środa, 18 maja 2011



- Nie wolałabyś takich tostów z wyskakującego tostera, jak na filmach?
- Kocie kłaki do niego wpadają i później się palą.
- To workiem foliowym mogłabyś przykrywać...
- Nienawidzę worków!
- Dziwak jesteś, jak twój ojciec.

sezon na młode smoki



Posprzątałam stajnię Augiasza i wyszorowałam michę Cerberowi. Dla mnie dzień dopiero się rozpoczyna!

Telemach udał się ku piaskownicowym rozrywkom i złapał z wielkim namaszczeniem tę oto drobnicę.

wtorek, 17 maja 2011

czy smutek wysycha?




Pani z rowerem, co go zostawiła przed ciuchlandem: - A wstawać rano już siły nie mam, a muszę synowi kanapki naszykować.
Pani ciuchlandowa, Kopcąca Zocha co już rzuciła: - A ile syn ma latek?
Pani z rowerem: - Skończył 40 ale ja go tak kocham, że wszystko bym dla niego zrobiła, ale siły znajdę jakoś.
Zocha, co rzuciła: - To po co pani mu właściwie te kanapki robi, nie może sam?
Pani z rowerem: - Bo jest dyrektorem banku i spieszy się do pracy na rano, to sobie nie zrobi!

Wychynęłam z przymierzalni jak kobra spod wyrka Kleopatry, żeby obejrzeć Matkę Polkę Polskiego Bankiera, strój mój zaś powabny składał się z namiotowego ponczo o proweniencjach indyjskich. "Jakże pani w tym dobrze!", zakrzyknęły, a Zocha otworzyła kasę głosnym "dzyńńń". Nie pierwszy raz ukochanie absurdu pogrążyło mnie finansowo. 12 zetów!!

Gorąco, niesłusznie gorąco! Cztery kilo temu byłam bardziej zadowolona z życia. Tragedii nie ma, dziecko na wycieczce szkolnej, turlam kulki z kaszy jaglanej z daktylami, mam kilka nowych powodów do radości - nowa niemacana prasa branżowa, imbir w całości, brak deseru i wielkie postanowienie poprawy.I Green mnie cytuje, jestem sławna wieszcząc uwiąd ciemiężycielom ! Trzymajcie kciuki za Green. Trzymajcie kciuki też za Monię, aby ze szpitala w końcu wróciła.

Jak tak szłam slalomem pomiędzy robotnikami demolującymi wszystkie chodniki mojego tymczasowego świata, zobaczyłam jednego - dziwacznie zgiętego. Natychmiast przypomniałam sobie Bakakaj, lekturę tak piękną co absurdalną, i scenę z marynarzami, którzy ruchem robaczkowym wciągani są na maszty. Dalej już poleciały wspomnienia Mrożka, Miłosza i wymiany zdań w Dziennikach o "Umyśle zniewolonym", zawsze czytanym w wyginającym upale, aby naturalnie wspomóc grozę. Tak zatoczyłam koło miasta i koło czasu wolnego, wracając po nitce krawężnika do Pornografii Gombrowicza. Z zamyślenia wyrwały mnie opalizujące, seledynowe zwłoki jaszczurki.

Jechałam kiedyś pociągiem do Krakowa, dziewczęciem młodym będąc. Dziewczęciem będąc wyglądałam tym bardziej jak dziecko. Dosiadła się przemiła staruszka, a trajkotać poczęła, zwierzać się, narzekać na młodych, na ich zidiocenie, rozwiązłość, czczość. Ale ja - młoda pani, jestem kwiatem, chlubą, fiołkiem młodzieży polskiej - jadę i czytam, czytam książkę, nie durnowatą krzyżówkę czy gazetę, o literatura! A CO WŁAŚCIWIE PANIENKA CZYTA, rozległo się jak kapiąca słodycz karmelków, na co odpowiedziałam ze szczerą radością, demonstrując białą okładkę z czerwonym tytułem : PO_RNO_GRA_FIĘ!!!


