środa, 13 kwietnia 2011

szkice do planszówki taktycznej hirołs of majt end medżik






Polecam Państwa uwadze druzgotki. Człowiek wychodzi z walki z nimi kompletnie... pogruchotany.
Wśród istot niewątpliwie złowrogich znajdują się także rolnicy.

Abi proponuje [w komentarzu]:
"
Charakterystyka postaci ROLNIK:
- siła 10
- przebiegłość 10
- uzbrojenie główne: socha, upgrade: lemiesz, master level: wieloskibówka tytanowa
- uzbrojenie dodatkowe: powidła (po widłach są 3 dziury w plecach)
- wrażliwość na magię i urok osobisty: mała, realne zagrożenie jedynie w przypadku ataku masowego radia z twarzą
- umiejętność podstawowa: siałababamak"

wtorek, 12 kwietnia 2011

życie wolno dziergane - Toy [Truly] Story

Zadanie: prezent dla dwulatki. Ładny, bezpieczny, osobisty.
Ważny szczegół: wykluczona masowa produkcja, która bazuje na pracy małych, chińskich rączek.

Znalazłam kopalnię dziecięcych skarbów. Zajęczyca Stefania nie tylko jest zrobiona ręcznie, ale ma własną sukienkę ze srebrną nicią. To nie koniec! Ewa pozwoliła Zajęczycy na wijące się, miękkie uszy w kolorze grafitu, melancholijny wyraz mordki oraz doskonale opracowany środek ciężkości, dzięki czemu bez żadnych usztywnień może stać na własnych, dzierganych łapkach, zaopatrzonych w różowe podeszwy stóp.

To nie jest artykuł reklamowy, jestem wzruszona, że można w tym zagonionym, plastikowym onlajnie odnaleźć perłę czasu poświęconego prawdziwemu przedmiotowi.
Szczególnie zachwycona jestem zestawami piknikowymi dla zwierząt, ich małymi, dzierganymi szydełkiem zestawami herbatkowymi, osobistymi kocykami, torebkami plażowymi, a nawet drzewami i wózkami, w które upychają swoje dziergane dzieci, aby udać się w pełen niebezpieczeństw świat ludzi.

przed Państwem -

Ewa


I Jej Zajęczyca







Nazywam się Uroczy.
Miśkosław Uroczy. Agent oo3. Nie wiem ilu z Was posiada tak wykwintne pantalony i wzbudza tak wielkie zainteresowanie pluszowych niewiast?

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

pieczareczki





Sezam!
Zachwycające ziarenka, które przydają się do wszystkiego. Panieruję więc w nim plastry ananasów, pieczarki, ryby, kotlety z warzyw, kalafiorki, wrzucam prażony do zup z soczewicy. Sezam jest jak garść endorfin.

Trudny temat zmiękczeń


- Synu, jakich literek uczyliście się dziś w szkole?
- Ń! Rycerze, którzy mówią Ni!
- Oooo, a jak to stosować, wszystko jedno w jakich wyrazach?
- No, w zależności od samogłoski oczywiście.
- Hmmm... a jakie mamy samogłoski?

(konsternacja moja i syna)

- Tato, czy ty miałeś wtedy dzień lesera, jak twoja klasa przerabiała ten temat?

(...)

rys:ar

graficy o Japonii - mój subiektywny wybór




http://www.behance.net/gallery/print-for-Japan/1179787



http://www.behance.net/gallery/Help-Japan-Illustration/1227663




http://www.behance.net/gallery/Cause-for-Design-Poster/1196683




http://www.behance.net/gallery/Charity-print-for-Japan/1199791



http://www.reliefbydesign.com/Posters/Divided-By-Nature-United-By-Design-by-Chad-Portas



źródło tu: http://blogof.francescomugnai.com/2011/04/35-awesome-artworks-to-say-dont-give-up-japan/?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+Francescomugnai+%28FrancescoMugnai.com%29

sobota, 9 kwietnia 2011




Rozpadało się! A z deszczami, a z gradami i hulającymi powiewami przydreptało bolące ucho, kaszel i strzyknięcia kostne w całej familii! Kleszcze zasuwają po trawniku, mąż zasuwa z kolegami w dole, betoniarka pędzi na złamanie karku, korek przed domem dłuższy i dłuższy; ciastka cioci pachną jak szalone, kot z obrzydzeniem zmywa z siebie szczepionkę. Banan dojrzał i przyjrzał sam siebie w mojej torebce z imitacji krokodyla. Krokodyl zbananiał, można orzec - to nie krokodyl, to nosorożec!
Są pieczarki, są cukinie, niechaj Majkel nam dziś żyje! Niech żyje nam!

Dziś w wigilię Jego imienin dedykuję Mu to zdjęcie. Jest podobnie umęczony po dwóch dniach wykopów w okopach!
Mężu, sto lat!!

foto/source - unknown
I do not have any rights to the photos featured on this post!

czwartek, 7 kwietnia 2011



Odpoczywam.
Po gwałtownym, zupełnie niespodziewanym telefonie Z GÓRY. Jakby jakiś anioł popukał mnie w głowę, a na imię mu Jola. Pani Jola.
Czymże ja zasłużyłam na ingerencje anielskie?

