wtorek, 28 lutego 2012

No przysięgam. Nie idzie mi pisanie!
Idzie mi za to życie oflajn. Zatraciłam się w nim potężnie. Komputer zaczął straszyć, zresztą, został odchamiony w warsztacie. Jest już zaginione "jot" i niechętne "ha", nawet wentylator nie huczy!

Doprawdy nie wiem, jak Wam się nie znudziło czytanie tego bloga ;)

Po pierwsze - mam tak strasznie dużo roboty, że po prostu przestałam gadać a wzięłam się za zaległości. Po drugie - życie duchowe nabrało rumieńców i muszę przeganiać gęste chmury objawień, żeby dokopać się do kuchenki gazowej i podgrzać zupę. No i sama zupa stanowi rarytas po długich tygodniach zgrymaszenia bólowego - co za rozkosz nie boleć!

Pokochałam na nowo Danielssona, który zupełnie a propos wydał nową, cudną płytę.
http://www.larsdanielsson.com/
Rysiek Kotzen też wydał, ale potwornie narażę się fanom tym, co bym chciała o niej powiedzieć, więc przemilczę potulnie, wyciągając macki po Larsa.
Jeśli jesteśmy przy muzyce dodam jeszcze, że 28 marca w Krośnie będzie Yvonne Sanchez - WARTO! (za cynk dziękuję Wiktorowi)

http://yvonnesanchez.eu/

No i co teraz?
Teraz już mnie podrywa z fotela w stronę gotującej się ciecierzycy. Śnieg wali po oczach, kot przykleił się do kaloryfera na stałe a ja sięgam Laurence'a Freemana z racji wyjątkowego okresu w roku liturgicznym.

Przed Państwem: Lars! (oklaski)

niedziela, 12 lutego 2012


Szanowny F.!

Nie widziałam Cię już od dawna. Co najdziwniejsze, od kilku lat nie zapytałam o nowy adres, choć na tamten stary potrafiłam wysyłać rozdyźdaną jarzębinę i nie do końca ususzone opieńki. Na szczęście nigdy nie powtórzyłeś w rewanżu numeru z zatłuszczonymi łebkami sardeli w kopercie.

Lękamy się tu wszyscy o Twoje nadwyrężone zdrowie i zamarzające rury kanalizacyjne. Człowiek musi dbać o wszelkie arterie, choćby były miedziane. Grzej mocno w tym piecu - zima sroga a wiosna chyba jest teraz na wakacjach na innej półkuli - ani myśli wracać.

Pytasz o pracę i zdrowie - praca chyba chce mi zrekompensować jakieś straszne świństwo, do którego szykuje się zdrowie - jest tak sympatyczna, budująca i rozwojowa, że być to może to jest właśnie ten wszechświat równoległy, w którym giną w pralce skarpetki a w kuchni łyżeczki od kompletu. Człowiek ocknie się po kilku latach z rozerwaną linią czasoprzestrzenną i zacznie jeść jutrzejszy jogurt z wczorajszymi daktylami. Tak czy siak - zaczyna się nowy semestr,a właśnie dzwoniła urocza pani dyrektor z kolejnej szkoły z pytaniem, czy zaszczycę ich dziennik. Dlaczego się nie zgodzić, za całe zlecenie będę mogła kupić nowiusieńkie buty prosto z letniej wyprzedaży przed październikową ofertą zimową! Jak nic - same plusy.
Jeśli chodzi o zdrowie, to troszkę mnie ostatnio łupało, aż z nudów poszłam do kilku znachorów. Po starannym zbadaniu konta neurolog stawia na meteopatię, chirurg na hipochondrię a rehabilitant na fibromialgię. Mam sobie wybrać, zanim znów pójdę na pełnopłatne prześwietlenie, ponieważ ten wybór będzie ważny dla dalszego leczenia gorącym rosołem, przyrządzonym według kuchni pięciu żywiołów (mama, ciocia, tato, mąż, kot, ja - w tej kolejności). Moim zdaniem powinni mnie po prostu przeciąć na pół i policzyć słoje. Dendrologia poczyniła ostatnio ogromne postępy, widziałam na kanale o skamieniałościach.

W chwilach wolnych trochę bawię się gliną, która niestety nie stawia zakładanego oporu - mogłaby mieć trochę więcej swojego zdania, stanąć grudą, zapaść się w sobie lub skapcanieć.

Ogromnie cieszę się, że będę mogła w tym roku na nowo rozgrzebać ogródek i posadzić w nim coś, co jak zwykle zdechnie bez podlewania. Rośliny w tym regionie są przedziwnie nieodporne na wszystko, poza opryskami. Robaki żrą je w szeregu, a one i tak wydają owoce, wystarczy jednak kilka razy nie podlać! Co za rażąca niewdzięczność. Niemniej jednak sam fakt grzebania wart jest polecenia. Tobie z pewnością pięknie obrodziły ostatnio gruszki i jabłka.

