środa, 18 lipca 2012

łączenie serc



Będzie się działo wiele, bo jesteśmy na początku drogi, zaledwie. Jednocześnie minęły już eony.
Zdążyły wymrzeć wielkie gady, zmniejszyć paprocie, skrystalizować labradoryty. My wciąż kręcimy się gdzieś pomiędzy ich molekułami jak nastolatki na wyprzedażach w centrum handlowym.

Wszystko jest połączone
a wszelka rozdzielność jest złudzeniem.


Bardzo dziękuję!

piątek, 13 lipca 2012

Harriet i mucha

Doznałam zanurzenia w losie i w ochłodzeniu pogody. Raz włączony motorek nie zatrzymuje się - kończę artykuł sierpniowy, nie chce nawet myśleć o wrześniowym, bo to będą już tak zwane nieprzelewki.

Będę chrzestną! Bardzo się cieszę. To wielkie wydarzenie!

Liczę dni utraty ważności legitymacji uprawniającej do świadczeń zdrowotnych. 30 dni po wygaśnięciu umowy o pracę jeszcze wolno chorować. Zdążę się jednak podłożyć po nóż, tylko jeszcze muszę posprzątać w szufladach i spalić dowody... Zadziwiające, jak drażni możliwość przewracania ciuchów przez oburzoną rodzinę (ile ona tego zgromadziła! po co jej te pumpy i szarawary!). Bardziej niż przewracanie wnętrzności przez obcego.

Jedna praca się kończy, druga zaczyna. Stałość zatrudnienia i planów była wygodnym atutem lat osiemdziesiątych. Obecnie wszystko dynamicznie przepływa zgodnie z buddyjskim zapewnieniem, że jeśli się temu nie poddasz i nie oswoisz, to ono oswoi ciebie, po swojemu. Racjonalne planowanie opłat zamienia się w kosmiczny taniec prawdopodobieństwa zdarzeń a algorytm wysiłków zatrzymuje się na wyniku zero.

Gromadzę papiery na nowy kurs. Drę włosy nad umywalką układając na głos godziny zajęć dla dzieci. Książki poukładałam w malownicze stosy. Wieża numer jeden - etnografia, numer dwa - wzornictwo, i reszta zagadnień. Tu historycznie a tam nowo. Tylko na ile nowo wchodzi w dawne? W połowie wieża łączy się z drugą, na wysokości socjologii sztuki. Mata do jogi leży jak niebieski jęzor między tym wszystkim, a rozrzucone poduszki wytyczają szlak kocich zabaw. Dziecko chodzi dumne z modraszkiem na dłoni.
Jakim cudem mogę jeszcze odczuwać bezruch?
Bezruch jest cudownie wszędzie.




Hipnotyczny wzrok owada, który chciał mnie zaciągnąć do pokoju. Dławię się ze śmiechu na wspomnienie lubelsko-zakopiańskich duchownych, którzy planowali rajd do Compostelli drąc łacha z Coelho (vide "Pielgrzym");D

sen o oscypku


Czuję się przewalana i potrącana przez biegnące galopem godziny. Wokół mnie jednak dziwny bezruch teraźniejszości - skutki uboczne środków konserwujących ser?
Tymczasem wzbiera we mnie zachwyt wizytą Siostry, niedługo wykipię i pokażę, co dostałam.

poniedziałek, 9 lipca 2012

len

Dziwność świata zauważanego czy wyczuwanego przynosi chęć bycia zwyczajnym. Czasem jednak się nie da. Dziwność rozplata zwoje mózgu i nakazuje rozluźnienie konwencji.
Przed schodkiem prowadzącym z domu do ogrodu była sznurkowa wycieraczka. Nie dopuściła ona ani grama słońca, zatem trawa pod spodem była zupełnie goła i żółta. Nie zniesła tego mama, sypiąc z garści siemieniem lnianym, od serca. Tak więc mamy len jako wycieraczkę. Metr kwadratowy gęstego lnu, który każdy skrzętnie omija, idąc wężem. Jak wycierać sobie nogi w len?


I tak wszędzie, zawsze, nigdzie. Nie ma ojczyzny nasza nienormalność. Przestaliśmy nawet walczyć.



sobota, 7 lipca 2012

poniedziałek, 25 czerwca 2012

paszport i kąpielówki

Konie, gęsi, koty, zieleń, przyroda, dziury z drogami, serdeczność, słońce, upał, przeszłość w teraźniejszości.
Ukraina.


























