niedziela, 20 listopada 2011

krajobrazy przyswojone












Alergicznie nie znoszę poezji, niemniej jednak czasem muszę, bo się uduszę.
Spędziłam z psem zachód słońca w polach, w wietrze z ognisk, w szczypiącej jesieni. Przez kilka lat uzbierało się kilka tysięcy kadrów tego samego terenu. Przez te hektary przewaliło się tyle myśli, planów i nadziei, że chcąc-nie chcąc - jestem już tutejsza, choć nie stąd.

10 komentarzy:

Aneta pisze...

Doro, pozwól żyć

Nie mam już mocy przerobowych w ten weekend na więcej emocji!!

Aneta pisze...

W ujęciu słabo-poetyckim: rozwałka metaforycznego dysku twardego

Aneta pisze...

W sensie, jestem ZA: poezją, naiwnością, sentymentalizmem i brakiem ironicznego dystansu do powyższych, niepotrzebne skreślić, brakujące dopisać

doro pisze...

Anetto - mam nadzieję, że pomimo nawału - jest DOBRZE?
Ściskam serdecznie!

Ironiczny dystans może też być ciepły ;)

mamurda pisze...

Ten but z cegłami... To prawie vintage! hehehe

Aneta pisze...

Doro, tak jest lepiej, a nawet całkiem dobrze, choć jestem dziś przyćmiona towarzyskim zmęczeniem i przeziębieniem :)

Chciałam tylko powiedzieć, że podobają mi się foty, ale żeby nie było tak WPROST ;)

JM pisze...

Ładne bokeh w pierwszym kadrze.

ystin pisze...

co za zdjęcia....

doro pisze...

JM i ystin - bardzo miło mi to słyszeć!
ystin - mackowa czeka w kolejce do pieca ;)

lavinka pisze...

Chyba też tak czasem mam, że długo przebywając w jakimś miejscu... czuję, że jest mi bliskie, właśnie przez te myśli krążące w głowie na bezmyślnych spacerach :)