materiały: olej podarunku Serca na płótnie codziennego drugiego śniadania, wymiary: 12x12 cm, woda o temperaturze 70 stopni.
piątek, 27 stycznia 2012
;)
materiały: olej podarunku Serca na płótnie codziennego drugiego śniadania, wymiary: 12x12 cm, woda o temperaturze 70 stopni.
czwartek, 26 stycznia 2012
na zaokniu
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Ćwiczenia i nauka, czyli odnowy dzień pierwszy
Drogi Pamiętniczku.
Po tym, jak przez dwa dni moim najlepszym przyjacielem był termofor, poduszka elektryczna, skórzane i gimnastyczne piłki z Lidla, postanowiłam się wziąć.
Wzięłam się.
Po pierwszej serii zasnęłam na podłodze pod mruczącym kotem. Pies ze współczuciem przyniósł mi jeden rozczłapany kapeć.
Pamiętajcie - determinacja i samozaparcie.
I rrraz!
Oh, znów mruczy.....
czwartek, 12 stycznia 2012
3 lata okiem komóry

W czasie podróży w zaświaty zabrania się rozmawiania z kierowcą.
Pamiętna droga z Rzeszowa do Łańcuta.

Przed moją chałupiną lew zazwyczaj leży obok jagnięcia. Tutaj wylazł za mną i psem na spacer.

"Znaki" - niewątpliwie rozdroże życiowe. W lewo aronia, prosto aronia, w prawo kapusta.

Dzień w pracy.

;)

Koty moich rodziców, koszykowa sielanka.

Jakieś szalenie interesujące grzyby.

Praca wzbogaca, głównie duchowo. Niezapomniane!

W drodze na wykład. Zimno i śpiąco, ale pięknie.

Z cyklu "Moje noclegi w pracy". Pohukiwanie puchaczy i martwe muchy w czajniku nad ranem. Pięć stopni na plusie, w łóżku.

Zdjęcie, do którego ciężko się przyznać.

Zboże tam, gdzie później rosła kukurydza. Falujący bezkres kleszczy, gniazd ptasich, porzuconych śmieci i dziurawych misek olejowych od traktorów.

Koncert Magdy, fotografia przeklęta, która nigdy nie potrafiła się wysłać mimo znikomych rozmiarów. Rozumiem, że prawa autorskie działają podprzestrzennie.

Morze bokiem. Rzadkie zjawisko, polecam zapamiętać.

UFY nad Przemyślem czyli zdjęcie, które mogło uczynić mnie sławną i bogatą ale kadr zawiódł, czyli dzień jak co dzień ;)