Kot nazywa się Miciek Wątroba z powodu zażyłości kulinarnych.
Cukinie widoczną na zdjęciu robi się tak - kroimy, oliwą skrapiamy, czosnkiem obkłamy, odstawiamy na godzinę, obtaczamy w mące, smażymy na półtwardo, zdejmujemy z ognia, dekorujemy plastrami pomidorów, wężem majonezu, własnym koperkiem. Cud-miód-rozpływa się w ustach!

sobota, 23 czerwca 2012

uczta

Niesłychane, jak działa słoneczny dzień. Połowa rodziny buja się na odległych terytoriach przywożąc aparaty pełne zdjęć, głowy pełne historii i przepisów, uśmiechy aż do pachy i opaleniznę; druga połowa w kucki tarza się w ogródku warzywnym i kwiatowym, z zapamiętaniem plewiąc, skubiąc i dłubiąc. Tato dzwoni, czy malwy wypuściły. Ohoho, wypuściły, poszłyyy! Ale skub, wiesz, skub liście od dołu. Bo zaraza weźnie.
Ślimaki pomrowy przybierają różne pozy udając, że są pieńkiem, gałązka lub wisienką. Zostają jednak wyrzucone za łeb przez ogrodzenie.
Z nadzieja czekam na drugi sort jaszczurek, które są totemem lata.

A dziś dzięki Oli na stół wjechały smażone plastry cukinii z pomidorami, koperkiem i majonezem oraz rukolą i sosem czosnkowym. Będą zdjęcia, wstrzymajcie konie!
I konie też będą.



czwartek, 21 czerwca 2012

Wahh Group





Oczywiście trzeba ich wygrzebać z sieci. Ale warto!

Live performance of "Making Music" by the group Wahh at the Pandit Jasraj School of Music in Tampa, Florida ("Making Music" originally composed by Pt Hariprasad Chaurasia and Ustad Zakir Hussain). The group includes Shankhachur Lahiri - Tabla, Jay Gandhi - Bansuri, Alfredo Rivero - Guitar, Ray Villadonga - Bass, Jeff Lloyd - Percussion


+ klasyk (długogrający, ale jak ładnie) ;)

mały zwierzojeż i pełnia lata

W czasie upałów stacjonuję w garażu. Garażem nazywamy w domu biblioteczkę o bardzo ciekawych właściwościach budowlanych. Wabi wszystko, co ma więcej nóg niż cztery, utrzymuje wilgoć na poziomie 70 procent przez cały rok, słychać w niej każdy szelest z okolicy i zamiast zasłon ma zazdrostki z winogron. Kiedyś uprzejmie zrobię zdjęcie.
W zasadzie jest to również gabinet osobliwości, mauzoleum i pustelnia.
Gazety i zdjęcia sprzed wojen, pamiątkowe cegły, ukochane torebki i przydymione historią obrazy wiszą razem z namacalną teraźniejszością. I jest chłodno. Dużo chłodniej.Tu komputer nie dymi z gorąca i można pracować.

Bardzo niezwykły jest to rok, ten dwatysiącedwunasty.
Przymusowe rozprostowanie przykurczonych kończyn na nowym terenie zakończyło się pomyślnie. Powolutku sąsiedzi zaczynają odpowiadać nam na dzieńdobry a dzieciom pozwalają wspólnie się bawić. Matki z trójki klasowej są już na per-ty, jest zapoznany lekarz, kowal, fryzjer, urzędnicy i duchowni. Powoli zaczynamy się pojawiać, przekraczając granice kasty napływowych. Dziesięć lat to chyba w sam raz.

Powróciły również jeże, obrażone już dawno foliami malarskimi. Dziś ponoć mały jeżyk przechadzał się po ogrodzie, zapewne zwabiony kocią karmą, występującą w tych okolicznościach przyrody w nadmiarze. Dwóch dorosłych mężczyzn piszczało z radości nad iglakiem, a mi się plik sejwował awaryjnie, no i przegapiłam ten cud natury.

Ożywam powoli, ale konsekwentnie.
Noce są krótkie i ciepłe, poranki świecą klejnotem słońca tak bardzo, że wstyd nie wstać. Kosmos rozgarnia kłaki winogron - niedługo będzie widoczny Merkury, rzadka okazja, promocja!

http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/111074,wieczorami-podziwiaj-planete-merkury

ps. Znalazłam sposób na porost ogórków. Trzeba stanąć nad grzędą i konfidencjonalnie szeptać do drugiej osoby "nieeee, one tu nie urosną, ziemia im nie pasuje, trzeba będzie wyrwać i zrobić miejsce pod sałatę, zobacz, jak wybujała!" - po dobie przyrost 20 centymetrów łodygi! Czyli jak coś nie ma uszu to nie znaczy, że nie słyszy!

