czwartek, 31 marca 2011

poza czasem, czasem...

Ogarnęłam mój chaos. Walizka co prawda jeszcze leży z otwartą paszczą, ale jak tylko zdecyduję, co robić z zimowymi rzeczami, to nie będzie śladu po mojej niedawnej nieobecności.
Wróciłam, domownicy nie schudli ani nie zdechli z głodu, futra i podłogi błyszczą. Motyle, żółte motyle telepią się bezładnie po ogrodzie, pora załatać płot, bo co rusz to lis wchodzi, jakieś wielkie psiska...
Dostałam pierwsze od wielu lat buty sportowe, do spacerów, nie ma zmiłuj. Jak tylko boleć przestanie, ruszą w pola i łąki. Na razie pomalutku.

Zaczynam od przyjemnych obowiązków, od kontaktu z uczelnią, kończenia rzeczy wyrwanych z kontekstu. Gdzieś tam daleko wykrzykuje mój były szef, jemu nie poświęcę już ani myśli, ani jednego nerwu. Wracam do studentów ze zdwojoną siłą.
Rozwaliły mnie przemyślenia z jednego
bloga
czytam z wielką uwagą i ubolewam nad celnością spostrzeżeń. Sama zapewne rzeki nie zawrócę, ale mogę zmienić to czy tamto.

A jak już ustawię wykłady na przyszły miesiąc, czeka na mnie dużo gliny i szkliw;)

Dziękuję wszystkim, dzięki którym mój wyjazd był możliwy. Nie miałam pojęcia, ile starań ludzkich trzeba połączyć w jedno, aby móc wyjechać na tak długo... ;*

Matyldo, dziękuję za książkę i płytę!

11 komentarzy:

Aneta pisze...

Celne :)

Aczkolwiek nie mogę się powstrzymać od delikatnego zasygnalizowania drugiej strony medalu: znaleźć perłę w zalewie szlamu to praca żmudna - a jak człowiek nieobeznany, to nie rozpozna perły sztucznej od prawdziwej.
Mistrzowie są po to między innymi, żeby dbać o kanony. Czy nie?

doro pisze...

A teraz perły przeróżne - hodowlane, nieregularne, czasem bardzo dziwne... jak wtedy wybrać? Wszystko na głowie stoi.

Aneta pisze...

w sumie to już nawet widzę naszyjnik z pereł tych różnistych, cennych i chłamowych.
W zależności od Twórcy mogłaby to być albo niestrawna kupa, albo transformujący zachwyt...

No jednak Mistrzowie są niezbędni!

doro pisze...

I sznurek mocny na te perły ;DDDDDD

Beatta pisze...

Dzielni domownicy doczekali Twego powrotu! :) Wdrażaj się stopniowo ;)

madmargot pisze...

Powroty są czasem trudne, a czasem nie :). Spacery, pomalutku :).Też widziałam zółtego motyla ...już

Kimonek pisze...

:D no :D i można powracać do żywych :D byłym szefem się nie przejmować, są lwy i obrońcy, więc to najmniejszy problem :D ha ha ha

zapowiada się burza energetyczna dla studentów- i to mi się podoba :)

dziś Cypis uczy się jak nie przypalić makaronu ;]

Green pisze...

Te przemyślenia z "jednego bloga", są poniekąd moje też.
W ramach obowiązków dodatkowych tzw. "godzin karcianych" - prowadzę 6. prezentacji.
I to jest okropne doświadczenie, bo :
a) nie rozumieją poleceń
b) nie czytają, a więc też nie piszą, bo jak?
c)nie myślą, bo po co....
To się nazywa pokolenie "kopiuj wklej" masakra...
d) i są wyręczani przez rodziców i ich postawę roszczeniową ....

Dobrze Cię widzieć, wiesz? Żeby to sanatorium uzbroiło Cię w święty, odporny spokój na długi długi czas- pozdrawiam
- e.

Arthi pisze...

ha ja na szczęście nie mam problemów z uczniami, jak któryś nie przygotuje się do lekcji to won za drzwi i nie ma zmiłuj. chociaż nie powinienem narzekać, bo to w sumie dobre dzieciaki tylko mało rozgarnięte.

Aneta pisze...

No to ja uparcie, od drugiej strony ;)

Na szczęście wypadłam już z obiegu edukacyjnego ;) i nie znam się na szczegółach reformy, ale na zdrowy rozum - jak dzieciakom od przedszkola nie pozwala się na samodzielność, kreatywność, współpracę, tylko obtłukuje łopatką pedagogiczną ze wszystkich stron, żeby pasowały do szablonu, i ustawia w wyścigu szczurów po szósteczki to skąd mają nagle umieć???

Matylda_ab pisze...

:)