wtorek, 2 lipca 2013

Łomżing na rzece San. Wielka moc.








Czasem słońce, czasem deszcz, jak w indyjskim klasyku. Jednak bez komarów, skwaru i nadmiaru. Cisza rzeki - nieoceniona. Chcę więcej.






                            W czasie ewakuacji pogodowo-deszczowej znienacka pojawiła się altana.









Pięć ostatnich zdjęć - basiowotomkowych.

5 komentarzy:

M. pisze...

Oo, łomżing w pontoningu, lepszy niż na kocingu.
Pięknie, że San taki senny i bez tłumów.

Emi pisze...

Ale bajer! Bayer full!:) Pontony własne czy na wyposażeniu rzeki?

hds pisze...

Czy aby na pierwszym foto w tle nie kumuluje się małe tornado ;D

doro pisze...

Kochana M.! Na kocing było... za zimno i mokro, zwłaszcza w drugiej połowie wyprawy, kiedy to dopadł nas biały szkwał ;D Galopem schroniliśmy się w cudem na drodze wyrosłej altanie z ... wersalką. Dobrze, że wzięłam koc termiczny. Nogi by poodmarzały!

Emi - własne, z promocji. Tak niewiele trzeba, a uciechy po pachi!

HDS - prorocze są Twoje przewidywania ;))))) Kumulowało się i dopadło.

słowa malowane pisze...

przygoda:) super!