Styczeń tradycyjnie służy do spisywania postanowień, odchudzania/tycia, byciu lepszym lub przynajmniej znośnym dla siebie i otoczenia. Jednak raz na jakiś czas można świadomie wejść w nurt rzeki, zwanej Powrotem do Domu i może się to przytrafić niespodziewanie, bez Nowego Roku, w samym środku sierpnia.
Mąż zmienia pracę, ja wchodzę w nurt nowego cyklu zatrudnienia i pogrążam się po samo trzecie oko w pisaniu doktoratu. W tym roku musi być niemal skończony (doktorat, nie mąż). Zapisujemy się z całą rodziną na treningi różne, cętkowane i podłużne, gdyż w zdrowym ciele zdrowy chuch, czyż nie?
Jak mawia Pan Grzesiu, ważne decyzje zawodowe podejmujemy zazwyczaj w głupim wieku, serwując sobie więcej deserów z wyobrażeń niż pełnoziarnistych dań głównych. Zmiana zdania ciągnie się, lęk podgryza ścięgna i powoduje niekontrolowany rozrost tkanek. Pan Grzesiu pod wpływem impulsu, z dnia na dzień rozstał się z ciążącym mu kontraktem. Sprawę przemyślał już wcześniej i czekał na znak z nieba lub ziemi.
Chyba dostaniemy zakaz wchodzenia do firm, bo działamy na pracowników zbyt, hm ... oswobadzająco ;D
Raz na milion lat zdarza się malutki przełom we właściwym miejscu i wpuszcza tyle światła, że nie można już się zatrzymać.
Stanęliśmy zgodnie, we dwoje, wobec czasu zmian. Tu panują już inne reguły. Cumujemy rzadko, coraz rzadziej. Życzę nam i Wam bezpiecznej żeglugi.
niedziela, 9 września 2012
taki tam mały wernisażyk
Szeptem zapraszam wszystkich zainteresowanych na kameralną wystawę ceramiki artystycznej, na której znajdą Państwo piękne okazy myśli twórczej plastyków w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa na Podkarpaciu. Dużo tradycji i regionalizmu, wiele nowości i nut płynących prosto z etnicznego serca. No i na dodatek zupełnie niepodkarpackie ośmiornice, które przypełzły aby towarzyszyć biżuterii i świecznikom z Pracowni MAHI z Rzeszowa!
Dziś wernisaż w Domu Kultury w Rzeszowie przy ulicy Okrzei, zapraszamy aby obejrzeć Ziemię -Glinę która staje się Ciałem, Bytem i Artefaktem.
Wystawa czynna do 16 września 2012.
Plakat pobrany ze strony http://www.wdk.podkarpackie.pl/
Dziś wernisaż w Domu Kultury w Rzeszowie przy ulicy Okrzei, zapraszamy aby obejrzeć Ziemię -Glinę która staje się Ciałem, Bytem i Artefaktem.
Plakat pobrany ze strony http://www.wdk.podkarpackie.pl/
środa, 5 września 2012
lastryko i czipsy
Nowy rok szkolny nam nastał, wszystko w szkole błyszczy, plecaki wyprane, stroje na wu-ef wyprasowane. Tu powstaje niewidzialna klamra, spinająca nas z nimi. Czy one będą tymi, kim my jesteśmy, kim chcielibyśmy być, czy kim chcemy, aby one były? Ilu z nas przybije piątkę z Gibranem, że dziecko to strzała, wypuszczona w przyszłość, której jedynie tor lotu możemy śledzić?
Tygrzykowe mamy dyndają w samych centrach pajęczyn, starając odwracać uwagę od torebek z pociechami w środku, schludnie przyczepionymi w głębi liści. Kun jeszcze nie ma, za to słyszę już myszy na strychu. Nie boję się jesieni, bo wszystko mogę pomieścić w jednym małym chlebaku - wszystkie nadzieje tego roku, niedoszacowania strat, ryzyko warte i zawarte. Jak w Proroku wypuszczam strzały decyzji i mogę je śledzić tylko wtedy, kiedy są już poza mną.
