wtorek, 6 kwietnia 2010

Baby Wielkanocne ;D








Z pozdrowieniami dla Gospodarzy i Szanownych Gości Świątecznych - Wędrownej Konsuelli, Victora i Victorii, Basi i Artka - składa autorka bloga wraz z Wandeczką!
Koszulki - prawa na 10-lecie festiwalu Satyrblues (projekt Victora), lewa - gadżet na koncert Rycha Kotzena w czerwcu (pomysł i wykonanie Michała) ;D Więcej info w czasie najbliższej audycji Blues Attack w Radio Rzeszów (vide banerek w pasku bocznym bloga) - słuchajcie, a prawdopodobonie usłyszycie nas w zapowiedzi ;D

Obrazek autorstwa Adamusa z prywatnej kolekcji Redactora Victora. Dziekuję za udostępnienie. Czuję się jak Nergal u boku Dody ;D


ps. wyślij SMS na nr 666 o treści jak w temacie, a otrzymasz tapetę do komóry z naszym zdjęciem!

niedziela, 4 kwietnia 2010

czwartek, 1 kwietnia 2010

Wielki Piątek ciszy







Matthias Grunewald, Ukrzyżowanie ( Ołtarz z Isenheim, całość [jeden z widoków, bo to poliptyk] i fragment; 1515 – 1516, Musee d'Unterlinden, Colmar )

(...)Na innym obrazie, dziś w muzeum w Karlsruhe, Grunewald poszedł znacznie dalej. Tradycyjna korona cierniowa na głowie Chrystusa przemieniła się w prawdziwy krzak, żywą istotę, która rośnie, kwitnie, usycha i umiera. Przypomina mi się święty Paweł i ósmy rozdział listu do Rzymian ( na pewno znany doskonale Grunwaldowi), w którym mówi on, że również przyroda oczekuje niecierpliwie objawienia synów Bożych, ma nadzieję, że zostanie wyzwolona z niewoli zepsucia i aż dotąd jęczy i wzdycha w „bólach rodzenia". Również ten krzak na czole Chrystusa oczekiwał objawienia, płakał w „bólach rodzenia", rodząc Chrystusa i siebie samego, stając się Synem Bożym. Bóg wysłuchał jego modlitw. Krzak stał się na powrót żywą istotą i teraz, w chwili śmierci Chrystusa, po kilku zaledwie latach wyzwolenia, traci swoją „limfę", schnie i więdnie: wyzwolenie trwało jedną chwilę i teraz wygląda na to, że skończyło się na zawsze. Dostojewski nie pojechał nigdy do Kolmaru, lecz z pewnością na widok poliptyku Grunewalda powiedziałby z większą racją to, co powiedział w Bazylei (przed obrazem Holbeina), a mianowicie: że ciało Chrystusa pogrążone w śmierci, każe mu myśleć, iż Zmartwychwstanie nie miało nigdy miejsca: było tylko kłamstwem, legendą. Żaden Chrystus nigdy nie zmartwychwstał. „Ale jeśli Chrystus me zmartwychwstał - powiadał Św. Paweł - daremne jest nasze nauczanie i wasza wiara".(...)




[wybór tekstu i ilustracji od L.Bukowskiego]



przeł. Joanna Ugniewska

przy-gotowania

Dziś pieczenie chleba, karpatki z ananasem i posypką kawową, ciąg dalszy mycia okien. Niestety wykręt na ból głowy i pleców nie działa; musiałam jednak wypróbować, bo generalnie jest niezawodny.
I malowanie pisanek, bo wyjedziemy do Lublina wcześniej.
Wszyscy, którzy nie muszą sprzątać, niech odpoczywają!

Wesołych świąt!