Wakacyjne rytmy do kolacji. Historia banalna, pan ucieka pani i pani może się od tej pory wypchać. Tymczasem wyspa okazuje się tak ładna, że pan się uspokaja, wysiada i rozmyśla na głos. Ufam, że tekst jest głęboki. Proszę mnie nie wyprowadzać z błędu. Ładnie się do tego muzycznego obrazu kroi pomidory. Smacznego wieczoru!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

czerwcowe poranki są piękne i dżdżyste



Godzina 5 30

Telefon gra melodyjkę. Niezbyt głośno, ale na tyle monotonnie aby uprawomocnić darcie głodnej gęby. Młodszy kot wie, że po tym sygnale dźwiękowym pani już nie rzuca kapciami, można zatem pozwolić sobie na więcej, na przykład wskoczyć na wiklinowy kosz u wezgłowia łóżka, cichutko przysunąć kudłaty łebek do jej głowy i ryknąć MaUUUUUUUUUuu!

5 35 - po rezygnacji z porannej toalety, potrącana ogonami i wychochrana po piżamie kocimi wąsami pani schodzi na dół wieży, idzie krętymi korytarzami, do parapetu kuchennego, bierze miseczkę i pierwszą, losowo wybraną torebkę wyciska dookoła miseczki, po czym biegiem wraca na górę spać.

5 45 - dzwoni budzik męża, ponieważ przewiduje powyższą akcję.

5 55 - budzik nadal dzwoni a Tracy Chapman kołysze do snów.

6 00 - pada bateria. Budzimy się, bo cisza jest nietypowa. Drugi kot czeka już na szafce nad głową i mówi A-U??

6 10 - wolno już dokonać toalet pod warunkiem niewykopyrtnięcia się na kocie numer dwa, kręcącym ósemki wokół nóg. Zęby myjemy na wszelki wypadek siedząc na wannie. Akcja nabiera tempa i rumieńców. Kończy się papier toaletowy.

6 20 - męska część rodziny zaczyna wydziwiać nad kolorystyką bielizny i odzieży wierzchniej. Żona na szczęście może udać, że tego nie słyszy bo jest już z psem w ogrodzie warzywnym, ściągając oburącz ślimaki z pomidorów, sałaty i rukoli. Wraca z naręczem zieleniny na całodzienny wsad kanapkowy.

6 50 - następuje wyciąganie psu z gardła kociego pokarmu, na który jest uczulony, bo wszyscy zapomnieli nasypać psiego, ponieważ nie kreślił ósemek wokół nóg(mógłby za to robić je wokół naszych pach kiedy siedzimy, jest bowiem wzrostu rocznego wielbłąda). Przyniósł za to mnóstwo kapci i ścierek do naczyń, aby wywrzeć delikatny nacisk. Ta pozaprawna forma perswazji działa jednak dopiero po 7 30, kiedy humanoidom budzą się mózgi.

7 00 śniadania w trzewiach, gary w zlewie, pies nakarmiony, koty odcedzone, kawa zagotowana, następuje pakowanie plecaków i zwolnienie blokady maszyny losującej.

7 20 - przyjmowane i rozpatrywane są reklamacje dotyczące kolorystyki odzieży wierzchniej, rodzaju obuwia i braku poszczególnych zeszytów i książek, wycinanek, długopisów i karteczek.

7 30 - szorowanie przypalonej, wykipianej* kawy.

7 40 - machanie na pożegnanie, zamykanie bramy, domu, przedpokoju. Wyciąganie zdenerwowanemu psu skarpetek z gardła.

7 50 - rozdzielenie bijących się kotów na dwa różne pomieszczenia. Ratowanie psa, któremu z nerwów suchy pokarm wpadł nie-w-te-dziurke.

8 00 - szorowanie przypalonego garnka po mleku sojowym.

8 20 - drugie podejście do kawy, tym razem się uda.


Reszta dnia równie efemeryczna.
Dobrego!





* kawę mieloną gotuję w garnuszku z cukrem i przyprawami, aby zagłuszyć wewnętrzny głos, że jest niezdrowa.

ps.z własnego udoju





wtorek, 5 czerwca 2012

czwartek, 31 maja 2012

Wytrząsamy życie jak plecak, do góry dnem.
Może znajdzie się zapomniany bilet? Pierścionek zdjęty, gdy spuchła ręka?

Może na panią będzie ta popielata bluza, zagaduje Zocha z ciuchlandu. Nie, dziękuję, nie lubię we wzorki. A chustkie pani nosi w kratę, i ładnie pani ożywiło pysia!

Zaczął się sezon truskawkowy. Targ pachnie ciepłymi bułkami z piekarni. Kilka moich krzaków jeszcze w zielonej fazie.

Drobne ptaszki uwiły gniazdo i dokarmiają młode w otworze na wyciąg kuchenny, cały dzień słyszymy ćwierkanie. Dorosłe są bardzo bojowe i przeganiają koty, psa i pięć razy większe sójki.


