Jak nic - rozlaźnięte popołudnie.
piątek, 7 stycznia 2011
środa, 5 stycznia 2011
Dwa bardzo męczące dni

Sklasyfikowałam oddech jako towar deficytowy.
Noworoczne postanowienia łażą za mną i podgryzają nogawki jak psy. Poczucie winy przynosi mi kapcie. Poszukiwanie straconego czasu mości gniazdko absurdu na fotelu.
Kot ma katar. Dacie wiarę?
Pozdrowienia dla (nowopoznanego) Cypisa i ancynamonowego Arka; wojowników i architektów swej świetlanej nieodległej przyszłości oraz Tomka, który nie dał się złamać brakiem piłeczki ping-pongowej w kazamatach uczelnianych;)
André Derain
1880-1954
Three Trees, L'Estaque
ca. 1906
Olej na płótnie
100.3 x 79.9 cm
Photo © Israel Museum, Jerusalem, by Avshalom Avital
poniedziałek, 3 stycznia 2011
przez chwilę byłam tobą!
Dzień dobry, pobudka, czy już wstaliście, ptaszęta moje? Bo ja od 6:70, to znaczy 07 wyrabiam po dwie kawy (zapominam o pierwszej), kotu kroję pomarańczę i usiłuję doprać plecaczek dziecka, które uprzejme było nie wyciągnąć nadgryzionej mandarynki z dnia 20 grudnia, w związku z czym strój gimnastyczny zzieleniał i porósł. Oczywiście zeszyt od muzyki się nie znalazł.
Dwóch rzeczy bardzo szukam, a właśnie jedną znalazłam; ogromnie podoba mi się to pierwsze zdjęcie:

fot.Racheal Zimminski

fot.Doron Guild

fot.Martha Ray
Jessica Sue Layton i jej wcielenia
A o tej pani możecie poczytać w internecie, wystarczy wyguglać sobie Jessica Sue Layton; przez niemal rok opiekowała się domami i mieszkaniami znajomych, którzy ją o to prosili. Nie prosili jednak o to, aby tam mieszkała, fotografowała w ich ubraniach, układała książki według kolorów na półkach,aby wynosiła z ich domów drobne przedmioty i tworzyła z nich ekspozycje i pseudo "sklepik" z dokładnym opisem co i komu zarąbała z domu, uwzględniając te dane na metkach. Nie działała jednak jak chochlik czy troll, ale raczej jak... duch dobrej wróżki, która czasem pije z czyjegoś kubeczka... zostawiając mu w zamian nowy kubeczek, krusząc sztywne przyzwyczajenia jak świąteczne bombki w pudełku.
To działanie podoba mi się podwójnie.
Rozejrzyjcie się uważnie. Może i w Waszych domach była już Jessica pod Waszą nieobecność ;)
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,80530,8613523,Zobacz__co_zwinelam_z_twojego_domu.html
A tu pan, który wkłada głowę w różne miejsca, kiedy ma dosyć sztuki po-nowoczesnej.
http://piotrbies.blox.pl/html
Mam dobry humor i mnóstwo pracy - czego i Wam życzę!
I pomyślcie... komu ze znajomych coś zmienić w domu ;)))
Co by Was najbardziej wkurzyło? Zmiana kolejności ułożenia płyt CD? Nowe widelce? Zmiana firanek na ciężkie zasłony? Logowanie się za Was na Waszych własnych blogach?
Dwóch rzeczy bardzo szukam, a właśnie jedną znalazłam; ogromnie podoba mi się to pierwsze zdjęcie:

