środa, 23 marca 2011

liść z osteoporozą




Słońce, wzmożony ruch kuracjuszy w balkonikach i z laseczkami do nordic'a, wszystko jakby bardziej zdrowe, żywsze, dorodniejsze!
Symfonia kolorowych kurtek na szaro-beżowym tle zimowego parku. Ukradkowe telefony, handel maścią końską i jabłkami.

Tu, w tym pokoju z widokiem na kaplicę i drzewa, jakże daleko jestem od codziennego przetrząsania kuwet, obierania ziemniaków i bycia zwyczajnie małostkowym! Moje usterki wypływają ze zdwojoną siłą, tu nie ma kreacji - jest re-kreacja! Niczego już nie udaję bo wszystko opadło. Odruch odnotowano młoteczkiem - neurologia ontologiczna, hehehe. Jeśli kopniesz panią, znaczy, zdrowiejesz ;D

Jak tu teraz się spakować?
Mam dodatkowe wiadro muszli do złoceń. Kamery z domu kultury pilnie podążały za mną swoim zimnym okiem, kiedy przetrząsałam okoliczne krzewy, w poszukiwaniu skorup. Będą potężne naszyjniki, bo tutejsze ślimaki to mutanty.

5 komentarzy:

hds pisze...

Ślimaki takie duże, bo upasione na resztkach kuracjuszy ;D

doro pisze...

Co robić, odwieczne prawo natury ;DDDDD

Kimonek pisze...

nawet w sanatorium jedno drugiego zjada... masz Ci los ;P

Aneta pisze...

A może inaczej? W zdrowotnym tym miejscu, rozkwita wszelkie ciało ;)

Arthi pisze...

ożywienie oddziałów geriatrycznych niestety jest widoczne również w autobusach miejskich, nie ma gdzie przysiąść z lekturą, bo wszędzie, laski, kule i wózeczki