poniedziałek, 9 lipca 2012

len

Dziwność świata zauważanego czy wyczuwanego przynosi chęć bycia zwyczajnym. Czasem jednak się nie da. Dziwność rozplata zwoje mózgu i nakazuje rozluźnienie konwencji.
Przed schodkiem prowadzącym z domu do ogrodu była sznurkowa wycieraczka. Nie dopuściła ona ani grama słońca, zatem trawa pod spodem była zupełnie goła i żółta. Nie zniesła tego mama, sypiąc z garści siemieniem lnianym, od serca. Tak więc mamy len jako wycieraczkę. Metr kwadratowy gęstego lnu, który każdy skrzętnie omija, idąc wężem. Jak wycierać sobie nogi w len?


I tak wszędzie, zawsze, nigdzie. Nie ma ojczyzny nasza nienormalność. Przestaliśmy nawet walczyć.



5 komentarzy:

monika mimo-za pisze...

Lniana wycieraczka:) A jakby tak zasiać sobie taki len na plecach, pledzik by wyrósł:D

M. pisze...

Złóżcie broń!
Błogosławieni "nienormalni", albowiem oni rozpuszczają granice ...
Jak już wycieraczka będzie niebieska, pokażesz?
Uściski!

doro pisze...

moniko - najpewniej ;D w dzieciństwie próbowałam zasiać mak na dywanie - ale go nie podlałam - pewnie dlatego nie wyrósł!

M. - hihi, pokażę! Ten len z lutego pod karmnikiem ptasim już kwitnie.

słowa malowane pisze...

Matko sałatko, czy ja go nie stratowałam?

doro pisze...

Nie stratowalaś, smoluchu ;DDD