środa, 9 czerwca 2010

meandry problemu - co dalej?


fot:Bogdan Mazur

fot:Bogdan Mazur

fot:Bogdan Mazur

fot:Bogdan Mazur


fot:Bogdan Mazur
[proszę o respektowanie praw autorskich]
Rozlewiska Wisłoka
Korniaktów,Budy Łańcuckie

Poland under water


Niby nic się w blogach powodziowego nie ukazuje, choć większość z nas śledzi wiadomości powodziowe we wszystkich dostępnych mediach.
Nie stało się nic niespodziewanego - trąbili o tym polscy i zagraniczni ekolodzy, w 2009 powstał "Projekt Narodowej Strategii Gospodarowania Wodami 2030" - cóż z tego, skoro trafił do szuflady.

Jesteśmy fantastycznie w zrywach narodowych, szybkich i intensywnych akcjach, nie sprawdzamy się jednak w realizacji długofalowych planów. Szkoda wyrokować, dlaczego tak się dzieje - pora przyjrzeć się konsekwencjom i zacząć działać, gdy tylko ogarniemy bajzel.
Strategia nie jest ściągą z działania - jest raczej drogowskazem. Priorytetem jest osiągnięcie dobrego stanu wód, zwiększenie retencji, budowania świadomości ludzi, wykonywania map terenów zalewowych, ostrzegania.

Przypomniała mi się rozmowa z dwoma dyrektorami dwóch różnych zabytkowych zabudowań, które łączyło jedno - każdy z budynków był porośnięty dzikim winem. Mimo mitycznego obiegowego stwierdzenia, że stary mur to mus być zapleśniały i mokry a i sprowadzający gruźlicę i inne zło na mieszkańców, obiekty były w stanie zadowalającym, suchym i bez wykwitów.
Staraniem dyrektorów jest zawsze chęć "remontu" czy "renowacji" zwłaszcza w kontekście późniejszej reklamy. Roślinność więc zdarto, położono nowy tynk, dodano izolację pionową a ściany pokryto gustowną farbą elewacyjną.
Po kilku miesiącach wylazł potworny grzyb. Wszędzie. Do tej pory, a minęły już 3 lata, ciągle są z tym problemy.
Zapewne na większości wykładów na studiach spałam, ale pamiętam to, że jeśli historyczny, zabytkowy budynek jest porośnięty dzikim winem, to ma to swój sens hydrologiczny.
To samo dzieje się z roślinnością na terenach zalewowych, w pobliżu wałów, na naszych działkach, przy ulicach, wszędzie. Rośliny absorbują i zatrzymują ogromne ilości wody we wszystkich swoich tkankach. Potrafią naturalnie regulować nadmiar wody. Oczywiście odbywa się to w skali globalnej ale i lokalnej.




----------------------------------



Dziękuję Bogdanowi za zdjęcia.

11 komentarzy:

Maura Ładosz pisze...

Przecież my wiemy lepiej, prawda? Co tam natura, drzewa, habazie... Rzeki wyregulować i wszędzie tamy postawić. I wpuścić plastikowe ryby i dmuchane kaczki. Będzie ślicznie.

Matylda_ab pisze...

W Budach Łańcuckich i Korniaktowie mieszka rodzina mojej babci (jej siostra z córką i wnukami), a zatem i moja dalsza rodzina. ;)
A powódź, no cóż, natura bywa okrutna, a człowiek i tak z nią nie wygra.

Cleo. pisze...

Przerażajace jakimi to maluszkami jesteśmy wobec otaczającej nas natury.

Beatta pisze...

A z czego Bogdan zwisa, po butach Go poznaję;) Piękne zdjęcia...

doro pisze...

zwisa z motolotni ;)

kura domestica pisze...

Wycinanie, regulowanie, przerabianie bardzo często bezsensowne, ale efektowne - tak, jak napisałaś - jest po to, żeby ktoś się wykazał i żeby na coś wydać pieniądze. Bo jak się nie wyda to za rok dadzą mniej. Przy okazji coś się tam wyrżnie,firma kuzyna zarobi, a i drewno się sprzeda.
Co ciekawe - w drugą stronę: dbania o to, co się już zrobiło, zbudowało - już to nie działa. Rowy melioracyjne zatkane, śmieci w lasach, zaniedbane parki, brudne ulice i sypiące się zabytki.
Ech...

słowa malowane pisze...

Srebrna Góra. na dziedzińcu fortu kasztanowiec. Zarządzający wówczas młodzian podejmuje decyzję o wycięciu drzewa. Proszę, tłumaczę. Ślepy i głuchy. Wycina i wkrótce potem zawala się kazamata studzienna, jedna z najbardziej wypasionych.
Dzikie wino, jak wszystkie inne pnącza ogranicza wnikanie wody w mur, raz - "spływem powierzchniowym" po liściach, dwa - korzonkami odsysającymi nadmiar. Ludzie przestali lubić rośliny, powszechny trend wycinania ogarnia maniaków rządzących, dotyka też zwykłych ludzi. Potem sadzą tuję w rządku i jest pianknie:(

doro pisze...

a co na to oburzeni przygodni zwiedzający, nikt jeszcze nie zgłosił sprawy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego / oddziału odpowiedzialnego za ten teren?
ciekawe, czy pan siekierka miał pozwolenie od konserwatora zabytków i z ochrony środowiska. pewnie miał, bo się kumplują lub są rodziną. a jeśli nie miał, to kolegium go przetrzepie; no chyba, ze to jego rodzina albo z prezesem wódkę pije ;)
jaki zatrważająco prosty jest ten świat...

doro pisze...

dziękuję Wam za solidarne wpisy ;)

kura domestica pisze...

Mnie nie trzeba namawiać długo na solidaryzowanie się w takich sprawach. Mnie to wpienia!
Najlepsze jest to, że zanim zacznę się rzucać studiuję w pocie czoła publikacje na te tematy. Tylko zawsze znajdzie się jakiś głąb stołkowy, zasuszony "specjalista" zaprogramowany przepisami, z których czasem korzysta, czasem nie. Wszystkich inaczej (czy też w ogóle) myślących wrzuci do jednego wora, podpisze "ekooszołom" i ma wszystko w d. W końcu większość czasu to on okupuje stołek i czasem jedzie na wakacje ..do Egiptu (z góry przepraszam tych, co jeżdżą do prawdziwego Egiptu, a nie na basen i do wielbłąda).
Buźka! :)

Kilauea Poetry pisze...

Do you guys have a small plane? Did this just happen? Wow!!