Monia, szykuję Ci pokój ze zdziczałym kotem, ale sprzedam Ci patent na niego - nie bój nic! ;)

-----------------------------------------------------------------------------
jaja powyżej - wydmuszki naturalne, wapienne, rzeźbione wiertełkiem. Polecam sprawdzić u Agaty na blogu ;)
znalazła:Piece_of_glas
http://ilikedesign.blox.pl/2010/03/krucha-materia.html
fot:www.hemmy.net

środa, 31 marca 2010

Surrealizm magiczny i dzięcioły


Pisałam nie raz, że Przemyski park jest czymś w rodzaju portalu czasoprzestrzennego; przekraczam bramę jak Alicja i już nic nie dzieje się normalnie, logicznie. Wydam kiedyś opowiadania bakończyckie jako kontynuację „opowieści niezwykłych” Rzewuskiego..

Zasnąć wczoraj z wieczora nie mogłam, albowiem śpiew ptaków i niezwykle jasna pierwsza wiosenna pełnia zmieniła noc w dzień, dzień obfitujący w wicie gniazd, walki terytorialne i zaloty. Zresztą „śpiew” to eufemizm; dziobaki po prostu obłędnie darły ryja. Słowiki, kosy, sójki, dzięcioły, jemiołuszki – towarzystwo urządziło sobie zlot na moim oknem. W dodatku jakiś ludzki dzięcioł tłukł się za ścianą szafkami.
Trwało to do 2 w nocy. O 6:00 wstałam, zmiotłam budzik, ból głowy złagodziłam kawą i zdobyczami farmakologii, oczami zjadłam banana i zasiadłam do komputera, aby pracować i przygotować wykłady.

Poprzedniego dnia, o ile pamiętacie, sprzątał pod oknem mojego pokoju hotelowego pan z firmy budowlanej. Trwało to do późnych godzin popołudniowych. Pan po przerzuceniu kilku ton gruzu udał się do samochodu dostawczego i tyle go widziałam.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy ten sam osobnik o roześmianej fizys i bliźnie na skroni objawił mi się w okienku i pomachał, przyjaźnie wykrzykując: „A pani od wczoraj tak siedzi? To tyle do sesji tej nauki? Proszę odpocząć” .
Pan zniknął za kupą gruzu i pojawił się po godzinie, tak samo znienacka, pukając w okienko. "WESOŁYCH ŚWIĄT CHCIAŁEM ŻYCZYĆ!" I wyciąga do mnie grabę do uścisku. Otworzyłam zatem okno, przyjęłam życzenia, wysłuchałam słabego żalu, że byliśmy od wczoraj sąsiadami i on o tym nie wiedział, a szkoda! (...)

Tak więc mam pełny przegląd a). Planowanych inwestycji na rok bieżący, b). Obecnych robót zaczętych i rozbabranych w Rzeszowie i Kolbuszowej, c) szczerego żalu z powodu nie-kontynuowanej a tak miło rozpoczętej znajomości

Aha. Zielony dzięcioł, który obskubuje zewnętrzny tynk ze ściany rektoratu to dzięcioł zielonosiwy, żywiący się mrówkami ;) Paulina znalazła i podesłała ;)

źródło zdjęcia:http://plfoto.com/1838708/zdjecie.html
autor fotografii:Steel

wtorek, 30 marca 2010

Lista oczywista



Im więcej się dzieje, tym łatwiej nad tym zapanować. To paradoksalne stwierdzenie łatwo udowodnić - kiedy w niezbadanych czeluściach budynku ginie jedyne narzędzie pracy -rzutnik cyfrowy a pojawia się telewizor bez kabla USB a za to z wejściem takowym, człowiek dostaje nagłego rozszerzenia naczyń, skrętu kiszek i mrowienia pod powiekami, po czym w 10 sekund dokonuje transformacji w potwora i przeinacza wszystko, co miał powiedzieć w ciągu trzech godzin w półgodzinny strumień świadomości pitolenia (vide Joyce i nieoceniony Gombro w Trans-Atlantyku).
Tak się dziś NIE STAŁO. Całe szczęście, bo zawał był o włos.
To po pierwsze.

Po drugie primo znów napadł mnie zakochany portier, nie powiem który, bo jeszcze chcę tu pracować, a tym razem ucieczka zakończyła się niefortunnie, bo uściskiem dłoni i poznaniem mojego ojca. Tyle w temacie portiera, który chce mnie za żonę.