Musicie koniecznie przyjechać z M. do nas, dzieci i bracia nam dorastają, przyjaciele zmieniają domy jak rękawiczki a kuzyni wyprowadzają się na wieś. Faktycznie wymierają wróble i pszczoły, nie mówiąc o kretach. Staramy się rzadziej kosić trawę i zostawiać kępy różnorodne. Zeszłego lata w hukiem złamała się wielka grusza pełna owoców, stara odmiana ulęgałki. Jeszcze nigdy tak potwornie nie najedliśmy się gruszkami. Po tym jak zrobiliśmy kilka wiader powideł sam prezes gazowni wysłał obok rachunku kartkę z podziękowaniami.

Mamy nowego listonosza. Dawna pracownica poczty kilkakrotnie najechała dętką rowerową na rezultat postrzyżyn dzikiej róży, choć tato przysięgał, że wyzbierał wszystkie gałęzie. Nie wiem czy wiesz, ale listonoszom nikt nie sponsoruje kosztów paliwa (skuter) czy dętki przebitej na służbie. Nowy listonosz jest szalenie miły. Po tym, ja kilka razy zaprowadziłam go do odczytania licznika gazu poprosił, abym otwierała mu furtkę w okularach.

Humor poprawiam sobie po damsku, zakupami. Ostatnio po świeżym stresie spowodowanym kroplówką i wjechaniu do rury z rezonansem musiałam odreagować i zakupiłam cudnej urody wymarłego łodzika na alledro. Jest nieco ciężki, ale przy dużym swetrze to nie ma znaczenia. Ostatecznie - nie takie kamienie człowiek nosi na sercu. Polecam Ci serdecznie ten rodzaj prezentu dla M. - niebanalne, będące częścią historii Ziemi, wehikuły czasu.

Kończę ten list mając nadzieję, że wreszcie napiszesz mi maila ze swoim analogowym i analogicznym adresem w nowej chałupie.
Wiedz, że Cię mamy głęboko w ... sercu!

Z głębokimi uściskami
Doro

sobota, 11 lutego 2012

środa, 8 lutego 2012

z kamerą wśród zwierząt



Odcinek o dachowcach. Chętnie wymienię się na owce. Bardzo proszę! Są różne - kolorowe, młode, stare, niedrapiące, niechrapiące. Serio. Jeśli chcecie kota to piszcie. Najciekawszy jest kot rasy nietoperzowej, miłujący pokój i dzieci. Wychował się w łazience a spał w pralce.

Ten egzemplarz jest kotem świątynnym, rozrzuca popioły jak Wezuwiusz i potrafi zjeść dwa razy więcej, niż sam waży.






Moi Rodzice mają trzy koty na wydaniu.
Do każdego jedna pomarańcza gratis.

hedonizm zimowy


... czyli rzeczy, których nie potrafię sobie odmówić:

1)rogacizna obok laptoka (klip powyżej) zapewnia mi radość szczególną, powiedziałabym, eternalną ;D

2)dzień drugi brodzenia po kolana w śniegu. Pies usiłuje już nawet mówić po ludzku, aby nakłonić mnie do powrotu do domu. Chyba kupię mu kombinezon.











!



Pani wymiata głosem, polecam.

wtorek, 7 lutego 2012

10 lat corocznej bieli













Wydeptałam tutaj wąwóz myśli, wspomnień i zupełnie nowych dróg. Dzień w dzień ten sam spacer, kilkanaście tysięcy zdjęć traw, śniegu, kamieni. Dzisiejszy śnieg był zupełnie inny - stąpałam po głuchej czapie zamarzniętej wydmy, metr nad poziomem drogi, metr nad poziomem swoich możliwości.
Nie wiem, czy kiedykolwiek całowaliście lekarza po rękach za to, że zabrał uporczywy ból.
Euforia.

poniedziałek, 6 lutego 2012

mantra ;)



ps. zapomniałam dodać, że ten kot specjalizuje się w tropieniu zachodzącego słońca, patrzy za nim dotąd, aż zniknie za horyzontem.

piątek, 3 lutego 2012

czy czuję się przytłoczona?...


... nie, skąd ;)

Jestem cholernie spokojnym kwiatem lotosu, skubanym od spodu przez ryby czarnych myśli.

Spokój, tylko spokój...
Wydech dwa razy dłuższy od wdechu. Jakiego wdechu?

Piękny film o Mierzejewskim dziś widziałam. Malarstwo jest sztuką milczenia.