Futerkowiec-metkowiec. Niestety nie było pod plecami nic lepszego.
Polecam zabawę. Obnażcie swoje karty SIM! Jeśli ktoś się zdecyduje, proszę o linka, też bym sobie pooglądała.
środa, 11 stycznia 2012
spis powszechny królewiczów i królewien
To wszystko jednak jest realną bajką. Urwany klawisz "j", który trzeba wciskać oburącz, aby zadziałał, rogaliki z różą, spełnianie marzeń, oniryczna kontrola nad wyraźnym jak nigdy dniem. Przełom w myśleniu i nowe priorytety pozamiatały nam pracownię.
Święta były lukrowane i szalone, piękny ciociany piernik w kształcie choiny został pożarty w mgnieniu oka. Każdy dostał dodatkowo mieczem gwiezdnym Wadera po grzbiecie, zdjęć litościwie nie zamieszczę, bo wystrojony w pelerynę i maskę osobnik z czerwonym neonem w ręku biegał wokół stołu. Najważniejszy był jednak czas WSPÓLNY i zostawiony list od ( nie do!) Św. Mikołaja, znaleziony przed drzwiami... cuda, panie!
Drogi styczniu, decyzje już podjęte. Kołaczą się w snach różne za i przeciw.
Razem z moim kotem solarnym nieruchomiejemy jak węże na rozgrzanych kamieniach, z półprzymkniętymi powiekami, łapiąc promienie aż do zniknięcia.
Bardzo ważne - niech każdy spisze sobie ile w minionym roku spotkał na swojej drodze:
- różyczek
- Królewien
- Królewiczów
- różdżek magicznych
Sprawdzę zadania domowe!!!
wtorek, 10 stycznia 2012
z mola w dur przechodzę
Na życzenie!
Dzień przesiedziany z głową w dłoniach. Dzień zleciany jak trzy chwile. Cudowna istota lubelska namierzyła potrzebną książkę na swojej półce i już mi ją wysyła. Książkę, nie półkę. Półkę też bym przygarnęła, jak tą, którą niespodziankowo inna cudowna istota wtargała sama na piętro i postawiła na moim poddaszu. Na najwyższej platformie tedy śpi egzotyczna torba, na niższych hula kot, waląc mnie łapą w czoło, kiedy śpię i ruszam wąsem.
Styczeń to czas wielkich zmian. Elastyczność ducha strzela jak recepturka na słoiku. Jak bardzo jesteś elastyczny, na ile potrafisz puścić to wszystko, co Cię określa, buduje i kształtuje? Pusta rączko, witaj!
A wiecie, co jest najbardziej bolesne w tym wszystkim?
Że po roku oglądania skończyły się wszystkie odcinki Star Treka.
Ha!
Ważne. Umieć popełniać błędy w mało istotnych miejscach.
niedziela, 8 stycznia 2012
styczeń pełen dziwnych życzeń
Nadchodzi taki moment w życiu każdego połamańca, że trzeba się pozbierać. Tej pięknej jesieniozimy należy dokonać rachunku sumienia, ale nie na głos, litości; trzeba gumiaki obmyć z gliny, piekarnik wyszorować, włosy związać skarpetą i zabrać się po prostu do roboty. I trzymam nadal kciuki za Siostrę!
Ja się zatem zbieram, polecając w locie grę o dobre gadżety muzyczne, czyli satyrbluesowe candy na blogu Blues Attack
http://bluesattack.blogspot.com/2012/01/audycja-z-dnia-05012012.html
na Jam Session polecam Waszemu uchu najnowszy kawałek małżonka
melon cocktail
a gdyby bardzo Wam się nudziło to polecam się w szukaniu jednej takiej piekielnej pozycji wydawniczej, po którą bardzo nie chcę wybierać się specjalnie do Krakowa lub Wrocławia, może ktoś ma ją na półce?
"Kultura elitarna a kultura masowa w Polsce późnego średniowiecza"
red. Bronisław Geremek, Instytut Historii (Polska Akademia Nauk)
Wydawca Ossolineum, 1978
Za znalezienie wersji kupnej - drobna acz interesująca nagroda!
W następnych odcinkach pamiętnika blogowego będą niepublikowane zdjęcia z błękitnych ciepłych wód, kompromitujące zdjęcia świąteczne, przemoc, krew i lukier, normalnie nie do przegapienia!
ps. linki nieaktywne bo nie wiem dlaczego, dziś blogger nie linkuje.
niedziela, 1 stycznia 2012
życzenia noworoczne
Całą noc wyło i wiało. Dopiero teraz pojmuję chińskie zasady budowania, aby nie ustawiać łóżka pod skosem strychu i pod oknami połaciowymi. Kosmos wali się na łeb, ziarenka piachu i deszcz plują nieskończonością. Dwanaście godzin modlitw, wędrówki po trzaskach; wspominania tych, którzy daleko.
Polecam sobie i Wam ten Rok Uważności. Nie pozwólmy sobie na bylejakość. Niech każde działanie będzie mądre, dobre i cierpliwe. Proszę posprzątać w szufladach i oddać zaległe książki do biblioteki. Kochajcie swoje psy i dbajcie o dzieci, a pelargonie niech nie wychodzą z doniczek w poszukiwaniu kranu!
Dziękuję Wam za życzenia i pozdrowienia słane mailami, komentarzami i sms-ami!
piątek, 30 grudnia 2011
dyndacze
czwartek, 22 grudnia 2011
poniedziałek, 19 grudnia 2011
podarunki ;]]]
Kaganek oświaty dla latarnika.
W sam raz do mojego namiotu, w którym śpię, jem i oddycham. Siostra, dziękujęjakniewiemco!!
Cudownej urody Stwór, wydziergany przez Anetę ;*
Ośmiornica ma złote, cekinowe oczy i złotą mackę. Moja usychająca noga została uwznioślona, tą nogą kiedyś przekroczę próg nieba ;D
Dziękuję!
Nie pokażę wszystkich pięknych prezentów, bo smutek wielki mnie ogarnia z powodu zaniedbań tegorocznych - im więcej dostaję tym wyraźniej widzę, jak niewiele sama dałam.
Rehab jest intensywny, codziennie. Wierzę w zdolności samonaprawcze głowonogów ;)
niedziela, 18 grudnia 2011
bozon Higgsa a sprawa ikon
środa, 14 grudnia 2011
pejzaż plackowy
środa, 7 grudnia 2011
BuzzArt i ceramika
wykonanie:Pracownia Mahi
Zapraszam na kiermasz rękodzieła BuzzArt 9/10 grudnia w Rzeszowie!
Będzie można do woli grzebać w ceramicznych precjozach Basi i - jeśli się dowlokę po tych wszystkich niebywałych przygodach dni ostatnich - moich również.
Wystawa zorganizowana zostanie w Galerii Miejskiej działającej przy Zespole Sztuk Plastycznych w Rzeszowie od strony ul. Dąbrowskiego.
Godziny otwarcia dla zwiedzających;
9 grudnia (piątek) 12.00-18.00,
10 grudnia (sobota) 10.00-18.00.
http://www.galeria.resman.pl/
Nieformalnie szepnę, że Basia ma całą walizeczkę nowych, pięknych bransoletek!
Bardzo polecam też ceramikę bArt'a!
Mamy też już oficjalną ofertę warsztatów, na razie jeszcze bez dat - sami je sobie ustalicie. W tym roku będą się odbywać w budynku zabytkowego klasztoru Dominikanów, obecnie siedziba PTTK Łańcut. Ale o tym napiszę jeszcze na blogu Starego Sadu.
Zapraszam!

