czwartek, 11 listopada 2010
pokonana lecz jeszcze nie martwa!
Zaiste, dziwna to niemoc, gdy duch ochoczy, ale ciało słabe. Czwarty tydzień to już nawet dla mnie zbyt dużo. Wypiłam już łącznie wiadro tymiankowej herbaty. Z rąk zaczynają rosnąć mi liście - igiełki.
A jak leżę, to widzę ładne rzeczy:
Heroicznie i platonicznie. Przedziwne! Smakują mi wyłącznie zdrowe rzeczy. Choćbym rozumem i dietą się starała, to bym czegoś takiego nie wymyśliła - kiszonki, żurek, warzywa i soki owocowe. TYLE! Mmmm, a żur to wyśmienity ugotowałam, choć podobno to profanacja, aby był bezmięsny ;))))
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
:) oł 4 tygodnie to faktycznie troszkę czasu ;] zwariowałbym chyba...
anu więc na nogi stawia ten profanacyjny żur :)
i bardzo dobrze, że zdrowo konsumowo ;] zapewne takie jedzenie nie zaszkodzi :D
Żur bez grama mięsa!!!
Ty profanko!!!
Żryj cebulowy sok ;D
hds - syrop (o soku nie słyszałam, ale żrę surową to pewnie ma sok ol-inkluzif) cebulowy to wroga propaganda mięsożerców, składa się w 90% z cukrów, którymi karmią się drobnoustroje, a reszta to placebo ;D ale dziękuję za Twe troskliwe słowo ;*
Kimonek - ;DDD
Racja z tym syropem.
Babcia mnie zawsze tym futrowała (teraz wiem od czego mam takie zepsute zęby).
Zdrowiej kobieto i bierz się do roboty, bo lubię podziwiać Twoje rękodzieła.
Już za chwileczkę, już za momencik, piątek z hendmejdem zacznie się kręcić. Dziękuję!
Lubię hortensje za ich przebarwiające się baldachimy i takie suchelce też lubię. Widzę je z kuchennego okna.
Mam nadzieję, że zawartość czosnku w żurku jest spora. No to co, że śmierdzi, zdrowy jest! ;)
Prześlij komentarz