Konfitura z róży jest gorzka, znaczy, padać będzie. Albo miód był nie taki, na koniec smażenia. Dziś tylko kawa dożylnie.
Bez odbioru.

piątek, 25 maja 2012

Snuję się po targowisku wielkiego miasta, kupując suszoną trawę cytrynową i gacie do ćwiczeń. Pan z kwiaciarni przygląda mi się w zadumie. Małe dziewczynki noszą różowe kapelusze z cekinami, duże dziewczynki eksponują solarę. Zbyt daleko odeszłam od miejsca, w którym być powinnam, aby miarowo nadążać.

Bardzo polecam 62 numer Formatu. Pięknie o ceramice i innych inszościach.

Teraz idę wybaczyć sobie zaniedbania, utulić ociężałość bolesną i pokłonić się młodym ziemniaczkom z koperkiem.

ps.spodobała mi się idea nieporuszoności - bycia i transparentności zarazem. Wyborne! Dryfujący Budda.

źródło zdjęcia:http://www.changjinlee.net/floating_echo/index.html


poniedziałek, 21 maja 2012

prawdziwa gwiezdna energia

Właśnie to wykonanie Ioanny mówi, że jest jeszcze nadzieja dla całego zepsutego świata.
Doigraliście się lata u Doro - znów będzie dużo greckiego disko, bezbrzeżnie smętnych ujęć robali na kwiatkach, kotów i dzieci, narzekań na plecy i nadmiar gruszek na drzewie, leżącego w połogu doktoratu, frytek i zbyt wysokiej samooceny ;D
Udanego lata!
(i sesji?:D)




i bonus do porannej gimnastyki



Po głębokiej analizie ikonograficznej okazuje się, że do zrobienia greckiego teledysku w konwencji pop potrzeba:
1. 50 kilowej dziewczyny lub dwóch
2. 1-2 wnętrz barowych lub podejrzanie sterylnego garażu
3. fury - całej floty lub pojedynczego przedstawiciela (polecam przegląd marek w klipach, gdyby ktoś szukał pomysłu na prezent ślubny dla chrześniaka)
4. Szczypty krajobrazu, przy czym największą finezją i rozmachem wykazują się bardziej zrytmizowane frakcje (m.in. hip-hop)
5. Kilku ton asfaltowej nawierzchni lub zaoranego pola spalonego słońcem plus wszystkie powyższe elementy
6. Wstrząsnąć, zmierzać i słuchać przy zimnym soku ze świeżej pomarańczy ciesząc się w duchu, że w każdej chwili - jeśli tylko zechcemy - mamy władzę wyłączyć dźwięk ;D
ps.7. W reakcji na interwencje kolegów z sąsiednich blogów dodaję jeszcze konieczny komponent, w postaci turkusowej wody i/lub nieba oraz stada mięśniaków męskich

Grecki pop mimo całej kiczosfery jest diabelnie pozytywny, stąd wiemy, że żadnym kryzysem martwić się nie trzeba.

Film drogi, droga dość długa, choć pojawia się FOTEL:




Powyższa notka powstała z kompensacyjnego smutku spowodowanego okresem letnim, kiedy dziadowskim nauczycielom akademickim w dziadowskich uczelniach wygasają umowy o pracę i są wznawiane dopiero od października, dzięki czemu taki nauczyciel może już tylko wekować płody rolne i szukać promocyjnej ceny leżaka ogrodowego ;)

piątek, 18 maja 2012

liść


fot:dr


majowe rytuały

Kręcę się, wiercę i wycieram wieloletnie zaniedbania duszy wilgotną ściereczką z płynem.
Już nadchodzi czas zebrania klanu i zadumy nad widzialnym znakiem Niewidzialnego. Jasna koszula wiruje w pralce, ciasta chłodzą w lodówce posypkę migdałową.
Po całym tygodniu zimnego deszczu wyszło słońce.

wtorek, 8 maja 2012

trening umysłu

Od wczoraj dźwięczą mi w głowie słowa wiersza. Pochodzi z dziesiątego wieku naszej ery. Wnosi lekki powiew świeżego, chłodnego majowego powietrza, kiedy mamy dosyć pierwszych upałów i spada upragniony deszcz. Dzieci omotane kurtkami pędzą na nabożeństwo majowe a mamy pieką ciasto z rabarbarem i parzą kawę zbożową z cynamonem. Wszędzie biało od opadłych płatków.


"Trening umysłu w siedmiu zwrotkach"


Pragnę osiągnąć oświecenie
Dla pożytku wszystkich istot,
Które są dla mnie cenniejsze niż klejnot spełniający życzenia;
Obym dbał o nie bez ustanku.

Kiedykolwiek znajdę się w towarzystwie innych osób,
Obym postrzegał własne korzyści za najmniej istotne
I z głębi serca
Dbał o innych i uważał ich za ważniejszych od siebie.


Cokolwiek będę robił, obym zawsze obserwował swój umysł
I jeśli pojawią się w nim przeszkody emocji
Zagrażające mnie i innym,
Obym zdecydowanie stawił im czoło i je przekształcił.

