środa, 3 listopada 2010

love is in the air


Po długim i wyczerpującym pobycie w ośrodku zdrowia udałam się do apteki, sklepu zielarskiego, a stamtąd jak dżdżownica, pokrętnie, do weterynarza.
I tu odnotowałam, że miasto moje (a w nim moje niepokoje) wyposażono w ławeczki z oparciem do siedzenia. Wraz z ławeczkami pojawiły się plakaty wyborcze.
Jako kuternoga i osobowość chomikująca uwielbiam ławeczki!

Poza tym ze względu na duże zagęszczenie futrzaków w domu i interakcje między nimi zmuszona byłam zakupić feromony do kontaktu. Wtyka się jedną buteleczkę do prądu i dwa kocury przestają demolować dom, a zaczynają pisać w sekrecie listy miłosne i maile oraz zakładać konta na randka.peel. Mam tylko zgłosić wetowi, kiedy pies zacznie miauczeć.
Oczywiście wszystko u nas w domu działa nie tak, jakby się człowiek tego według ulotki spodziewał i jeden kocur ewidentnie się we mnie zakochał, co wyznaje gruchaniem i próbą zaciągnięcia mnie do kojca. Bynajmniej nie jestem zainteresowana nowym "Przekrojem" ani "kolekcją znaczków (z myszami świata)"!



A ja bym się kiedyś chciała zwyczajnie ponudzić, czy mogę? Bez inwazji kosmitów, szarańczy, czy pająków w herbacie.


rys Gary Larson

8 komentarzy:

Portier pisze...

Cytując klasyka: Prądem?! Nas, bohaterów, prądem?! :)

Znaczki z myszami świata. Dobre.

Kimonek pisze...

spadłem z krzesła obrotowego czytając ;] ha ha ha ha
no to kapitalny adorator ;)
no niestety- smakiem kocur się obejdzie ;] a funkcjonowanie odwrotne niż zawsze, to chyba już normalka ;]

Duża Mała Mi pisze...

Normalnie? A co to znaczy normalnie? W tym normalnym inaczej świecie nie ma miejsca na nudę :) Hum, a jakiś prądowy cuś, żeby kot nie gryzł panci jest, myślicie?

abnegat.ltd pisze...

Lata cale temu ancestorka wraz z jej kolezanka-doktorka zauwazyly ze kotka dziwnie sie zachowuje. Prezy grzbiet, wymownie spogladajac na domownikow, wyje przerazliwie w szale godowym i takie tam. Po drugim maluskim kieliszeczku brandy uradzily ze jej dadza Femigen. Co noby mial femigen zrobic z kocim popedem, pojecia nie mam. No, ale.
I zarla sobie nasza kotka hormony ludzkie - z mniejszym badz wiekszym efektem - i pewnie zarla by je az do smierci, gdyby nie moj kuzyn ze wsi, co to kocie ryki uslyszawszy rzekl beznamietnie: "Pusccie kocur do pola, jak se (censored) i mu ulzy, to sie drzec przestanie"
"Ha ha - rzekla ancestorka - toz to kotka nie kocur i mlodych nam nie trzeba!"
"Kotka??" - wybaluszyl sie kuzyn. Zlapal kicie, rozlozyl jej nogi i podtykajac ancestorce do podziwiania, dookresli: "Z takimi jajami???"

doro pisze...

Abi, urzekła mnie Twoja historia! ;))))

Dorota Archicińska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
madmargot pisze...

Tak znaczki z myszami świata, świetne...no cóż na miłość ponoć nie ma lekarstwa i ma tak różne oblicza ;D:D;D

Czarny(w)Pieprz pisze...

A na teściową by podziałało?