A jednak mamy wrzesień ciepły i suchy, zapowiadają jeszcze upały, sezon oferuje nam wspaniałe warzywa i owoce, częstuje kukurydzą.
Odkryłam na nowo, zupełnie przez przypadek Pożegnanie z krytyką Porębskiego. Szukałam antropologii ciała u Nowosielskiego, ale wzrok mi się omsknął i pochłonęłam wszystko, od dechy do dechy.
Moje ciało jest zadziwione. Po operacji czuję jak obcy człowiek, który nagle wprowadził się do mieszkania przyjaciół - niby wszystko znajome, ale inaczej niż w domu. Inne sygnały dzwonka.
Spotkam się z Siostrą mą niedługo, a później zabiorę Ją w świat błękitnej muzyki. Już się nie mogę doczekać.A jarmuż od Siostry Glinianej rośnie i rośnie - wczoraj dodałam go do zielonego koktajlu. Bardzo dobry!
Szkolne parapety z lastryko lśnią z całej, jesiennej siły. W mojej podstawówce były identyczne. Pani sprzątaczka wyrywa chwasty, w pokoju socjalnym już pachnie kawa.
Tygrzykowe mamy dyndają w samych centrach pajęczyn, starając odwracać uwagę od torebek z pociechami w środku, schludnie przyczepionymi w głębi liści. Kun jeszcze nie ma, za to słyszę już myszy na strychu. Nie boję się jesieni, bo wszystko mogę pomieścić w jednym małym chlebaku - wszystkie nadzieje tego roku, niedoszacowania strat, ryzyko warte i zawarte. Jak w Proroku wypuszczam strzały decyzji i mogę je śledzić tylko wtedy, kiedy są już poza mną.
A jednak mamy wrzesień ciepły i suchy, zapowiadają jeszcze upały, sezon oferuje nam wspaniałe warzywa i owoce, częstuje kukurydzą.
Odkryłam na nowo, zupełnie przez przypadek Pożegnanie z krytyką Porębskiego. Szukałam antropologii ciała u Nowosielskiego, ale wzrok mi się omsknął i pochłonęłam wszystko, od dechy do dechy.
Moje ciało jest zadziwione. Po operacji czuję jak obcy człowiek, który nagle wprowadził się do mieszkania przyjaciół - niby wszystko znajome, ale inaczej niż w domu. Inne sygnały dzwonka.
Spotkam się z Siostrą mą niedługo, a później zabiorę Ją w świat błękitnej muzyki. Już się nie mogę doczekać.A jarmuż od Siostry Glinianej rośnie i rośnie - wczoraj dodałam go do zielonego koktajlu. Bardzo dobry!
Szkolne parapety z lastryko lśnią z całej, jesiennej siły. W mojej podstawówce były identyczne. Pani sprzątaczka wyrywa chwasty, w pokoju socjalnym już pachnie kawa.
wtorek, 7 sierpnia 2012
przerwa na reklamę ;) i kosmiczny gość w dom
Pragnę przedstawić najnowszy nabytek z Pracowni Neores - srebrny pierścionek z kamieniem księżycowym i ... meteorytem. Wstępny projekt wymyśliłam z ołówkiem w dłoni w głową pełną filmów s-f, a Pan Krzysztof wprowadził techniczne zmiany i wykonał raz-dwa. Cena również była bajecznie dogodna i wcale nie kosmiczna!
Nie piszę tego aby wywołać nieuzasadnioną zazdrość ale po to, aby z premedytacją promować dobrych, zaufanych artystów i rzemieślników. Jakość (testowana wielkokrotnie w ciężkich warunkach ogródkowo-kuchenno-plastycznych) jest doskonała, próba srebra dobrana idealnie, wykończenie staranne, wygodne. Tak jest ze wszystkimi pracami Pracowni Neores - serdecznie polecam.
www.neores.pl
Jestem zachwycona zakładką "meteoryty", bo to prace oryginalne i mądrze zaprojektowane. Poza tym oryginalne bursztyny z zatopionymi owadami, druzy agatów, mnóstwo pięknych kamieni, piękne fakturowanie powierzchni srebra, jak również biżuteria mokumegane - tworzona starą japońską techniką łączenia metali, wywodzącą się z XVII w. Nazwa pochodzi od moku (drewno), me (oko), gane (metal) i odpowiada wzorom zbliżonym do słoi drewna, które uzyskuje się poprzez tę metodę. Przedmioty uzyskane w ten sposób mają unikalną wartość, bowiem nigdy nie ma dwóch takich samych wzorów.
