środa, 20 marca 2013

rytmy roku

Rzeczywistość zdecydowanie JEST rytualna i rytmiczna. Nawet ta podmiejska, polna, niezaorana jeszcze dobrotliwą zapobiegliwością wiosny.
Po wysokości słońca ja i moja mama zawsze wiemy, co jest grane. Ja jeszcze czasem udaję, że nie zakumałam, ale już nikt w to nie wierzy, tylko po prostu otrzymuję naręcze prania białego i koloru.
O tej dziwnej porze, pomimo spadającego z wielkim hukiem dachowego śniegu, budzą się muchi, kręcą się glizdy w swoich norkach, kobiety z rodziny S. nerwowo rozglądają się za stołeczkami i ścierkami, a z rodziny R. za mopem i krochmalem.
Światło zimowe, przedbożonarodzeniowe jest bardziej łagodne; przytula do siebie zmęczone gospodynie i szepcze - nie męcz się tak, w tamtym kącie tego kurzu nie będzie widać! Światło okołowielkanocne jest precyzyjnie mordercze. Prześwietla kamienie na wylot, trenuje i drenuje ćwiczeniem duchowym nad zmatowiałymi szybami grzeszków zimowych.

Oto wyprane zostały wszystkie pionowe i poziomoleżące szmaty w całym domu.

Idzie wiosna.




Uśmiecha się kot przez sen....

6 komentarzy:

M. pisze...

Ja też się uśmiecham!
Zwłaszcza do rytuału prania.
Zwłaszcza do prania suszącego się na wietrze, między dwiema czereśniami.
Uściskowywuję!

słowa malowane pisze...

naprawdę już trzeba? Bosz:)

doro pisze...

nie trzeba - ale nie ma wyjścia...

doro pisze...

M. i P. uściskowuję!

Aneta pisze...

Ja jak zwykle zapatrzona w szczotki gałęzi. I w światło na środkowym!

Rytuały odnawiania świata... Przypominam sobie teraz, jak byłam dzieckiem to tak BYŁO, potem się zgubiło i była tęsknota i jałowe próby odzyskania tego poczucia przez powielanie tradycji. Teraz chyba znowu wiedziałabym co i jak palić w ogniu "judasza" :)

Go i Rado Barłowscy pisze...

Taaak, bezlitosny demaskator z tego okołowielkanocnego słońca. I ta sterylność na zewnętrzu...

Zaprawdę czas zakasać rękawy. I całe szczęście!

Pzdr.