Kiedy tylko wejdę w kontakt z kimś,
Kogo owładnęły negatywności i cierpienie,
Obym zadbał o niego tak, jak dba się o coś cennego,
Jak o wyjątkowy skarb, który miałem szczęście odnaleźć.


Kiedy inni z zawiści
Będą mnie szkalować i wyzywać,
Obym przyjął na siebie te ciosy
I pozwolił wygrać innym.

Kiedy ktoś, komu pomogłem,
W kim pokładałem wiele nadziei i oczekiwań
Zrani mnie głęboko i zachowa się niesprawiedliwie,
Obym był w stanie postrzegać go jak swojego nauczyciela.

Obym w pośredni i bezpośredni sposób
Dawał szczęście i spokój wszystkim istotom,
A całe ich zło i cierpienie
Bez ostentacji przyjmował na siebie.

W każdym z tych działań niech mój umysł
Pozostanie niesplamiony ośmioma światowymi sprawami*.
Powinienem pojąć, że wszystkie zjawiska są iluzją
I wolny od lgnięcia, obym wyzwolił z ograniczeń wszystkie istoty.



--------------------------------------------------------------------
* pochwałą i naganą, zyskiem i stratą, sławą i zniesławieniem, bólem i przyjemnością

gesze Langri Thangpa
(1054-1123), tłum. G.Kuśnierz
cytat pochodzi z książki Jego Świątobliwość Dalajlama, Laurence Freeman OSB, Dobre Serce - Dalajlama czyta Ewangelię, Warszawa 2008


niedziela, 6 maja 2012

zawrotne tępo tempo

Przefruwam nad grzędami, tyczkami, książkami, dzieckami, psami i kotami.
Nie dotykam nogami Ziemi.
Już nigdy

nie będzie



takiego MAJA!!!

Dziękuję siedmiu osobom, dzięki którym wyrósł ten pomidor.

środa, 2 maja 2012

do zobaczenia w Rzeszowie na Święcie Paniagi

http://www.rzeszow.pl/1/6352,wi-to-paniagi-jarmark-2012.html

Zapraszam w imieniu Pracowni MAHI i swojej!
Pogadamy, obgadamy, obdarujemy, obedrzemy ze smutku ;)





Ulica 3 Maja, stoisko nr 79, obok I LO.
Oczy i uszy otwarte!

Zapraszamy!

(pojawi się nowa miskoośmiornica, to jej debiut)


niedziela, 29 kwietnia 2012

powroty w rodzinne strony

To bardzo dziwne, wracać wgłąb siebie. Niedawno uczestniczyłam w artystyczno-performersko-terapeutycznym projekcie, w którym każdy uczestnik bez zbytniego przygotowania miał opowiedzieć nieznanym osobom o całym swoim życiu, jakby czytał autobiografię. Wymagana była absolutna szczerość ale i autorski wybór najistotniejszych faktów. Kiedy po 10 sekundach stłumiłam autobunt (że obcym!) i strach (że co pomyślą!)i stres (że w 15 minut!?)i zdenerwowanie (cóż mogę ciekawego powiedzieć, nie przygotowałam się!) zapomniałam, że mam się nerwowo kręcić, bo opowieści innych uczestników były jak niekończąca się przygoda. Wobec tej opowieści płynnie dołączyłam swoją - ze zdumieniem obserwując, jak tysiące strumieni życia splatają się w warkocze. Zyskałam coś bardzo cennego, co spało sobie w ciemnej szafie od dwudziestu lat, moje plany. Puszka otwarta - wysypały się możliwości, teraz przebieram, wybieram i ubieram je w sprzyjające okazje. Ze zdumieniem kluczę po dziecięcych wspomnieniach, spacerując ze mną, za rękę.

piątek, 27 kwietnia 2012

wiosenne oczyszczanie czyli pietruszkowy marketing

--------- Najlepiej hodować własną. Miksujemy pęczek ekologicznej, drobnej, umytej pietruszki, dodajemy obraną, oczyszczoną i pokrojona na cząstki cytrynę i dużą łyżkę miodu z zaprzyjaźnionej pasieki. Do tego szklanka wody - mniej/więcej. Miksujemy 3-4 minuty na najszybszych obrotach. Bardzo polecam na całą wiosnę i lato rewelacyjną książkę pani Victorii Boutenko "Rewolucja zielonych koktajli", Purana, Wrocław 2010. Książka zawiera około 200 przepisów na zdrowe, pożywne koktajle roślinne dla dorosłych, dzieci i ... zwierząt. Napoje są łatwe do zrobienia, odżywiają ciało i umysł, przyrządza się je z ogródkowych pysznostek, owoców i warzyw. Można traktować je jako dodatek lub pełnowartościową dietę leczniczą.
Dziękuję B. za prezent w postaci książki i zeszłoniedzielne miksowane inspiracje! Smacznego! fot:dr

wtorek, 24 kwietnia 2012

Tam, gdzie czas biegnie inaczej

Bycie wariatem jest bardzo proste. Robisz po swojemu i zmierzasz do przodu małymi i większymi okręgami, jak turlająca się, otwarta parasolka. A wszystko tak harmonijnie, jak na załączonym obrazku.

czwartek, 19 kwietnia 2012

zagadki wszechświata

... poznajemy po tym, że ich rozwiązanie, jak i proces dedukcji charakteryzuje uniwersalizm. To znaczy się przydają. Ich rozwiązywanie i wnioski. Każdemu.