gif z archiwum stronki: http://tusk.ownlog.com

niedziela, 15 maja 2011

zapomniałam tabletki na sklerozę czyli o spóźnieniu na zebranie o spóźnianiu się

Poranne życie bywa ekscytujące!
Paradoksalnie łatwiej wstać bez kawy i batonika. Kasza jaglana na słodko, prażona z sezamem, migdałami i miodem załatwiła sprawę nadwyżek ciśnieniowo-cukrowych- zaczynam ogarniać!
Pogoda jest opadowa, więc nastrój dopisuje wszystkim; dziecko odkryło przed wyjściem do szkoły urok błyskawicznie odrabianych lekcji, prawdopodobnie z pośpiechu pobiegło do szkoły w za małych gumowcach, Rychu wymachiwał gałęziami, że spóźni się na poranną reprymendę w sprawie spóźnień do pracy a pies gorączkowo szukał plastikowej pustej miseczki, którą wczoraj zabrał kotu...
... tylko jeden zachował filozoficzny spokój.


Szybko zakończę temat nadrabiania zaległości wykładowych i wrzucę Wam recenzję tego
Otu
fenomenu

Jednocześnie muszę wyrazić tu jeszcze jedną ekscytację --- jestem fanem wyrobów

tego Pana (trzeba pogrzebać w archiwum bloga)



i sójki właśnie się darły za oknem, ze znów coś boruje udarem ;D
fot:KIM

z punktu widzenia małego teriera




Ranek duszny i gorący, poprzetykany watą chmur. Ptaki drące się we wszystkich językach.
Spokój. Rowery. Rozdział oddany, nieco spaprany. Rozwiązałam zagadkę kłaków w każdej szklance z wodą - kot wskakuje na stół i sprawdza łapą co i czy warto pić. A dziś prawie upadłam widząc go do łopatek zanurzonego w szklanym czajniku!

Pozbywam się zbędnych balastów w dziedzinie nawyków żywieniowych. Dziwny czas czyszczenia wszystkich sfer bycia.

"Modlitwa za mego syna"



James Applewhite (ur.1935)

Niska rzeka płynie jak zadymione szkło.
Małe okonie pilnują swoich gniazd. Koło domu
Kardynały na jabłonce karmią
Dwie otwarte paszcze. Rodzice, dzieci,
Wszyscy wytężamy się, gonimy
Ku przyszłości, lustru, widzianemu niejasno.
Najmłodszy mój syn leci samolotem
Do New Yorku, gdzie nigdy nie był.
Wychowany w tutejszej sennej niewinności
Czytania Biblii i lemoniady,
Nie tak łatwo godzę się z tym pędem
Do sławy, do elektronicznie przyznawanych nagród
Dla zdolnych i morderców. Synu,
Wiedz, że psyche ma swoją własną
Sławę, może być płomienna jak pióra ptaka,
Rosnące własnym prawem, aż jarzą się
I każde drzewo wtedy jest cudownym miastem.
Daję ci znak stąd, znad indiańskiej rzeki Eno,

Której samotne imię ludziom przypominam.

czwartek, 12 maja 2011

Teraz rozumiem rozbawienie mojego dawnego wykładowcy - Jasia. Do Jasia leciał kto żyw po podpisy z monografów, bo Jaś jako jedyny nie robił problemu z wpisami. Manewr był prosty - w ciągu roku człowiek miał co innego do roboty, niż sympatyczne wykłady, prowadzone przez inteligentnego człowieka. Phi! Za to gdy trwoga, to do Jasia wystawały kolejki jak po papier toaletowy w czasie komuny. Zawijane! Jaś cierpliwie podpisywał wszystkie skwapliwie podsuwane indeksy, mrucząc z zadowoleniem "Nowe twarze! Nowe... makijaże!"
Poznaję teraz te niuanse od kuchni, od zaplecza niejako, będąc skromnym komiwojażerem edukacji na poziomie ponadlicealnym. Za dwa tygodnie zacznę mruczeć!