fot.Racheal Zimminski

fot.Doron Guild

fot.Martha Ray
Jessica Sue Layton i jej wcielenia
A o tej pani możecie poczytać w internecie, wystarczy wyguglać sobie Jessica Sue Layton; przez niemal rok opiekowała się domami i mieszkaniami znajomych, którzy ją o to prosili. Nie prosili jednak o to, aby tam mieszkała, fotografowała w ich ubraniach, układała książki według kolorów na półkach,aby wynosiła z ich domów drobne przedmioty i tworzyła z nich ekspozycje i pseudo "sklepik" z dokładnym opisem co i komu zarąbała z domu, uwzględniając te dane na metkach. Nie działała jednak jak chochlik czy troll, ale raczej jak... duch dobrej wróżki, która czasem pije z czyjegoś kubeczka... zostawiając mu w zamian nowy kubeczek, krusząc sztywne przyzwyczajenia jak świąteczne bombki w pudełku.
To działanie podoba mi się podwójnie.
Rozejrzyjcie się uważnie. Może i w Waszych domach była już Jessica pod Waszą nieobecność ;)
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,80530,8613523,Zobacz__co_zwinelam_z_twojego_domu.html
A tu pan, który wkłada głowę w różne miejsca, kiedy ma dosyć sztuki po-nowoczesnej.
http://piotrbies.blox.pl/html
Mam dobry humor i mnóstwo pracy - czego i Wam życzę!
I pomyślcie... komu ze znajomych coś zmienić w domu ;)))
Co by Was najbardziej wkurzyło? Zmiana kolejności ułożenia płyt CD? Nowe widelce? Zmiana firanek na ciężkie zasłony? Logowanie się za Was na Waszych własnych blogach?
czwartek, 30 grudnia 2010
w nowym roku
środa, 29 grudnia 2010
szalenie dobre naleśniki, czyli booooosze, co ty masz na biurku??
Zgubiłam i zjadłam zdjęcie naleśników, Ciocia Terenia zrobiła wyborny farsz, tolerując mój warzywnizm, do tego emmentaler na ciepło i bazylia okienna, mmmm!
W tytule okrzyk mojego męża, z którym rychły rozwód przepowiada mi z gwiazd i tarota moja Mama, z powodów zabałaganionych, lecz bajecznie potrzebnych zaraznatychmiast każdej kobiecie przy pracy.
Uwaga, zdjęcie nie było pozowane. To chyba pierwsza prawdziwa prawda o mnie na tym blogu. Wszystko inne było sfabrykowane.
Dostałam w jednej pracy kalendarzyk, ma mnóstwo dziwnych świąt, np "dzień dziwaka" (7.01.piątek) i "dzień sprzątania biurka" (8.01.sobota).
A Bydluck stwierdził: kto prowadzi bloga, temu śmierdzi noga.
odkułam się!
poniedziałek, 27 grudnia 2010
czasem warto poświęcić nos, aby ocalić duszę
czy istnieje jeszcze jakaś forma życia we Wszechświecie, po świętach