Proszę o odpowiedzi na pytania:

1.Dlaczego kot sika do nocnika (pomijamy odpowiedź w stylu"bo nie ma kuwety" albo "jest smutny" albo "bo nocnik go sprowokował") - w najciemniejszym kącie łazienki stoi bowiem nocnik dla gościnnych dzieci w młodym wieku. Nocnik oficjalnie dziś wyrzucam!

2. Co pod łóżkiem robił 2 metrowy kij bambusowy?

3. Dlaczego taboret kuleje zawsze na inną nogę, jednocześnie rosnąc?

------------------------------------------------

Odpowiedzi:

Ad 1. Bo w nocniku siedzial drugi kot, a kot nr 1 nienawidzi kota nr 2. Ma to pewną dynamikę związku, prawda?

Ad 2. Jeszcze nie wiem.

Ad 3. Bo ktoś, czy może każdy, dokleja nowe za każdym razem, kiedy zgubi się jedna stara podklejka filcowa. A gubią się nierównomiernie.


A teraz nagrody ;D
Portier jak zwykle wygral kota bliźniaka swojego kota a Jyoti otrzyma oficjalne pozdrowienia ;DDDD

wtorek, 17 kwietnia 2012

święty chaos

Dobry wieczór.
Bardzo dziwny wieczór! Przedziwny!

W dzień wolny od pracy musiałam pojechać do pracy. Łaski bez, ponieważ tak widniało w planie zajęć dla studentów zaocznych a moje gały to widziały i umowę podpisały. Dzień święty zamieniłam zatem w dzień gehenny i tyrania z latarnią oświaty przywiązaną do wetkniętych grabi edukacji.

Po pracy posnułam się na wyśmienite - naprawdę!- pudełko chińskiego, smażonego makaronu z sosem sojowym, na którego punkcie mam absolutną korbę. Duch w narodzie nie ginie, zatem syn poszedł na skrzydełka w panierce a następnie wyszkolił się w godzinnym kursie na Padawana. Następnie napluł kurczakiem do balona z helem, który usiłował dmuchać w drugą stronę.

Po spożyciu świętego ptysia z kremem waniliowym udałam się do księgarni i nabyłam pozycję naukową; ściskając ją z błogą miłością w oczach weszłam jeszcze do ciuchów, aby pomyśleć nad nową koszulą. Koszula okazała się wyśmienita nie mniej niż pozycja naukowa, ptyś i hel z kurczakiem oraz pikantny makaron. Nasycona łupami, nieludzko zmęczona, z wysuszonymi soczewkami w oczach zadzwoniłam jeszcze do członka rodziny z pytaniem, jak się czuje w czwartym dniu po poważnej operacji. Członek rodziny rozszczebiotał się, że właśnie przyszedł nowy sort pielęgniarek i całkiem nowa, młoda zakonnica i on musi kończyć już rozmowę, bo pani dietetyczka roznosi już kolacyjki.

Podczas gdy młody i starszy Padawan wdali się w dyskusję nad niemożnością wysłania babci ememesa, ja zagłębiłam się w sztuczną biżuterię. Tutaj niespodzianka - sklepy z odzieżą sieciową, takie, w których można nabyć w tym samych tygodniu w każdym punkcie filii na całym świecie te same rajtuzy, torebki czy kurtki oferuje chińską biżuterię w cenach zbliżonych do realiów polskiej żeńskiej siły nabywczej. Za dwanaście zeta mamy więc srebrne, złote i mosiężne cacuszka z cyrkoniami, koralami czy jakby laką. Tak wszystko tak jakby, bo każda z tych rzeczy choć ładna jak motyl, tak samo krótki ma żywot.
Zadumałam się, ponieważ zabrakło mi wyobraźni nad wyraźnie mroczną sową z czegoś beżowego. Prawdziwym znaleziskiem okazał się jednak sztuczny prawdziwy krzemień w złotej oprawie! Były też sztuczne kamienie lawy, pobłyskujące plastikiem.
Z pewnością zwykły kawałek żwiru oprawiony w miedzianą obrączkę miałby doskonały walor artystyczny, a i nie musiałby udawać czegoś innego, przy takiej samej cenie. Jeśli chcemy uzyskać wrażenie surowości, steampunku czy innego złomiarskiego wintażu, to po co odlewać metal z plastiku? Czy popkultura biżuteryjna zaczęła już zjadać swoje odchody?
Bardzo ciekawe to wszystko. Oglądam, zanurzam się i płynę wartkim nurtem rzeki ludzkiej na sam parter. Biżuteria zdecydowanie bardziej cieszy, kiedy przez przynajmniej kilka lat nie obłazi z koloru.