Nieludzko cieszy mnie moja praca i możliwość podglądania rozwoju. Uwielbiam ćwiczenia i konwersatoria, pracę indywidualną, szukanie rozwiązań, podsuwanie tropów naukowych, zarzucanie wędki i nęcenie - a nuż chwyci i wybuchnie nieukrywanym samozadowoleniem, że odkrył/a? A płynąc na grzbiecie tej fali zagłębi się w temat już dla własnej satysfakcji?

Z dumą przedstawiam tu i na studenckim blogu: obecny rok trzeci.
Niech nikomu do głowy nie przyjdzie mnie pozywać za bezprawne coś tam, bo siedzieć i tak nie pójdę, mój stan zdrowia to wyklucza ;DDD






Pan Łukasz chętnie pozłoci paniom butelkę z winem. Można się do niego zgłaszać z zamówieniami na ekskluzywne prezenty!







A wyraźnie mówiłam - nie pić dopalaczy! Kawa zabroniona, na dwie godziny przed pozłotnictwem! Nie obeszło się bez jęków, że się ręce trzęsą. A posty nie dotrzymane, w modlitwie nikt nie wytrwał, zmysły nie uspokojone - to jak się mają ręce nie telepać?











W tle wystawka zaliczeń z historii sztuki.







Są piękni.
Są jak młode koty z wiersza Zagajewskiego - ufają przyszłości, choć bardzo się jej boją. Boją się niesłusznie. Błogosławiona niech będzie ich niepewność jutra, bo w niej pozostają niewinni. Błogosławiona karta niezapisana, bez winy niedopatrzenia.
Nie przeczuwają nawet, jak dobrze sobie poradzą, jak są mocni!

wtorek, 10 maja 2011



Obudziłam się po piętnastominutowej drzemce bez czucia materii. Przez jeden moment wszystko wirowało w tańcu protonów, a stając się znów pozornie materią,
ubraną swoje zwykłe peleryny.

Pogoda jest dziś niewysłowienie obrzydliwa, zdradziła mnie! Jest za ciepło na chustę! I tak ją założę. Wyjdę po sok do kontenera spożywczego.
Cierpliwości i odwagi!

Śpiew ptaków tak głośny, że aż nierzeczywisty.

--------------------------------
fot:Tim Walker

niedziela, 8 maja 2011

najgorętsze kociaki tygodnia




Przyłapany z łapą na myszce.

mrówki




Znacznie wzrosła oglądalność bloga, dosyć - powiedziałabym - niezasłużenie. Zaczęłam drążyć jak w budyniu - i jest! Tytuł jednego z postów zawiera w sobie wyrażenie "skróty klawiaturowe". I tu wpadli w pułapkę wszyscy ci nieszczęśnicy, którzy zawierzyli goglom i szukali! Szukali, szukali, jakże dziwnie pomieszali wszelkie statystyki, wywlekli do góry dnem secesję (pewnie szukano do matury?), Magdalenę Abakanowicz, kilka innych spraw.

Dziś niemal zaczęło być ciepło. Półgębkiem trochę, raczej nieznacznie.
Piekę chleb i pasztet z grochu, ciocia przyrządziła wyśmienity ryż z warzywami. Placek został wciągnięty do gąb tak błyskawicznie, że nikt nawet nie pamięta gabarytów blachy, tylko kręci się wokół kuchni, wąchając wspomnienia.

Uczę się i meczę się! Trochę tego za dużo. Trochę nikogo to nie interesuje, trochę muszę przestać na to zważać - wszak robota musi być zrobiona dobrze, nie wobec ludzi jest to umowa, lecz wobec Boga. Tak się umówiliśmy.

Dostałam piękną chustę. Chusta jest utkana z brązu szeleszczącego śniegiem, trochę drewnianego, odrobinę papierowego, o zmiennej grubości, o niezwykłych nieregularnościach! Jest jak sieć rybacka po długim połowie, dokładnie taka, jak lubię! Dziękuję ;*

Tylko mrowienie nie zapowiada niczego dobrego. Mrowienie wróży niedowład możności.