środa, 1 lutego 2012

kawa dla Marcela




Kawa na ławę.
Kawa na sztukę.
Jedna sztuka kawy.
Postaw na sztukę.









pssst.::: bardzo kryptoreklamuję - dobry numer Formatu ;)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

zaskoczenie



bArtowa rzeźba usadowiła się... tam, gdzie czuje się najpowabniej, polecam Wam, warto się skusić, to uczta dla oczu.




Ceramika artystyczna wśród wyrobów cukierniczych. Mam nadzieję, że nie pogniewa się za aranżację ;)

piątek, 27 stycznia 2012

;)



materiały: olej podarunku Serca na płótnie codziennego drugiego śniadania, wymiary: 12x12 cm, woda o temperaturze 70 stopni.

czwartek, 26 stycznia 2012

na zaokniu








Surowe warzywa i obierki z jabłek zostały przyjęte przez bóstwa pól.
Kocie oczy marzą o większym zwierzu, bo polowanie na psa już się znudziło.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ćwiczenia i nauka, czyli odnowy dzień pierwszy


Drogi Pamiętniczku.

Po tym, jak przez dwa dni moim najlepszym przyjacielem był termofor, poduszka elektryczna, skórzane i gimnastyczne piłki z Lidla, postanowiłam się wziąć.
Wzięłam się.

Po pierwszej serii zasnęłam na podłodze pod mruczącym kotem. Pies ze współczuciem przyniósł mi jeden rozczłapany kapeć.


Pamiętajcie - determinacja i samozaparcie.
I rrraz!
Oh, znów mruczy.....

czwartek, 12 stycznia 2012

3 lata okiem komóry


W czasie podróży w zaświaty zabrania się rozmawiania z kierowcą.
Pamiętna droga z Rzeszowa do Łańcuta.



Przed moją chałupiną lew zazwyczaj leży obok jagnięcia. Tutaj wylazł za mną i psem na spacer.




"Znaki" - niewątpliwie rozdroże życiowe. W lewo aronia, prosto aronia, w prawo kapusta.




Dzień w pracy.


;)




Koty moich rodziców, koszykowa sielanka.




Jakieś szalenie interesujące grzyby.



Praca wzbogaca, głównie duchowo. Niezapomniane!



W drodze na wykład. Zimno i śpiąco, ale pięknie.




Z cyklu "Moje noclegi w pracy". Pohukiwanie puchaczy i martwe muchy w czajniku nad ranem. Pięć stopni na plusie, w łóżku.




Zdjęcie, do którego ciężko się przyznać.



Zboże tam, gdzie później rosła kukurydza. Falujący bezkres kleszczy, gniazd ptasich, porzuconych śmieci i dziurawych misek olejowych od traktorów.



Koncert Magdy, fotografia przeklęta, która nigdy nie potrafiła się wysłać mimo znikomych rozmiarów. Rozumiem, że prawa autorskie działają podprzestrzennie.



Morze bokiem. Rzadkie zjawisko, polecam zapamiętać.



UFY nad Przemyślem czyli zdjęcie, które mogło uczynić mnie sławną i bogatą ale kadr zawiódł, czyli dzień jak co dzień ;)



Futerkowiec-metkowiec. Niestety nie było pod plecami nic lepszego.


Polecam zabawę. Obnażcie swoje karty SIM! Jeśli ktoś się zdecyduje, proszę o linka, też bym sobie pooglądała.

środa, 11 stycznia 2012

spis powszechny królewiczów i królewien




To wszystko jednak jest realną bajką. Urwany klawisz "j", który trzeba wciskać oburącz, aby zadziałał, rogaliki z różą, spełnianie marzeń, oniryczna kontrola nad wyraźnym jak nigdy dniem. Przełom w myśleniu i nowe priorytety pozamiatały nam pracownię.

Święta były lukrowane i szalone, piękny ciociany piernik w kształcie choiny został pożarty w mgnieniu oka. Każdy dostał dodatkowo mieczem gwiezdnym Wadera po grzbiecie, zdjęć litościwie nie zamieszczę, bo wystrojony w pelerynę i maskę osobnik z czerwonym neonem w ręku biegał wokół stołu. Najważniejszy był jednak czas WSPÓLNY i zostawiony list od ( nie do!) Św. Mikołaja, znaleziony przed drzwiami... cuda, panie!

Drogi styczniu, decyzje już podjęte. Kołaczą się w snach różne za i przeciw.
Razem z moim kotem solarnym nieruchomiejemy jak węże na rozgrzanych kamieniach, z półprzymkniętymi powiekami, łapiąc promienie aż do zniknięcia.

Bardzo ważne - niech każdy spisze sobie ile w minionym roku spotkał na swojej drodze:
- różyczek
- Królewien
- Królewiczów
- różdżek magicznych

Sprawdzę zadania domowe!!!