Dziś jest wtorek i nadal ściskam pod poduszką pozycję naukową, nie mogąc się nią nacieszyć. Miałam iść na jogę. Miałam to zaczyna być powszechne określenie teraźniejszości, przyszłości i przeszłości. Znacznie częściej ostatnio miewam zrobić niż robię. Zazwyczaj czekam na coś w pełnym rynsztunku bojowym a rzecz dziejąca się zmienia się nie do poznania.
Plan był bardzo niecny - po wysypaniu się dwóch poprzednich chętnych, trzeci potencjalny namówiony podwoziciel miał zadzwonić na sygnał, kiedy będzie na parkingu pod kościołem. Zajął go jednak klient, wobec czego postanowiłam przeczekać w ciepłym kościele. Joga bezpowrotnie przeparadowała mi przed nosem, natomiast różaniec mam zaliczony cały, łącznie z tajemnicami świetlistymi.
Nie czuję straty, jedynie mata do jogi wystająca z torebki budziła powszechne zainteresowanie podczas klękania.



fot:dr
(różaniec z kamieni księżycowych i labradorytów)

środa, 11 kwietnia 2012

absolutna wiosna jak sklep z bronią


No i dokonało się - wieje ciepłym. Zwiało już kordłę i koc, piżamę, odnalezione za domem, wydarte spod kociego i psiego kupra rozpostartego. Został mi bowiem podrzucony na dni kilka dodatkowy czworonóg, który uzurpuje kanapę lecz uznaje mnie za królową, powarkując ostrzegawczo na wszystkich innych. W zamian za warczenie muszę gotować mu mięso, bo surowe szkodzi na uszy.
Wariactwo jakby rozkwita, płoży się jak bluszcz, śmierdzi wędzonym dymem ogniska domowego, powoduje ból głowy i obijanie się. Kulminacja emocji cichnie, popioły układają w równe warstwy, rozdeptywane przez jęczącą sójkę rodzaju męskiego, która wciąż znajduje orzechy pod balkonem.
Bardzo dziękuję za kartki, które mnie zawsze zaskakują; gorąco dziękuję Jowicie za książkę! Ogarnęłam mieszkanie i zasiadam do lektury i pisania.
Wreszcie spokój. Wreszcie teraźniejszość, bez żadnych zeszłości.

A syn logicznie gromadzi broń do walki z przyszłymi przeciwnościami. Cieszy mnie to, że podzielił na białą i "inną" (różdżka Harrego Pottera spoczęła za to w koszyczku wielkanocnym).
Choć... do której grupy należy miecz laserowy?

czwartek, 5 kwietnia 2012

sobota, 31 marca 2012

czwartek, 29 marca 2012

Balkon, miejsce siedzące, rząd 7, miejsce 75



Loreena McKennitt, koncert w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, 26.03.2012
fot:dr



Joe Colombo, koncert w Polskim Radio Rzeszów, 23.03.2012
fot:dr


Wyrzuciło mnie na zakręcie, zatem zwalniam mimowolnie. Łaskawość losu, datki charytatywne na paliwo i urodziny pana męża zaowocowały dwoma świetnymi koncertami oraz wielce sympatyczną podróżą w przeszłość. Ale po kolei.

Dzięki uprzejmości i pamięci Ewy i Wiktora, (organizatorów festiwalu Satyrblues w Tarnobrzegu http://www.satyrblues.pl/) 23 marca udało nam się ukradkiem wpaść na kameralny koncert Joe Colombo, organizowany w Polskim Radio Rzeszów. Sala maleńka, więc tylko ten, kto zamordował swojego słabszego rywala z zaproszeniem mógł się umościć blisko sceny i powiem szczerze, że chętnie z tego skorzystałam.
Joe jest muzykiem niezwykle zdolnym, twórczym i pełnym pasji - to, że nie czytamy o nim na pierwszych stronach czasopism muzycznych (choć "Gitarzysta" i inne periodyki czy portale poświęciły mu już sporo uwagi) to wyłącznie kwestia jego osobistej skromności, ponieważ nie tylko talentem, ale przede wszystkim urokiem osobistym pozamiatał salę (czy może fanki zrobiły to rzęsami?).
Recenzentem muzycznym nie jestem ale trzecie spotkanie ze szwajcarskim mistrzem techniki slide budzi uśmiech serca, stuprocentową satysfakcję dźwiękową i niepowetowany żal, że nie mogłam zostać na wspólne zdjęcie!