Po trzecie pan-z-młotem-i-wiadrem sprząta gruz pod oknem mojego pokoju, a kurz osiada mi w zielonej Basiowej herbacie. Okno mam zamknięte - a jednak!

Syn jęczy, że życie jest niesprawiedliwie okrutne, ponieważ ktoś bezustannie zeżera mu rogaliki z toffi. Pragnę uściślić - to nie ja.

Poza tym zabrakło mi około jednego tygodnia na sprzątanie stu komnat; mam moralny dylemat wobec pajęczyn - czy święta naprawdę wymagają psucia domu innym braciom mniejszym?? Nielegalnym dzikim eksmisjom mówię sakramentalne NIE. Mogę za to wyczyścić piekarnik wewnątrz, może nawet CIF-em.
Każdy ma taki szał, na jaki zasłużył.
Dziękuję za uwagę, koniec manifestu.



fot:http://www.digart.pl/praca/776298

poniedziałek, 29 marca 2010

Jak widać, syn wyprodukowal juz pocztówkę - w kurczaczym narzeczu bob-owo oznacza Wesołego Alleluja!

zwiastun




wiosna w domu i zagrodzie!
pozdrowienia dla wszystkich, którzy porządkują grządki i ogródki a szczególnie dla Batmana, który buduje i testuje piec chlebowy ogrodowy!

niedziela, 28 marca 2010

Doro i Poharat by Adam

Na specjalne życzenie internautów, a zwłaszcza Uzguna U. - złośliwe koty ;)
A mischievous cats for Uzgun ;)



- Narysuję twój portret. Jak się rysuje portret?
- Patrzysz na kogoś i rysujesz najbardziej widoczne cechy.

(zaczyna rysować, zatrzymuje się pod oczami i z pietyzmem szkicuje zmarszczki)

- Ale nie musisz z takimi szczegółami!
- No jak masz być do siebie podobna to muszą być zmarszczki!










czwartek, 25 marca 2010

33 beta vers.

Kolejnych 33 takich, jak do tej pory! Dróg krętych i dobrej przyczepności ;D
Życzy żona







w folderze MARZENIA nic się nie zmienia ;D









My husband's birthday; best wishes!

wtorek, 23 marca 2010

żwierzątka się cieszą






Pszczoła dosłownie wytarzała się w tym kwiecie. Wracała do niego pięć razy, dzięki czemu zrobiłam mnóstwo zdjęć.Daruję Wam życie i pokażę tylko trzy.
I brawa dla tego pana ;)






(więcej kwiatów do tarzania się)



poniedziałek, 22 marca 2010

przypraw swoją wiosnę




Znam już smak Kairu, teraz pora na pozostałe ;D
A może już wypróbowaliście?
Po raz pierwszy od dawna kupiłam coś dla urody opakowania, ale nie żałuję!
Piękne projekty, a w środku niespodzianka dla kubków smakowych, znudzonych zimą.

czas wyzwań




Pierwsze zajęcia szkolne z technik pozłotniczych. Cisza niemal klasztorna, kontrola oddechu, czasem bezdech, mruganie ograniczone do minimum ;) Rozmowy szeptem, w rękaw, żeby nie zdmuchnąć złota sąsiadce ;D
Pierwszy rok dekoratora wnętrz.

piątek, 19 marca 2010

zachwycić się chlebem



Zawsze, gdy mam jakieś wątpliwości co do urody życia, wyciągam zakwas z lodówki, dodając ziaren, ziół i suszonych owoców.
Dzięki Misi (http://thefoodhaven.blogspot.com/) dowiedziałam się, że zakwas trzeba dokarmiać; faktycznie, po podaniu łyżki mąki żytniej bura masa zaczęła mlaskać, puszczać bąble, wylazła ze słoika i pączkowała nadal. Po kilku godzinach szaleństw dała się wreszcie upchać do maszyny chlebowej, oto efekt.

