wtorek, 7 września 2010

labradoryt - kamień odwagi

Dostałam ciężkiej szajby na punkcie labradorytu. Nie wiem, jak fachowo brzmiałaby diagnoza; natręctwo, mania prześladowcza czy zwykła pożądliwość - nie mogę przestać myśleć o labradorytach. Nie o jednym konkretnym komplecie biżuterii, ale globalnie - o wszystkich kamieniach.
Leczę się na rożne sposoby i próbuję również zrozumieć tą dziwna sytuację, bo wszystko inne potrafię sobie logicznie wytłumaczyć - lubię kawę mrożoną, lidlowe praliny w kształcie owoców morza, masowe złocenie dziwnych rzeczy, które w naturze nigdy nie byłyby złote. Z każdą z tych rzeczy jednak potrafię się rozstać dosyć gładko. Ale nie z opętaniem labradorytami.

Kupiłam kolczyki.
Noszę je jak tarczę przeciw złym duchom. Cierpię, kiedy muszę je zdjąć.
Czym jest, po co, dlaczego akurat ten?

Szukam.
Znalazłam takie:http://deedeeart.pl/2008/05/27/labradoryt-kamien-odwagi/
Cytuję:
Labradoryt to kamień niezwykły, posiadający piękne odcienie, kolory, połysk i blask, jakiego brakuje innym minerałom. Jest to minerał z grupy plagioklazów i swój wygląd zawdzięcza temu, iż jest mieszanką dwóch innych minerałów – albitu (glinokrzemianu sodu) i anortytu (glinokrzemianu wapnia).
Swą nazwę zawdzięcza półwyspowi Labrador, położonemu w Kanadzie, w prowincji Nowa Fundlandia, gdzie występuje bardzo często. Oprócz Kanady, wydobywa się go także w USA, Meksyku, Australii, Finlandii oraz również w Polsce. Kolorystyka jego jest bardzo urozmaicona – od brązu, po błękity, od szarości po zadymione czernie. Według Eskimoskiej legendy, Zorza Polarna została uwięziona w skałach wzdłuż wybrzeża Labrador. Uwolnił ją przejeżdżający tamtędy Eskimoski Wojownik, rzucając w kamienie ostro zakończoną włócznią. Jednak nie cała Zorza została uwolniona, kilka jej świateł pozostało w skałach, dzięki czemu kamień zwany Labradorytem ma taki piękny połysk i wewnętrzne iskierki.
Kamień ten ma właściwości niezwykłe, bowiem pomaga walczyć z frustracją, dodaje odwagi.


Koniec cytatu. Ciekawe, pasuje mi ta zorza, bo największą korbą pogodową jest zobaczenie zorzy. Kręcę się też ciągle wokół mitologii północnej, symboliki, biżuterii i wzornictwa, muzyki. O co cho?
Jesień?
Nie wiem, co będzie dalej.
Śnią mi się całe sznury szarego, zabrudzonego piachem, pięknie fasetowanego labradorytu. Założyłam sobie blokadę stron z biżuterią. Niestety nieuchronnie skończy się tym, że po następnej wypłacie kupię surowy sznur kamieni i będę go trzymać pod poduszką.
Tymczasem pooglądajcie moje ulubione:






http://wylegarnia.com/kamienie-polszlachetne/akwamaryn

Zamarznięty brudny lód z zorzą polarną!
Uwielbiam go ;)
(to środkowe zdjęcie przedstawia mój łup)
Czy macie jakieś natręctwa jesienne?

Polecam stronę Emilii!

13 komentarzy:

ewiater pisze...

pniękny... wcale ci się nie dziwię :)

Dorota Archicińska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
kura domestica pisze...

Doro, ja chyba potrzebuję labradorytów. Na frustrację. Rzeczywiście są piękne. Fajne to Twoje natręctwo.
Ja mam wręcz przeciwnie tej jesieni - za dużo napięć i nie potrafię niczego się podjąć. Zero działania. Kompletnie - tylko siąść i gryźć paznokcie. Nie mam natręctwa tej jesieni. Mam tylko frustracje.

doro pisze...

Elu - mnie to mimo wszystko dziwi, choć tym razem warto dać się ponieść ;)
Doroto - dziękuję - Ty łap słońce, bo jest go dziś mało, a może właśnie bursztyn ma już pełny bak promieni?

Kuro - może zrób sobie mały prezent na przełamanie szarości - tym razem zielony i różowy turmalin; jak mawia moja psiapsióła - jest właśnie na to!
I koniecznie coś słodkiego ;)
pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby było lepiej, jaśniej, sympatyczniej!

cynka pisze...

niedawno zobaczyłam pierwszy raz bransoletkę z tym kamieniniami zrobioną przez Decomanię i oniemiałam!
jest coś niesamowitego w nich

rozumiem zatem...

Aneta pisze...

Zauważyłaś, że ma Twoje imię w nazwie?
Cudny.

doro pisze...

Anetko - nie zauważyłam, faktycznie! Ostatnio zwróciłam uwagę, że złoto to d'oro ;)

Aneta pisze...

Właśnie, też o tym pomyślałam po warsztatach.
Nomen omen :D

Kilauea Poetry pisze...

Doro- these are awesome! You selling these? Love the colors- very tasteful!

Kimonek pisze...

a ja mam faze na krzemienie...
uzbierałem już cały woreczek na amulety...

dopiero niedawno się dowiedziałem, że posiadam w swoim dorobku skórzany ,,woreczek czarownicy" który nosi się na szyi, gdzie skrywa się magiczne przedmioty...
po babci... ale nigdy nie wiedziałem do czego to służy... jak wiele innych pamiątek...

odkrywając historie swojej przeszłości dreszcze mnie przechodzą coraz bardziej i coraz częściej ;]

czyżby świat magii, dusz, zaklęć i czarów wokół mnie krążył?

doro pisze...

Regina - I dont selling it, just admire - ts is not my works!
Hugs ;*

słowa malowane pisze...

Dorotello, nie będę Cię wiecznie tymi samymi ochami i achami nagradzać za Twe piękne posty, bo się rozpuścisz, jak dziadoSki bicz:)
Powiem Ci, że ja tak mam z chryzokolą. Zajrzyj se.

doro pisze...

Chryzokolo, znaczy tfu, Paulino - rozpieszczaj rozpieszczaj! Bardzo lubię ;)