poniedziałek, 29 lipca 2013

leczo lipcowe

Po kilkudniowych 36-cio stopniowych upałach nadszedł porywisty wietrzyk. Koty studzą się pod pachami wywracając na plecy pod stołem w ogrodzie, pańskie i bezpańskie. Karma nie budzi już zainteresowania. Znajome pomruki dopominawcze o czochraniu wskazują na zwiększoną dozę szczęścia bytowego.
A może to dostatek gryzoni po wczorajszym kombajnie i pszenicy?
Wszystko osiąga apogeum, najwyższy punkt w roku. Bycie w zenicie.

Spaliśmy wczoraj na balkonie, pod rozgwieżdżonym sufitem Drogi Mlecznej. Leciały samoloty, satelity, meteoryty spalały się jak pochodnie. Co chwilę zaglądał do nas nietoperz lotem całkowicie bezgłośnym. Kombajny osiadły dopiero po północy.

Czuję się napełniona opowieścią armeńską, choć nic jeszcze nie usłyszałam. Moja duchowa Siostra z Drugą Siostrą śląską wybyły w Azję przez Imperium Osmańskie w te i nazad, dwuśladem.
Jaszczurki na rozgrzanych drogach zajmują me myśli.

Jeśli znajdę jakieś zdjęcie ilustrujące, to zamieszczę. Tymczasem idę wyłowić muchę z zupy.











4 komentarze:

słowa malowane pisze...

Siostro ma Cukiniowa, opowieści będą, może jakieś bardziej spokojne, bo te pierwsze krzykliwie przekazywane i na wdechu mają w sobie za dużo a tym samym za mało.

M. pisze...

Dżizas Krajst, dwuśladem to było?!!!
Och, spałabym pod gwiazdami, ale co robicie, żeby nie być żywicielem krwiopijców?
Uściski!

doro pisze...

Droga M. --> komary tutejsze idą spać po 22 00 i do 3 nad ranem jest spokój. Pozdrowienia!

Aneta pisze...

:)))

Tak mi coś mignęło przy drodze, że papierówki już :)