niedziela, 9 września 2012

nowy rok czyli co słychać gdy się zgłośni

Styczeń tradycyjnie służy do spisywania postanowień, odchudzania/tycia, byciu lepszym lub przynajmniej znośnym dla siebie i otoczenia. Jednak raz na jakiś czas można świadomie wejść w nurt rzeki, zwanej Powrotem do Domu  i może się to przytrafić niespodziewanie, bez Nowego Roku, w samym środku sierpnia.
Mąż zmienia pracę, ja wchodzę w nurt nowego cyklu zatrudnienia i pogrążam się po samo trzecie oko w pisaniu doktoratu. W tym roku musi być niemal skończony (doktorat, nie mąż). Zapisujemy się z całą rodziną na treningi różne, cętkowane i podłużne, gdyż w zdrowym ciele zdrowy chuch, czyż nie?

Jak mawia Pan Grzesiu, ważne decyzje zawodowe podejmujemy zazwyczaj w głupim wieku, serwując sobie więcej deserów z wyobrażeń niż pełnoziarnistych dań głównych. Zmiana zdania ciągnie się, lęk podgryza  ścięgna i powoduje niekontrolowany rozrost tkanek. Pan Grzesiu pod wpływem impulsu, z dnia na dzień rozstał się z ciążącym mu kontraktem. Sprawę przemyślał już wcześniej i czekał na znak z nieba lub ziemi.
Chyba dostaniemy zakaz wchodzenia do firm, bo działamy na pracowników zbyt, hm ... oswobadzająco ;D

Raz na milion lat zdarza się malutki przełom we właściwym miejscu i wpuszcza tyle światła, że nie można już się zatrzymać.
Stanęliśmy zgodnie, we dwoje, wobec czasu zmian. Tu panują już inne reguły. Cumujemy rzadko, coraz rzadziej. Życzę nam i Wam bezpiecznej żeglugi.

11 komentarzy:

matylda_ab pisze...

Zazdroszczę Ci tego zdarzającego się raz na milion lat malutkiego przełomu. Czuję, że się duszę, że jakaś zła moc nade mną wisi...
Znaczy, że już przypadkiem męża nie zobaczę obok jakiejś apteki przywieszającego baner? :))

doro pisze...

Matyldo, trzymam kciuki za Twój Malutki Przełom!!

Na drabinie może nie, choć, kto wie? Sami się zastanawiamy ;)) Na razie z głodu nie umrzemy bo cukinie obrodziły ;) Uściski!

Almost Daily Gallery by Iwona pisze...

Czekam na przełom, ten właściwy we właściwym miejscu i czasie...
Nie pamiętam, jakim cudem trafiłam na Twój blog. Ale wiem, że dziś Twój tekst spowodował we mnie jakiś przełom :) Spróbuję nadać mu sens.
pozdrawiam serdecznie bardzo
Iwona

matylda_ab pisze...

Moja matka robi świetny dżem z cukini. Ja to tylko cukinię do leczo wykorzystuję, albo do jakichś warzywno-mięsnych zapiekanek. :)
Na razie kroję i zamrażam, bo też dostaję je od matki z działki i szczerze mówiąc mam już dość ich jedzenia. ;)

Katta pisze...

Po wizycie u Ciebie, po tym wpisie czuję niesamowitą lekkość w sercu.
I lęk przed wyimaginowanymi konsekwencjami mojego być może NIEODPOWIEDZIALNEGO trybu życia zostaje wyrzucony z impetem przez okno.
Ukłony :)

Aneta pisze...

Trzymam kciuki i dmucham w żagle! :)

wldemus pisze...

Żagle na wiatr! Ster prawo/lewo na burt! Pomyślnych wiatrów i błękitnego bezkresu prawdziwej wolności!!!

M. pisze...

Ooo, tak najwspanialej, "że nie można się już zatrzymać"!
Wszelkie kule wątpliwości odpadają od nóg.
Płyńcie, lećcie, biegnijcie, niech Was niesie!

JM pisze...

Doro, Matyldo - aleście narobiły mi smaka z tą cukinią. ;-))

doro pisze...

@Iwono - i za Ciebie też trzymam! Miło mi, że to trafiłaś!

@Matyldo - nigdy mi się cukinia nie znudzi!Z braku laku pożeram saute!

@Katta - Ty też? Uściski!

@Aneto - bardzo dziękujemy ;*

@Waldku - choroba morska nam nie straszna! Tobie szczególne dzięki ;**

@M. - ściskam, ściskam ;***

@JM - bo to boski owoc jest, znaczy warzywo, nie jakaś tam sparciała ambrozja.

słowa malowane pisze...

Noo, polatać jest fajnie. Cieszę się, bo jakoś tu optymistycznie, zdrowy chuch czuć.