wtorek, 27 lipca 2010

przedburzowo
















Doklejam zdjęcia z pobytu wujków w piątek i sobotę - ta niezwykła kobieta w pasiastej kiecce, obyta w świecie podróżniczka ze szczegółami opowiedziała mi jak robi się ekskluzywnego tajskiego drinka z bijącego jeszcze serca węża. A wokół nas gromadziły się granatowe chmury, polna droga i zboże osiągało 40 stopni Celcjusza.

poniedziałek, 26 lipca 2010

prawie sierpień





Po co mu ten biały zygzak pod spodem? Czy udaje kwiatka i łodyżkę? Sądząc po dziurach łatanych dokładnie na środeczku owady lecą jak durne właśnie do centrum, wprost w pająka.

piątek, 23 lipca 2010

Mikołaj, artysta z Warszawy

Obudzeni nadciągającą burzą i obietnicą ochłodzenia, ruchem robaczkowym wypełzliśmy z łóżka. Wujek zapytał, dlaczego wstajemy w środku nocy, bo 6 to noc ciemna i zwiesił się bezwładnie za oknem, łapiąc chłodek.
Chodzą za mną dobre obrazy. Te, które widziałam, którym asystowałam, które podglądałam. Ale i te, w których nie miałam udziału, a bardzo mi się podobają.


Oto Mikołaj. Chciałabym zapytać, jak On to robi, że Mu te błękity tak dźwięczą,jak to robi, ale w swojej skromności zapewne odpowiedziałby "Szpachlą proszę pani!" jak w "Poszukiwany-Poszukiwana" ;)

Fantastyczne kolory, mięciutka forma, stanisławskie wyczucie kształtów i plam. Zwróćcie uwagę na sąsiedztwo barw.






Polecam!
http://dzienniki-rysunkowe.blogspot.com/


I wreszcie pada!

wykopaliska

Czekając na nowy tydzień i ochłodę pozwolę sobie wkleić Państwu coś starego. Stare nie znaczy przaśne. Dokonam stosownych odpoczynków, ablucji i przepierek, po czym - o ile Bóg i Orange da (i będzie zasięg) --- wrzucę NOWE, czyli już po naprawie aparacika.
Jestem nieprzytomna z upału więc przepraszam za rekurencje. Wszystkie zdjęcia są moje i bardzo dawne, jeszcze z poprzedniego bloga, zanim mi go jakiś zły potwór zepsuł.









Wróciłam w okolice, gdzie byłam szczęśliwa,
Już odmieniona. (...)
Teraz jestem w moim domu, słucham, jak krzyczą sowy
I myślę, czy powoli znów sie ucieleśnię.

Linda Gregg, Dorosła

wtorek, 20 lipca 2010

niedziela, 18 lipca 2010

ikony i muchi



fot:MR, jarmark ikon, Sanok
Sanok Town, my handwork

Witam Szanownych Czytelników w cudne załamanie pogody, sakramentalne ochłodzenie, piękne 15 stopni, przesycone lekkim zefirkiem znad pól, okraszone kwaśną miną zmokniętego kota, który nerwowo wylizuje sobie mokre stopy!
Tak, przypuszczenia rodziny potwierdziły się, jestem wiedźmą, uwielbiam burze, mżawice, pogody kawogenne i uspokajające.

Wczoraj! Wczoraj dusiliśmy się wśród kramów sanockich w piekielnym skwarze, wśród kordonów galowo umundurowanej policji, oczekującej na rozdanie dyplomów za dokonania służbowe. Próbę wystąpienia przed szereg nogą lewą rozpoczęli już o 8; gdy zwijałam się do domu była 13 i wciąż gnili w pobliskich rozsypanych po ryneczku kafejach, przykładając do czoła zimne napoje.

Najbardziej podobało mi się zwiedzanie sanockiego muzeum z ikonami. Panowie pilnujący ekspozycji z przejęciem dyskutowali o sposobach doprawiania nalewek a później o tajnikach hodowli pszczół; pani tupiąc cieniutkimi jak ołówki obcasikami skrzętnie zamiatała zdechłe muchy, robiąc przy tym sympatyczny kurz - widać ikony jednak to lubią, co im tam będą kadzić czujnikami wilgotności, termometrami i innymi nowomodnymi bzdurami. Pani strażniczka ekspozycji zręcznie uformowała kopczyki z truchełek i zostawiła je pod ścianą.
Ale i tak najciekawsze pani pilnujące były na piętrze Beksińskiego. Takiego pilnego studiowania krzyżówek sudoku o 9 rano nie widziałam nawet w sanatorium. Co potrafi zrobić tygodniowy upał z ludzi w przedziale wieku 25-30 ...


wspólne stoisko z rękodziełem - Dorota Z. maluje na żywo, Dorota R. traci czas ;D

czwartek, 15 lipca 2010

snaily lady



Run Forrest, RUN!!!

Już za chwileczkę, już za momencik wyjazd służbowy zacznie się kręcić!
Na razie czuję się jak ślimak. Tak bardzo chcę podgonić z pracami, a nie mam siły!
Spust naprawiony w nocy, szpilką do akcesoriów kolczykowych. Prowizorycznie. Bardzo dziękuję Rychowi za bycie Makgajwerem i Wam za miłe słowa!
Już pora zaparzyć kawę na cały dzień. Dwie będą mrożone. Wejdę z nimi do lodówki i poczekam, położę się pomiędzy truskawkami a młodą kapustą...

dzyndzel mi urwło





czyli spust migawki odpadł, w związku z tym nie będzie więcej zdjęć.
Ale możecie jeszcze rzucić chłodnym okiem na horror, jaki rozegral się w krzakach - pajęczak załatwił muchooskę. Nie wiem, jak ona się fachowo nazywa. Nazywała, bo właśnie ją trawi.

uroda chwili 2







Dziwny ten tydzień. Chcę takich więcej! Tylko chłodniejszych.
Tykwy kwitną, pomidory wciąż zielone, doba zdecydowanie za krótka, ząb wyleczony...
9 okrągła rocznica ślubu przeszła nam niemal koło nosa, przypomnieliśmy sobie dopiero wieczorem, kiedy zadzwoniła Irenka z Lasu z życzeniami. W sumie 14 lat razem.
Mam piękne metki >mejd baj Rychu< do biżuterii i ikon! Może ich nie przypnę tylko schowam sobie na pamiątkę?

Ważkę znaleźliśmy z synem podczas szukania gniazda smoków (w czasie wyprawy rycerskiej z mieczem w dłoni).


Cypiskówna


fot:dr

poniedziałek, 12 lipca 2010

uroda chwili









































fot:dr

Poranki są gorące i krótkie a koniczyna rośnie nawet w betonowych rozpadlinach.
Jutro będziemy robić sok z malin.
Muszę polubić tic-taki, ileż można odmawiać synowi, gdy częstuje?

płaskość maila



Czy siła nacisku została dziś zastąpiona boldem?



fot:dr