Zrobiłam dziś też wafla tortowego, przekładanego toffi, dziecko czekało cierpliwie oblizując mikser, kot nerwowo gmerał łapą w zlewie, czekając aż pod byle pretekstem odejdę od stołu - wtedy zrzuci garnek z masą na podłogę, pies jęczał obserwując kota, zegar miarowo tykał a ja, zahipnotyzowana smarowałam kolejne listki wafla. Moje medytacyjne machanie przerwał trzeźwy komentarz dziecka: "chyba już nikomu ten wafel nie zmieści się do buzi"....

Dodatkowa refleksja na dziś: to, że puszka mleka skondensowanego jest tak wydajna nie oznacza, że można robić wafla bez końca, bo w pewnym momencie gościom skończy się możliwy kąt otwarcia paszczy.
To chyba ma jakiś egzystencjalny, krypto-hedonistyczny wymiar ;)

fot:dr

Amator słoniny przyłapany




Poznajecie?

biocenoza





Chodzi właśnie o to, żeby nie poddawać się nawet wtedy, gdy zdradzi ogon. Iść w zaparte.

czwartek, 18 marca 2010

Born to BLUE(s)







Nawet jeśli jesteś zielony, możesz stać się na trzy godziny błękitny ;)
Ślimak zaprasza do Radia Rzeszów na Blues Attack od 19:00, również online.

Sock of shame



Co byście zrobili, gdyby w miejscu publicznym, dokładnie w kawiarni czy barze wypadła Wam na stół wzorzysta, wielka skarpetka, dziergana przez starą bezzębną meksykankę, zahaczona niewinnie o portfel przy wyciąganiu wyżej wymienianego? Na dodatek, nie zauważając tego faktu, poleźlibyście spokojnie do baru płacić za kawę?

Z całych sił się staram nie być roztrzepana, pilnuję rożnych frędzli, które mogłyby wystawać, nie gubię kluczy a parasoli pozbyłam się już dawno temu właśnie po to, aby nie musieć o nich myśleć. Zima pora jest wesoła, zasypana cała szkoła i rękawiczki, czapkę oraz awaryjne (czyste!) skarpetki mieć muszę, bo intensywnie przemieszczam się w migracjach pracowniczych z miasta do miasta.

I rzekł Pan do ludu swego: "Będziesz pilnował torebki swej żony, aby hańby rodzinie nie przyniosła!"




http://www.lushlee.com/2009/09/colorful-socks/

I shed my colorful sock i public place...

niedziela, 14 marca 2010

Rozprawić się z kształtem - Piet Mondrian













Tragicznie ciężko maluje się jabłoń. Walczysz z milionem ażurowych macek wyciągających się w każdą stronę kapitulując na koniec przy próbie zetknięcia ziemi z niebem, powietrza z gałęziami, pionu z poziomem. Axis mundi na miarę naszych możliwości, normalnie.
Topole są uległe, wiśnie rachityczne, gruszki wyglądają jak rozczochrane. Przez całą zimę przyglądam się starym jabłoniom, bo niczego innego nie ma pod ręką - burzą moją równowagę.

ps. jutro za oknem w hotelu będę widzieć regularne, przewidywalne topole, miód na moje rysunkowe niedomagania.







[Pierwsze zdjęcie:http://www.digart.pl/praca/3237466, reszta wyszukiwarka google do hasła "Mondrian"]

piątek, 12 marca 2010

For Paramedic_on_board



Ale wiesz, żebyś się nie odzwyczaił od pisania w czasie wolnym;)

polecam opowieści z dreszczykiem: http://paramediconboard.blogspot.com/


fot:dr
resorak syna, grzyb z gminy Niemce k.Lublina

Renesanceyourself




Technologia w domu i zagrodzie. Żeby jeszcze człowiek wiedział jak, to by się na Giocondę codziennie robił.

Tylko dlaczego czuję się jak klocek?
Bo to zły fotoszop był?



http://farm2.static.flickr.com/1433/628730467_0b39c5ef94.jpg

http://foto.m.onet.pl/_m/8d00d987498566214a407b5f66655abb,14,19,0.jpg