Prace można też dokładnie obejrzeć na www.pakamera.pl
http://www.pakamera.pl/pracownia-neores-0_s12056760.htm
fot:dr
fot:Pracownia Neores
fot.nieba - Navicore/wikipedia
Jeszcze raz serdecznie dziękuję!
Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Pani Joanny i Krzysztofa Jędrzejczak miłą niespodzianką.
Nie piszę tego aby wywołać nieuzasadnioną zazdrość ale po to, aby z premedytacją promować dobrych, zaufanych artystów i rzemieślników. Jakość (testowana wielkokrotnie w ciężkich warunkach ogródkowo-kuchenno-plastycznych) jest doskonała, próba srebra dobrana idealnie, wykończenie staranne, wygodne. Tak jest ze wszystkimi pracami Pracowni Neores - serdecznie polecam.
www.neores.pl
Jestem zachwycona zakładką "meteoryty", bo to prace oryginalne i mądrze zaprojektowane. Poza tym oryginalne bursztyny z zatopionymi owadami, druzy agatów, mnóstwo pięknych kamieni, piękne fakturowanie powierzchni srebra, jak również biżuteria mokumegane - tworzona starą japońską techniką łączenia metali, wywodzącą się z XVII w. Nazwa pochodzi od moku (drewno), me (oko), gane (metal) i odpowiada wzorom zbliżonym do słoi drewna, które uzyskuje się poprzez tę metodę. Przedmioty uzyskane w ten sposób mają unikalną wartość, bowiem nigdy nie ma dwóch takich samych wzorów.
Prace można też dokładnie obejrzeć na www.pakamera.pl
http://www.pakamera.pl/pracownia-neores-0_s12056760.htm
fot:dr
fot:Pracownia Neores
fot.nieba - Navicore/wikipedia
Jeszcze raz serdecznie dziękuję!
Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Pani Joanny i Krzysztofa Jędrzejczak miłą niespodzianką.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
wtorek, 31 lipca 2012
sobota, 28 lipca 2012
spajder sierpień
...rozpoznajemy po tym, że młode krzyżaki rozpinają sieci na wszystkim, co nie ucieka. Nawet na śpiących ludziach.
Między zamkniętymi drzwiami samochodu a kierownicą, krzesłami a stołem ogrodowym, sałatą a pietruszką, praniem i balustradą, twarzą a drzewem - w tym konkretnym przypadku wchodzi się w nie gębą idąc dokądkolwiek.
Dziś odnowiła mi się nerwica i nie ruszę się na krok bez patyka machającego przed twarzą.
Jeden z "kolegów" uprzejmie schodzi ze stanowiska, kiedy wnoszę na balkon pranie. Wie, że dostanie w ryło kołdrą."Zdjęłam" go już trzy razy. Między barierkami musi być jednak piękny przelot much, bo warto naprawiać.
Podjęte ważne decyzje guzik mnie interesują wobec 34 stopni Celcjusza. Już nawet nie jest gorąco, bo pławię się w mrożonej kawie i trzech płytach z arabskim czilałtem.
O, i piszę artykuł, wsypując kostki lodu do kaptura mokrej bluzy.
To jest mój nowy widok przez okno w dachu ;))))))
Nocą teoretycznie widać gwiazdy, roje meteorów i takie tam. Do tego trzeba jednak leżeć w okularach i nie zasnąć, bo wgniecie się nos.
Ps. Z zakupów zostało tylko kwaśne mleko, którego nie chcą koty oraz ogórki z ogródka, da się z tego wykombinować ogórkową?
