Witajcie, Dzieci.
Okropne sny dziś miałam, ciągnęły się za mną również w drodze do kuchni, jak przydeptanemu robakowi flaki. Grecja znów zatonęła na skutek globalnego ocieplenia plus kilka rodzinnych katastrof, dziwne staruszki, wywracające się w nieznanych miastach, zmiana imion.... sio!
Jak piękna rzeczą w blogu jest kompletny brak przymusu pisania składnego i mądrego, jak uroczo wsiąkam w brak celu i struktury, jak homogenizowane staje się opowiadanie! Przytulna forma, adoptująca sieroty kulejącego stylu, niewyklutych pomysłów, okrywająca maminym gestem grafomanię, jak śpiącego szczeniaczka.
Jem sobie dziś na śniadanko tiramisu z kawą. Troszeczkę obeschło. Nic nie szkodzi.
Śnił mi się też egzamin na dziwnych studiach; przytłaczające wrażenie, że nic nie umiem zawsze przypomina mi w realu, że ostatni będą pierwszymi, a wiatr wieje, kędy chce, w związku z tym złośliwość i irytacja w czasie egzaminowania ulatuje jak z balonika. Rzeczywistość trzyma mnie na dystans snem! Powiedzcie mi tylko, jak trzy tygodnie po zakończeniu sesji można sobie przypomnieć, że nie przystąpiło się, pisząc mejla zatytułowanego "nie wiem, jak to się stało"? Jak do tego ma się doświadczenie z lat niesłusznie odległych, kiedy za dwie nieobecności powtarzało się rok, siedząc za karę w pierwszej ławce, i będąc odpytywanym z Platona i Jaspersa?
Świat niezmiennie ewoluuje.
Niedawno chyba potwierdzono, że nie będziemy rozszerzać się w nieskończoność, tylko do pewnego momentu, a później znów nastąpi kurczenie i Wielkie Bum, dając początek nowemu. Wszechświat najpierw posiwieje i zacznie się garbić, zawróci w stronę dawno nie odwiedzanych okolic z dzieciństwa, a na koniec wróci w rejony, gdzie się narodził. Na razie jednak wciąż lecimy na tym samym kulistym wózku.
Enyłej, jest ładny dzień. Łukaszu - zakwas dziś wyjedzie z poczty w Twoją stronę, pamiętaj o wstawieniu go do lodówki, jak już przyjdzie. Ważne, aby ciasto było w miarę gęste, trudne do nakładania i mieszania. Życzę wspaniałych chlebów!



