https://picasaweb.google.com/112130493971904725832/28Marca2012

myspace
joecolombomusic


Pozdrawiam nowo poznanego sąsiada, który szarmancko zabrał mnie z życiowego rozdroża pod kościołem i dostarczył do celu (czekam na obiecaną płytę!;))

Jest i śląska strona muzycznego medalu. Proszę Państwa - zobaczyłam w Zabrzu Loreenę McKennitt! Niestety tysięczny dziki tłum i balkon na dachu skutecznie uniemożliwiły bardziej cywilizowany kontakt. Płyty podpisywała chętnie i z dużym urokiem, niestety weszło nam już w krew wyrywanie galopem jak narowiste bawoły z powrotem do domu, gdyż urlopu od pracy brak a podwójnie pięciogodzinna podroż daje popalić, zwłaszcza w nocy na polskich drogach.
Nie popełnię grzechu narzekań, ponieważ jest to moja pierwsza muzyczna miłość. Ta wspaniała artystka z Kanady zaprezentowała zarówno klasyczne utwory z płyty "The mask and mirror", jak i najpiękniejsze z albumu "The book of secret"; nie obyło się oczywiście bez nowości z dwóch ostatnich wydawnictw muzycznych.
O mrocznej jak przełyk samego Lorda Wadera stronie nagłośnieniowej można przeczytać w rozjuszonym wpisie mojego męża
tu

Było TRAGICZNIE. Nic jednak straconego, ponieważ Artystka oraz muzycy Jej towarzyszący to najwyższa półka. Serce się najadło, uszy wspomogły dobrze znanymi dźwiękami z płyt a nadzieja pozwala ufać temu, że kiedyś jednak usłyszymy Loreenę prawidłowo, bez efektu remizy.
Tlen wpuszczono do sali po wyraźnej interwencji w drugiej części koncertu, lekkim, popeerelowskim podmuchem - wystarczyło to jednak na szczęście do powrotu zdolności rozróżniania koloru w siatkówce oka.
Miłość wiele może wybaczyć, zatem wspaniałomyślnie nie zapamiętam tych foteli, które wymagały od konesera muzyki rozmiaru ciała nie większego niż 42 oraz dostarczały nieocenionego masażu pleców kolanami sąsiada siedzącego w rzędzie następnym.

Jakim cudem facebook rozpisuje się o dwóch sukcesach w Polsce, skoro według czujnych obserwatorów taka sama nagłośnieniowa kicha miała miejsce w Sali Kongresowej?

Warto było - mimo wszystko.

W Zabrzu spotkałam kolegę z dzieciństwa, który kocha kanadyjską harfistkę już 15 lat - to on kupił pierwszy KASETĘ "The mask and mirror" i nie omieszkał mi przegrać;)
Tolek, pozdrawiam!

piątek, 23 marca 2012

u-lotne wrażenia

Ja wiem, że wiosna i w ogóle, ale dlaczego to zawsze tak drastycznie człowieka zaskakuje?
Wyrwałam kieszeń od CD-romu, tak energicznie wyciągałam płytę.
Wyrwałam kotu centymetr kwadratowy sierści razem z pierwszym tegorocznym kleszczem.
Wyrwałam nitki z ulubionej apaszki formatu 2x2 metry, próbując nią odkręcić zaschniętą tubę kleju do złota.
Wyrwałam portiera z drzemki, oddając klucz od sali.
Szarpliwość wpisana jest w spadki energii, czyż nie?
Wzrost zawsze jest gładki i spokojny.
Gdyby mnie ktoś dziś kopnął, doleciałabym do samego księżyca.

Po raz pierwszy zostałam kuratorem wystawy, wszystkich obecnych na wernisażu zdjęć Tomka "Pokonać grawitację" pozdrawiam - jeśli pojawi się kompromitujący film z otwarcia, podam linka. Dzięki Bogu miałam notes, który mogłam ściskać, żeby się skupić.

Dziś po raz pierwszy w życiu pisałam raport samooceny i podsumowanie dorobku. Trochę to tak jakby drugoklasista pisał esej o swoich wynikach w nauce, najwięcej miejsca poświęcając wycieczkom szkolnym i przesiadywaniu na boisku.



fot.T.Bielański
Zapraszam do obejrzenia wystawy w Klubie Studenckim Enigma w budynku PWSW w Przemyślu.
Można poszybować razem z autorem zdjęć i nie zapytać, czy leci z nami pilot - są tak inkluzywne, jakby robił je sam uwolniony z ciała ludzki duch. Duch przygody.

Nie wiem, jakim cudem to wszystko idzie do przodu. Chyba wspólnym wysiłkiem wszystkich dobrych duchów Ziemi i Nieba. No i czasem trzeba się powiesić na ... słońcu ;)