Dowody są słabe. Oczy błądzą pod powiekami, kot rozgrzebuje kołdrę, jakbym była górą kompostu. Światło stłumione, rozproszone, bo okna pod czapą śniegu. Po co montować rolety? Czuję się jak foka pod wodą, bez widocznego przerębla.
Odzyskałam pierwszy ze spokojów, spokój pozorny. Ten duchowy pozostał w głuszy i nawet nie pamiętam, jak kiedyś wyglądał.
Ze wszystkich stron zaatakowały mnie egzotyczne zapachy - świec z cynamonem, olejku oregano, kadzideł. Wciąż nie wiem, gdzie jestem. Komórka piszczy, żądna prądu.
czwartek, 23 grudnia 2010
wtorek, 21 grudnia 2010
teologia burzy
Smażąc ryż z imbirem i zalewając w kuchni piwem Tygodnik Powszechny odkryłam, że moje chaotyczne zmagania z niemocą, rozdrażnieniem i nieakuratnością słodkich kartek bożonarodzeniowych ma jednak wymiar metanoi.
Co roku o tej porze jestem bardziej pewna, że nie powinnam świąt obchodzić, albo, że święta nie powinny obchodzić mnie.
Na sam koniec jednak one robią jak mój mąż po kłótni- przychodzą [jak góra do Mahometa] i trącają mnie na wysokości mostka jakimś cynamonowym, niematerialnym "eeej".
I znalazłam ładny fragment Wacława Oszajcy w Tygodniku Powszechnym*:
(...) "Jak widać, to pierwsze Boże Narodzenie nie było znowu takie pastelowe, jak by się nam mogło wydawać.(...)
Miłość, ślub, małżeństwo, ciąża, groźba rozwodu, na głowie dom i wszystko, co się z prowadzeniem gospodarstwa wiąże - jakże to odległe od słodkiej
Madonny z Dzieciątkiem (...)
Ta zwyczajność jest najbardziej przekonującym dowodem na spełnienie proroctw Starego Testamentu, zapowiadających, że Bóg zamieszka z ludźmi po to, by zarówno ziemię, jak i niebo doprowadzić do pełni doskonałości.
Nie dziwmy się zatem, jeśli podczas tych świąt coś w nas zaskomli, coś nocą przerwie sen, muśnie chłodnym oddechem niby skrzydłem. Boże Narodzenie również takie nastroje w sobie zawiera" (...)
Polecam jak zwykle lekturę całego tygodnika, tego i innych numerów, a ja oddalam się w strefę pełni. Obiecanej, tej i przyszłej. Choć na razie w moim sercu burza piaskowa i halny.
*na stronie 8, Nr 51 (3206)
Do zobaczenia w styczniu!
poniedziałek, 20 grudnia 2010
narciarska niedziela
Generalnie - dużo siedzieliśmy... siedzenie sprzyja podziwianiu przyrody!
Czasem jednak wypadało wstać, nietypowo, proszę wycieczki.TAM wstał już księżyc w pełni, pomarańczową pomarańczą świeci.
I uwędzić posiłek trzeba, herbatą z termosu zakąsić, paluszkami z serem i żurawiną poprawić i znów na stok.
ptasie nuty, dodekafonicznie
piątek, 17 grudnia 2010
mroźnie
A dziś przyroda w mojej głowie wygląda tak.
Słucham fińskiej muzyki, poprzetykanej gdzieniegdzie pieśniami Samów; oglądam labradoryty i nie mogę się skupić na piątku.
We mnie jest Północ.
Jeszcze kiedyś zobaczę prawdziwą zorzę, choćby miała to być ostatnia podróż w życiu.

autor: Lennart Helje
znalezione u: http://art-finds.blogspot.com/2010/12/lennart-helje.html
labradoryty i nie tylko: http://www.capar.com.pl/
Słucham fińskiej muzyki, poprzetykanej gdzieniegdzie pieśniami Samów; oglądam labradoryty i nie mogę się skupić na piątku.
We mnie jest Północ.
Jeszcze kiedyś zobaczę prawdziwą zorzę, choćby miała to być ostatnia podróż w życiu.

autor: Lennart Helje
znalezione u: http://art-finds.blogspot.com/2010/12/lennart-helje.html
labradoryty i nie tylko: http://www.capar.com.pl/
poniedziałek, 13 grudnia 2010
czyj to ślad?
niedziela, 12 grudnia 2010
wina, igrzysk i kaloryferów
D'oro by Madmargot
MADMARGOT, D'oro, tusz i kolorowe ołówki na papierze, 43x28 cm
Przede wszystkim - jestem wzruszona i nie zasłużyłam!
Dziękuję pięknie piekielnie utalentowanej Madmargot za piękną i wielką paczkę, pod którą zapadł się w śniegu listonosz, a znalazłam go dopiero po interwencji kota! Oprócz pięknego portretu [bardzo chciałabym tak wyglądać!:D] dziękuję za kamienie i bursztyny - obiecuję, że zrobię z nich dobry użytek i będę nosić godnie, jak ordery!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