wykonanie:Pracownia Mahi
http://pracowniamahi.blogspot.com/
sobota, 3 grudnia 2011
stuletni dzień

Jeśli budzi Cię pies a dzień jest podejrzanie jasny to wiedz, że zaspałeś.
Jeśli w ciągu dwóch godzin przemierzasz w deszczu dystans przeznaczony dla trzech, a Twoja kawa w termosie nie stygnie to wiedz, że coś się dzieje.
Jeśli jakimś cudem drugi i trzeci prelegent spóźnia się tak jak Ty, o pół godziny, to wiedz, że musiała być to zmowa losu dla sierot życiowych.
Ręka Boska drepcze za mną krok w krok.
Dwa smaczki z seminarium:
Aśka pokazuje obraz śląski, przedstawiający świętą Barbarę, która płacze jak bóbr nad tym, że górnik zdradza żonę (Barbara jest między innymi patronką rodzin górników, spraw beznadziejnych).
Pani Profesor zadumała się - Jak ten górnik mógł zdradzić swoją żonę w tej kopalni?
Doktor Piotrek, z zadumą - W ciemności!
Monika opowiada o współczesnej artystce Podhala, która uparcie maluje zające tak samo jak koty, czym myli wszystkich interpretujących dzieło. Pani Profesor macha ręką ze zniecierpliwieniem. Przecież bardzo łatwo odróżnić kota od zająca! Z zającem na kolanach nie obejrzy pani filmu.
Po tej wizji przez jakiś czas nie mogliśmy wrócić na właściwe tory ;)
piątek, 25 listopada 2011
Mikołaj i zombie a sprawa Polska
Wczoraj odbyła się wywiadówka. Kilkoro rodziców dostało karteczki z ocenami dzieci oraz oddało karteczki z pisemną zgodą na coś tam. Zobaczyłam również, jak moje dziecko pięknie pisze "chryzantema". W zasadzie najlepszym punktem był pokaz pani wychowawczyni, jakie zabawy są najniebezpieczniejsze i tu - wskazała na mnie - pani syn w tym jest prowodyrem społeczności korytarzowo-latającej!
Po czym uniosła ręce wysoko, zaginając palce w szpony, wytrzeszczyła oczy, wysunęła dolną szczękę daleko przez czaszkę i wydała chrapliwy okrzyk "Jestem zooooombi, gonię cięęęę!!"
Zabawa w zombiaki została skatalogowana jako owoc zakazany w szkole, ale dozwolony w domu, wyłącznie z otwartymi oczami. Syn czeka z niecierpliwością, aż przyjdzie do niego młodsza sąsiadka, aby móc to zaprezentować...
Nie tylko o fascynacjach marą nieczystą było, pojawiła się sprawa upominków mikołajowych, rozdawanych w szkołach. Składki nie będzie, za to miło by było, jeśli ktoś z rodziców może przynieść jakieś drobiazgi i DYSKRETNIE dostarczyć je pani.
Jedne dzieci bowiem wierzą w Świętego Mikołaja, inne już nie. Po co zatem kastrować ze złudzeń?
Nieszczęsny mikołaj łaził za mną pół doby. W nocy przyśnił mi się jako pan woźny. Przypomniało mi się, jak w dzieciństwie pisałam listy i kładłam je na parapecie, po zewnętrznej stronie i bardzo dziwiłam się, że Mikołaj przynosi troszkę inne rzeczy. Później targałam listy na pocztę i tam jakaś pani powiedziała mi (zapytana o adres do Mikołaja), że pocztą list nie dojdzie, a sposób parapetowy trzeba zmodyfikować o WEWNĘTRZNY parapet, ponieważ mikołajowi wiatr rozrzuca listy. Konieczne jest również powiadomienie o fakcie parapetowym rodziców, bo oni odbierają od niego prezenty i ukrywają je w szafach, jeśli przyniesie paczki za wcześnie. Konstrukcja wydała mi się logiczna i spójna. Przez kilka lat system działał.
Kilkanaście lat później spotkałam na poczcie dziecko, które ściskało w dłoni kopertę i zapytało mnie o adres do Mikołaja. Manewr bez namysłu powieliłam.