Dzisiejszy dzień sponsoruje obrazek nieznanego pochodzenia, prawa autorskie niechaj mi to wybaczą!

wtorek, 5 kwietnia 2011

refleksje


Już dawno nie odczuwałam tak dużego samozadowolenia, na które nie zasłużyłam! Przysięgam!
Pasożytniczo czynię ukłon nędznego robaczka edukacji w stronę dzisiejszych gości, którzy niezawodnie przybyli na wykład do moich studentów i uświetnili ten dzień.
Wcale nie kieruję się w tym wpisie świadomością, że jak tylko wrócą do domu to prawdopodobnie to przeczytają. W obecnym stanie upojenia szczęściem stać mnie na szczerość - nauczyłam się dziś rozszerzenia definicji profesjonalizmu.

W związku z pytaniami i prośbami studentów nie spocznę na laurach, tylko wprowadzę w tej szkole cały cykl wykładów. Drżyjcie Smolinki!
Cieszę się przede wszystkim z żywego zainteresowania studentów, pytań końcowych a także tych nieformalnych pogaduch przy biurku i odprowadzania gości do samochodu! Formalnie do tej pory takiego zjawiska nie odnotowałam!

Dziękuję!

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

mała awaria

Skasowałam sobie zupełnie niemożebnie listę podlinkowanych kontaktów...
Będę mozolnie uzupełniać - gdyby ktoś jednak zauważył swoją nieobecność w tym bałaganie, niech się zgłasza w komentarzach. Tak czy siak - większości nie odzyskam, a szkoda.
Nie mogę powrócić do zapisu z wczoraj, bo skasuję komentarze z dzisiaj.
Paradoks bloga!

sobota, 2 kwietnia 2011

uczeń zapizzował mistrza



Czarne chmury zbierały się nad równiną, zapowiadając nadchodzące wyzwanie... sęp złowieszczo krążył nad hondiczką Tomcia.
Mistrz Ryszard zakasał swój T-shirt z reklamą elektronarzędzi obcego kapitału i przygotował udeptany grunt stolnicy.
Wszyscy z niecierpliwości gryźli ręce.



Dla rozluźnienia postanowiono zagrać w kowbojską wersję kręgli rurą piankową.
Wynik wyłonił zwycięzcę - złowrogie Mojry nie dały się oszukać poliuretanowym trickiem i bezbłędnie wskazały na Tomcia. Los dzisiejszej pizzy i głodnych domowników był w jego rękach.






Po pierwsze - totalna rozwałka



Roztrząsywanie sera



Łyk szampana wiśniowego dla dzieci - już nie potrzebujemy trzęsących się rąk!



Mała retrospekcja do momentu bezserowego - z samym sosem jest pizzy bardziej do twarzy





kroimy i...



Mistrz ceremonii oblewa oliwą swój tryumf ;)
Werdykt jednogłośny - pizza lepsza niż zazwyczaj!

piątek, 1 kwietnia 2011

wolkańska zupa "Live long and prosper!"





Mój wczorajszy obiad nie wzbudził zbytnich emocji, ponieważ Misiu-Rysiu bez zbędnych ceregieli oznajmił, że jadł już zupkę u Basi. Tu nastąpiło ożywienie i intensywna anamnezja, zupa owa była zjawiskowa, choć nie wiadomo dokładnie, na czym polegała. Zmuszony nieco do dokładniejszej analizy wyznał, że był tam chyba groch, jakieś fasolki, pomidory, coś pysznie pikantnego, warzywa, chyba cebula również. Całość była kremowa, tak, zdecydowanie.
Zaczęłam sobie dziś przypominać to dane i oczywiście zgłodniałam.
Robienie zupy według wspomnień osoby, która ją jadła, nastręcza pewne trudności. To jak teleportować coś bez wzorca w buforze, ekskizy-mła!
Ale mam!

Zupa Basi bez wiedzy o zupie Basi;)

Skład: nieznany
Pikantność: w skali od 1 - 10, ca 6.2
Typ: rozgrzewająca
Siła rażenia: w skali 1-10 - nieznana (wieczorem się dowiemy)
Konsystencja: duszona tłuczkiem, bo blender się spalił
Status: pyszna
Czas przygotowania: 20 minut

Ponieważ nie ma sensu podawać przepisu, bo i tak każdy zrobi ją na własną rękę, podaję tylko szkic smakowy - baza z grochu i ciecierzycy, warzywa, prażony sezam, pasta curry, sos sojowy ciemny, rozmaryn żywy z doniczki, dużo korzenia pietruszki i selera, por, 5 cm korzenia imbiru. Do dekoracji - smażony ryż z chilli i curry.

Live long and prosper!

Wygania demony. Nawet martwe.