Między zamkniętymi drzwiami samochodu a kierownicą, krzesłami a stołem ogrodowym, sałatą a pietruszką, praniem i balustradą, twarzą a drzewem - w tym konkretnym przypadku wchodzi się w nie gębą idąc dokądkolwiek.
Dziś odnowiła mi się nerwica i nie ruszę się na krok bez patyka machającego przed twarzą.
Jeden z "kolegów" uprzejmie schodzi ze stanowiska, kiedy wnoszę na balkon pranie. Wie, że dostanie w ryło kołdrą."Zdjęłam" go już trzy razy. Między barierkami musi być jednak piękny przelot much, bo warto naprawiać.
Podjęte ważne decyzje guzik mnie interesują wobec 34 stopni Celcjusza. Już nawet nie jest gorąco, bo pławię się w mrożonej kawie i trzech płytach z arabskim czilałtem.
O, i piszę artykuł, wsypując kostki lodu do kaptura mokrej bluzy.
To jest mój nowy widok przez okno w dachu ;))))))
Nocą teoretycznie widać gwiazdy, roje meteorów i takie tam. Do tego trzeba jednak leżeć w okularach i nie zasnąć, bo wgniecie się nos.
Ps. Z zakupów zostało tylko kwaśne mleko, którego nie chcą koty oraz ogórki z ogródka, da się z tego wykombinować ogórkową?
środa, 25 lipca 2012
zaraza pomidorczana
Tarta z wrażeń ładnie zarumieniła się w piekarniku. Targ, droga uciekająca przed maską samochodu, rower z koszem wypchanym koprem i śliwkami, grzechoczące słoiki. Pani z prowizorycznego straganu błyska błękitnymi oczami spod opalenizny i dżinsów wyszywanych cekinami - nie, zaraza u nas taka, pani, że miedzian nie daje rady, kupiłam oprysk za sto dwadzieścia złotych na sto litrów. Sto litrów! Rozumie pani, takie świństwo.Bo zaraza ze mgłą pod folię się pcha, z rana. Dobrze, że teraz już mgieł nie ma.
Wczoraj spryskałam ogród gnojówką z pokrzyw od Anetki, Anetki mama smutna, bo musi miedzianem. Też ma folie, i mgły z zarazą. Ale nie zna tego za sto dwadzieścia. Nie mówię jej, co się mają truć. Ogórki jednak o dziwo rosną jak w królestwie, przykryte rzęsami kopru.
Puszek wczoraj przyszedł, dwa lata go nie widziałam. Szaro-beżowy pers o spojrzeniu jednorożca z bajki. Położył się w ogórkach, kiedy pryskałam.
No i tak to, panie. Jeden kosi, drugi wierci. Sąsiedzi buczą piłami. A ten to czego nie kieruje? Bo on miszcz kierownicy, k...! Łup.
Mobilki, wypadeczek był, taki w miarę poważny. Omijajcie przez Malawę.
Wczoraj spryskałam ogród gnojówką z pokrzyw od Anetki, Anetki mama smutna, bo musi miedzianem. Też ma folie, i mgły z zarazą. Ale nie zna tego za sto dwadzieścia. Nie mówię jej, co się mają truć. Ogórki jednak o dziwo rosną jak w królestwie, przykryte rzęsami kopru.
Puszek wczoraj przyszedł, dwa lata go nie widziałam. Szaro-beżowy pers o spojrzeniu jednorożca z bajki. Położył się w ogórkach, kiedy pryskałam.
No i tak to, panie. Jeden kosi, drugi wierci. Sąsiedzi buczą piłami. A ten to czego nie kieruje? Bo on miszcz kierownicy, k...! Łup.
Mobilki, wypadeczek był, taki w miarę poważny. Omijajcie przez Malawę.
środa, 18 lipca 2012
łączenie serc
Będzie się działo wiele, bo jesteśmy na początku drogi, zaledwie. Jednocześnie minęły już eony.
Zdążyły wymrzeć wielkie gady, zmniejszyć paprocie, skrystalizować labradoryty. My wciąż kręcimy się gdzieś pomiędzy ich molekułami jak nastolatki na wyprzedażach w centrum handlowym.