Utkwiło mi w pamięci wczorajsze zdanie, powtórzone dwukrotnie przez panią wychowawczynię. Niektóre wierzą, inne nie. W co wierzą? Pomijając strefę "świętych obcowania" i ich wpływu na nasze życie, pozostaje jeszcze cały ocean możliwości! Przebrany facet z brodą nie powinien materializować wyobrażeń naszych dzieci o nowym lego. Mikołajem jest n a s z a uważność i przemyślane upominki, niekoniecznie te materialne.
Po czym uniosła ręce wysoko, zaginając palce w szpony, wytrzeszczyła oczy, wysunęła dolną szczękę daleko przez czaszkę i wydała chrapliwy okrzyk "Jestem zooooombi, gonię cięęęę!!"
Zabawa w zombiaki została skatalogowana jako owoc zakazany w szkole, ale dozwolony w domu, wyłącznie z otwartymi oczami. Syn czeka z niecierpliwością, aż przyjdzie do niego młodsza sąsiadka, aby móc to zaprezentować...
Nie tylko o fascynacjach marą nieczystą było, pojawiła się sprawa upominków mikołajowych, rozdawanych w szkołach. Składki nie będzie, za to miło by było, jeśli ktoś z rodziców może przynieść jakieś drobiazgi i DYSKRETNIE dostarczyć je pani.
Jedne dzieci bowiem wierzą w Świętego Mikołaja, inne już nie. Po co zatem kastrować ze złudzeń?
Nieszczęsny mikołaj łaził za mną pół doby. W nocy przyśnił mi się jako pan woźny. Przypomniało mi się, jak w dzieciństwie pisałam listy i kładłam je na parapecie, po zewnętrznej stronie i bardzo dziwiłam się, że Mikołaj przynosi troszkę inne rzeczy. Później targałam listy na pocztę i tam jakaś pani powiedziała mi (zapytana o adres do Mikołaja), że pocztą list nie dojdzie, a sposób parapetowy trzeba zmodyfikować o WEWNĘTRZNY parapet, ponieważ mikołajowi wiatr rozrzuca listy. Konieczne jest również powiadomienie o fakcie parapetowym rodziców, bo oni odbierają od niego prezenty i ukrywają je w szafach, jeśli przyniesie paczki za wcześnie. Konstrukcja wydała mi się logiczna i spójna. Przez kilka lat system działał.
Kilkanaście lat później spotkałam na poczcie dziecko, które ściskało w dłoni kopertę i zapytało mnie o adres do Mikołaja. Manewr bez namysłu powieliłam.
Utkwiło mi w pamięci wczorajsze zdanie, powtórzone dwukrotnie przez panią wychowawczynię. Niektóre wierzą, inne nie. W co wierzą? Pomijając strefę "świętych obcowania" i ich wpływu na nasze życie, pozostaje jeszcze cały ocean możliwości! Przebrany facet z brodą nie powinien materializować wyobrażeń naszych dzieci o nowym lego. Mikołajem jest n a s z a uważność i przemyślane upominki, niekoniecznie te materialne.
środa, 23 listopada 2011
ciepło
Szron potężny polizał mlecznym jęzorem cały sad. Odpalam cynamonową świecę i wsłuchuję się jeszcze raz w szum morza, który przezornie sobie nagrałam.
O zapachu ciepłej, słonej wody przypomina ciągle warsztatowy prezent od Hadesa, ręką własną i wiertełkiem w kości uczyniony.
Długa zima przede mną, choć będzie łatwiej - z takimi wspomnieniami.
Jeszcze raz pięknie dziękuję!
fot:dr
wykonanie:wisiorka:Hades
dla M.
niedziela, 20 listopada 2011
krajobrazy przyswojone
Alergicznie nie znoszę poezji, niemniej jednak czasem muszę, bo się uduszę.
Spędziłam z psem zachód słońca w polach, w wietrze z ognisk, w szczypiącej jesieni. Przez kilka lat uzbierało się kilka tysięcy kadrów tego samego terenu. Przez te hektary przewaliło się tyle myśli, planów i nadziei, że chcąc-nie chcąc - jestem już tutejsza, choć nie stąd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)