czwartek, 3 marca 2011

W przelocie


Zabieram ze sobą stare ubrania,
farby
i wszystkie zaniedbania.

Drzewko pomarańczy
zostało ogolone na łyso
przez Mamę.

Sprzątam szuflady z ziołami,
przyklejam kartki do szuflad
"szkolne", "domowe".
Brakuje mi jeszcze
"przeszłe" i "przyszłe".

Huk śniegu spadającego z dachu
płoszy koty.


*nie kadrowane zdjęcie - w hołdzie F., który niepostrzeżenie wniósł kiedyś skaner do czytelni biblioteki uniwersyteckiej, aby bez łaski zeskanować sobie to, czego nie chcieli mu pożyczyć.

7 komentarzy:

bajerowicz@o2.pl pisze...

A chociaż tutaj będziesz? Smutno bez Ciebie..............

Kimonek pisze...

:) wiem, że matka chrzestna mimo wszystko rękę będzie trzymać na pulsie ;]
i zapewne się ujawni ukradkiem mimo ,,emigracji" w zaświaty ;]

odpoczynku, regeneracji i spokoju :)
i oby do wiosny :)

doro pisze...

Kasiu, nie pozbędziecie się mnie tak łatwo! Wrócę, jak tylko się ogarnę ;)

Aneta pisze...

Doro! Ale nie jest to Sanatorium pod Klepsydrą? Bo takie wiersze piszesz na pożegnanie... :D

doro pisze...

tak jest najłatwiej ;) poezja, nawet w tak lichym wydaniu wydaje się bardziej smakowita, niż proza. jestem efekciarą!

doro pisze...

i nie na pożegnanie tylko z pośpiechu ;DDD

Aneta pisze...

No tak, twoja proza jest wysokoprocentowa, jeśli stosować miarę poetycką.

W takim przypadku pośpiech od wiersza dzieli tylko parę zgubionych znaków przestankowych :D