Wszystko jest połączone
a wszelka rozdzielność jest złudzeniem.
Bardzo dziękuję!
piątek, 13 lipca 2012
Harriet i mucha
Doznałam zanurzenia w losie i w ochłodzeniu pogody. Raz włączony motorek nie zatrzymuje się - kończę artykuł sierpniowy, nie chce nawet myśleć o wrześniowym, bo to będą już tak zwane nieprzelewki.
Będę chrzestną! Bardzo się cieszę. To wielkie wydarzenie!
Liczę dni utraty ważności legitymacji uprawniającej do świadczeń zdrowotnych. 30 dni po wygaśnięciu umowy o pracę jeszcze wolno chorować. Zdążę się jednak podłożyć po nóż, tylko jeszcze muszę posprzątać w szufladach i spalić dowody... Zadziwiające, jak drażni możliwość przewracania ciuchów przez oburzoną rodzinę (ile ona tego zgromadziła! po co jej te pumpy i szarawary!). Bardziej niż przewracanie wnętrzności przez obcego.
Jedna praca się kończy, druga zaczyna. Stałość zatrudnienia i planów była wygodnym atutem lat osiemdziesiątych. Obecnie wszystko dynamicznie przepływa zgodnie z buddyjskim zapewnieniem, że jeśli się temu nie poddasz i nie oswoisz, to ono oswoi ciebie, po swojemu. Racjonalne planowanie opłat zamienia się w kosmiczny taniec prawdopodobieństwa zdarzeń a algorytm wysiłków zatrzymuje się na wyniku zero.
Gromadzę papiery na nowy kurs. Drę włosy nad umywalką układając na głos godziny zajęć dla dzieci. Książki poukładałam w malownicze stosy. Wieża numer jeden - etnografia, numer dwa - wzornictwo, i reszta zagadnień. Tu historycznie a tam nowo. Tylko na ile nowo wchodzi w dawne? W połowie wieża łączy się z drugą, na wysokości socjologii sztuki. Mata do jogi leży jak niebieski jęzor między tym wszystkim, a rozrzucone poduszki wytyczają szlak kocich zabaw. Dziecko chodzi dumne z modraszkiem na dłoni.
Jakim cudem mogę jeszcze odczuwać bezruch?
Bezruch jest cudownie wszędzie.
Hipnotyczny wzrok owada, który chciał mnie zaciągnąć do pokoju. Dławię się ze śmiechu na wspomnienie lubelsko-zakopiańskich duchownych, którzy planowali rajd do Compostelli drąc łacha z Coelho (vide "Pielgrzym");D
Będę chrzestną! Bardzo się cieszę. To wielkie wydarzenie!
Liczę dni utraty ważności legitymacji uprawniającej do świadczeń zdrowotnych. 30 dni po wygaśnięciu umowy o pracę jeszcze wolno chorować. Zdążę się jednak podłożyć po nóż, tylko jeszcze muszę posprzątać w szufladach i spalić dowody... Zadziwiające, jak drażni możliwość przewracania ciuchów przez oburzoną rodzinę (ile ona tego zgromadziła! po co jej te pumpy i szarawary!). Bardziej niż przewracanie wnętrzności przez obcego.
Jedna praca się kończy, druga zaczyna. Stałość zatrudnienia i planów była wygodnym atutem lat osiemdziesiątych. Obecnie wszystko dynamicznie przepływa zgodnie z buddyjskim zapewnieniem, że jeśli się temu nie poddasz i nie oswoisz, to ono oswoi ciebie, po swojemu. Racjonalne planowanie opłat zamienia się w kosmiczny taniec prawdopodobieństwa zdarzeń a algorytm wysiłków zatrzymuje się na wyniku zero.
Gromadzę papiery na nowy kurs. Drę włosy nad umywalką układając na głos godziny zajęć dla dzieci. Książki poukładałam w malownicze stosy. Wieża numer jeden - etnografia, numer dwa - wzornictwo, i reszta zagadnień. Tu historycznie a tam nowo. Tylko na ile nowo wchodzi w dawne? W połowie wieża łączy się z drugą, na wysokości socjologii sztuki. Mata do jogi leży jak niebieski jęzor między tym wszystkim, a rozrzucone poduszki wytyczają szlak kocich zabaw. Dziecko chodzi dumne z modraszkiem na dłoni.