[żeby nie było, że obok rozmarynu to ona nawet nie leżała; w tle krzak oregano i rozmaryn]

czwartek, 31 marca 2011

pan i pani alergen




Kiedyś zjedzenie serca wroga dawało jego moc.
Ja odbiorę mu duszę - fotografując.
Ah, dziś deszcz! Ani jeden pyłek nie poleci.

poza czasem, czasem...

Ogarnęłam mój chaos. Walizka co prawda jeszcze leży z otwartą paszczą, ale jak tylko zdecyduję, co robić z zimowymi rzeczami, to nie będzie śladu po mojej niedawnej nieobecności.
Wróciłam, domownicy nie schudli ani nie zdechli z głodu, futra i podłogi błyszczą. Motyle, żółte motyle telepią się bezładnie po ogrodzie, pora załatać płot, bo co rusz to lis wchodzi, jakieś wielkie psiska...
Dostałam pierwsze od wielu lat buty sportowe, do spacerów, nie ma zmiłuj. Jak tylko boleć przestanie, ruszą w pola i łąki. Na razie pomalutku.

Zaczynam od przyjemnych obowiązków, od kontaktu z uczelnią, kończenia rzeczy wyrwanych z kontekstu. Gdzieś tam daleko wykrzykuje mój były szef, jemu nie poświęcę już ani myśli, ani jednego nerwu. Wracam do studentów ze zdwojoną siłą.
Rozwaliły mnie przemyślenia z jednego
bloga
czytam z wielką uwagą i ubolewam nad celnością spostrzeżeń. Sama zapewne rzeki nie zawrócę, ale mogę zmienić to czy tamto.

A jak już ustawię wykłady na przyszły miesiąc, czeka na mnie dużo gliny i szkliw;)

Dziękuję wszystkim, dzięki którym mój wyjazd był możliwy. Nie miałam pojęcia, ile starań ludzkich trzeba połączyć w jedno, aby móc wyjechać na tak długo... ;*

Matyldo, dziękuję za książkę i płytę!

środa, 30 marca 2011

dla Nich



Moi Dziadkowie obchodzą dziś 99 i 100 urodziny.
Dziadka nie pamiętam, bo odszedł, zanim się urodziłam. Babcia, kiedy byłam licealistką.
Pamiętam Babci ręce, bardzo delikatne, filigranowe. Niestety, nigdy nie zrobiłam im zdjęcia. Mam po Niej różaniec z zielonych koralików i worek różnokolorowych włóczek, z których plotę bransoletki pamięci. Jeden węzełek to jedno wspomnienie.

basiowa ciecierzyca i kiełki



Mam nadzieję, że jesteście już po obiedzie, żeby nikt we mnie niczym nie rzucał. Wszelkie zażalenia do Basi ;)
Upiekłam chlebek orkiszowy z siemieniem lnianym i rodzynkami. Już wiem - podczas pieczenia polać oliwą, żeby na skórce zębów nie łamać.

poniedziałek, 28 marca 2011

gifcik







Niespodziewany desant hiszpańskiej inkwizycji słowiańskiej z prezentami, pysznym tortem i przepiękną lampą tykwową! Tomcio sam nawiercał ;D
Napis głosi: Jam Session [a tykwę reprezentuje sama tykwa]



pizzopiek urodzinowy Rycha!

Jedno Wam powiem.
Bardzo ciężko jest wrócić do normalności!
Na szczęście wczoraj jeszcze było nierealnie i podprzestrzenie ;)




Od bArt'a!





Oświadczenie: podczas sesji nie ucierpiał ani jeden ceramiczny skrzat a podobieństwo Osób i Kotów do realnych jest zupełnie przypadkowa.

pożegnanie




Korci, aby wezwać pielęgniarkę?
Trzy pacjentki, które mają przycisk i nie zawahają się go użyć!

środa, 23 marca 2011

liść z osteoporozą




Słońce, wzmożony ruch kuracjuszy w balkonikach i z laseczkami do nordic'a, wszystko jakby bardziej zdrowe, żywsze, dorodniejsze!
Symfonia kolorowych kurtek na szaro-beżowym tle zimowego parku. Ukradkowe telefony, handel maścią końską i jabłkami.

Tu, w tym pokoju z widokiem na kaplicę i drzewa, jakże daleko jestem od codziennego przetrząsania kuwet, obierania ziemniaków i bycia zwyczajnie małostkowym! Moje usterki wypływają ze zdwojoną siłą, tu nie ma kreacji - jest re-kreacja! Niczego już nie udaję bo wszystko opadło. Odruch odnotowano młoteczkiem - neurologia ontologiczna, hehehe. Jeśli kopniesz panią, znaczy, zdrowiejesz ;D

Jak tu teraz się spakować?
Mam dodatkowe wiadro muszli do złoceń. Kamery z domu kultury pilnie podążały za mną swoim zimnym okiem, kiedy przetrząsałam okoliczne krzewy, w poszukiwaniu skorup. Będą potężne naszyjniki, bo tutejsze ślimaki to mutanty.