptać do drugiej osoby "nieeee, one tu nie urosną, ziemia im nie pasuje, trzeba będzie wyrwać i zrobić miejsce pod sałatę, zobacz, jak wybujała!" - po dobie przyrost 20 centymetrów łodygi! Czyli jak coś nie ma uszu to nie znaczy, że nie słyszy!

Wakacyjne rytmy do kolacji. Historia banalna, pan ucieka pani i pani może się od tej pory wypchać. Tymczasem wyspa okazuje się tak ładna, że pan się uspokaja, wysiada i rozmyśla na głos. Ufam, że tekst jest głęboki. Proszę mnie nie wyprowadzać z błędu. Ładnie się do tego muzycznego obrazu kroi pomidory. Smacznego wieczoru!

6 komentarzy:

New Art History pisze...

Hmmm W moim rodzinnym domu również stadko jeży z pobliskiej stodoły, mam nawet zaprzyjaźnione (za pomocą kociej karmy) trzy maluchy. Po ostatnich deszczach wszystko w ogrodzie rośnie... niestety trawa też, a w deszczu i błocie trudno kosić...

hds pisze...

Z wyspy ciężko uciec, a poza tym on w refrenie śpiewa o jakimś Jasiu ;)))

słowa malowane pisze...

Odpoczywaj sobie w cieniu tego uroczego zakątka, który aż tu promieniuje spokojem i oddechem. Chciałabym się Tam z Tobą kawy napić któregoś dnia. I pomarzyć.

słowa malowane pisze...

I oczywiście piosenka uruchomiła w mej głowie sporo projekcji:)))

doro pisze...

Jaś to dobry trop! Ale on nie chce zabrać naszego bohatera z Thassos. Niestety pani lasia jest bardzo zdeterminowana, tylko czemu tak się ciągle trzyma za łeb??

doro pisze...

Słowa malowane, o tak!