Jakim cudem mogę jeszcze odczuwać bezruch?
Bezruch jest cudownie wszędzie.
Hipnotyczny wzrok owada, który chciał mnie zaciągnąć do pokoju. Dławię się ze śmiechu na wspomnienie lubelsko-zakopiańskich duchownych, którzy planowali rajd do Compostelli drąc łacha z Coelho (vide "Pielgrzym");D
sen o oscypku
Czuję się przewalana i potrącana przez biegnące galopem godziny. Wokół mnie jednak dziwny bezruch teraźniejszości - skutki uboczne środków konserwujących ser?
Tymczasem wzbiera we mnie zachwyt wizytą Siostry, niedługo wykipię i pokażę, co dostałam.
poniedziałek, 9 lipca 2012
len
Dziwność świata zauważanego czy wyczuwanego przynosi chęć bycia zwyczajnym. Czasem jednak się nie da. Dziwność rozplata zwoje mózgu i nakazuje rozluźnienie konwencji.
Przed schodkiem prowadzącym z domu do ogrodu była sznurkowa wycieraczka. Nie dopuściła ona ani grama słońca, zatem trawa pod spodem była zupełnie goła i żółta. Nie zniesła tego mama, sypiąc z garści siemieniem lnianym, od serca. Tak więc mamy len jako wycieraczkę. Metr kwadratowy gęstego lnu, który każdy skrzętnie omija, idąc wężem. Jak wycierać sobie nogi w len?
I tak wszędzie, zawsze, nigdzie. Nie ma ojczyzny nasza nienormalność. Przestaliśmy nawet walczyć.
Przed schodkiem prowadzącym z domu do ogrodu była sznurkowa wycieraczka. Nie dopuściła ona ani grama słońca, zatem trawa pod spodem była zupełnie goła i żółta. Nie zniesła tego mama, sypiąc z garści siemieniem lnianym, od serca. Tak więc mamy len jako wycieraczkę. Metr kwadratowy gęstego lnu, który każdy skrzętnie omija, idąc wężem. Jak wycierać sobie nogi w len?
I tak wszędzie, zawsze, nigdzie. Nie ma ojczyzny nasza nienormalność. Przestaliśmy nawet walczyć.
sobota, 7 lipca 2012
tydzień na jednej działce
Miło tak, bo na nic z tych rzeczy wpływu nie mam. Pilnuje jedynie, aby wodę miało. Idąc tym tropem, na bardzo niewiele rzeczy mam wpływ, a więc i denerwować się nie ma czym. Podziwiam.
czwartek, 5 lipca 2012
poniedziałek, 25 czerwca 2012
paszport i kąpielówki
Konie, gęsi, koty, zieleń, przyroda, dziury z drogami, serdeczność, słońce, upał, przeszłość w teraźniejszości.
Ukraina.












Kot nazywa się Miciek Wątroba z powodu zażyłości kulinarnych.
Cukinie widoczną na zdjęciu robi się tak - kroimy, oliwą skrapiamy, czosnkiem obkłamy, odstawiamy na godzinę, obtaczamy w mące, smażymy na półtwardo, zdejmujemy z ognia, dekorujemy plastrami pomidorów, wężem majonezu, własnym koperkiem. Cud-miód-rozpływa się w ustach!
Ukraina.
Kot nazywa się Miciek Wątroba z powodu zażyłości kulinarnych.
Cukinie widoczną na zdjęciu robi się tak - kroimy, oliwą skrapiamy, czosnkiem obkłamy, odstawiamy na godzinę, obtaczamy w mące, smażymy na półtwardo, zdejmujemy z ognia, dekorujemy plastrami pomidorów, wężem majonezu, własnym koperkiem. Cud-miód-rozpływa się w ustach!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