Pasztet zadzwonił, że jest gotów.
Szykujcie rozmaryn!




Moje studentki przy pracy.

piątek, 6 maja 2011

budowa materii


Wieczór z Pankracym. Piątek wieczorny, napchany myślami, zmartwieniami całego tygodnia, piątek po nowiu! Z rytmu wybita, w dwóch dłoniach skryta, maścią nacieram bąble uczuleniowe po granitach. Kamień nie zawsze jest kamieniem! Bywa też lastrykiem, konglomeratem, zlepkiem wypełniaczy. Miewa wyziewy i pyły. Kamień nie był do końca kamieniem!
Monia nie dzwoni ranki, wieczory - telefonów nie odbiera. Ja antypatyczna jednostka jestem, fakt, ale żeby znaku życia nie dać? Po takiej wiadomości?

Czas przyspiesza. Coś wyrosło w polach, małe, pięciocentymetrowe roślinki w równych rzędach - ani się obejrzymy, już rumianki i chabry je przytulą i wskażą porę cięcia. Czarno-biały krzykacz zataczał nade mną wielkie okręgi, próbując odciągnąć od gniazda, którego nie miałam ochoty oglądać. Pies oglądał się nerwowo prosząc wzrokiem cielęcym o powrót.

Wieczorem grałam kartami bakuganów w wojnę. Nie pytajcie. Budowaliśmy też cmentarz dla wojowników-kościotrupów, nieapgrejdowanych.
Pani od muzyki miała zatrucie pokarmowe. Coś zjadła. Ale konkurs plastyczny się odbędzie, w poniedziałek! Pośpiech w malowaniu zamków średniowiecznych jest zatem wskazany.

Odczuwam znaczną nieufność wobec własnego, osobistego szkieletu. Może powinnam się jednak zaopatrzyć w dodatkowego wojownika?

Monia, walcz z zarazą!

wpis sponsorowany



to znaczy tfu! dedykowany ;D

;)

środa, 4 maja 2011

skróty klawiaturowe

Wiele jest rzeczy, które trzeba zrobić teoretycznie natychmiast - są mozolne, wymagają wysiłku mózgowego, wyłączenia z codziennego rozgardiaszu. Myśli jeszcze trochę galopują, siadamy do książki/podręcznika/komputera/innej pracy i słyszymy jeszcze patataj.
Gdzieś w podwzgórzu zapala się światełko, aby rozjarzyć się niczym dioda (choć prawie jak Doda!) i natrętnie popiskiwać. Dołącza płat czołowy namiętnym szeptem, wtóruje mu hipokamp. Wygrali. Wstaję i idę zrobić tą cholerną kawę.
Po 3/4 kawy włącza się czujnik cukru. Kofeina bez sacharozy? Zgroza! Toż to zasłabnąć można, zemdleć nawet! Sejwujemy zmiany i idziemy gmerać w słodyczarni.
Jest pusta.
Na szczęście są słodkie minutki w woreczkach.

Siad prosty podparty, kubek lśni czystością a monitor ma dziwnie mało znaków. Może jakieś kontrol fał, może mamy to już gdzieś, na innym dysku, trochę się przerobi, doklei aniołka?
Nie ma nigdzie. Świszczy tylko z mózgu, w którym nagle zrobiło się całkiem cicho.

Zasnął drań po kisielu.


I tak ciągle coś.

basiowourodzinowe



Kulki z kaszy jaglanej, opierzane wiórkami, nadziane rodzynkami ;)
Czyż nie przepiękne?
Do tego ciasto kremowo-winogronowe. Co za poranek!
Uściski i serdeczności oraz podziękowania!
Alchemia smaków.

wtorek, 3 maja 2011

Jako Jedno będziecie







Przepiękna, święta rekurencja głów i serc.



Najciekawsze na ślubach są twarze gości!





Wujek Rysiek przestrzega Tomka przed zadławieniem się różańcem.





Wykryłam błogosławieństwo, pierwsza biała postać po lewej.



Panowie mają jeszcze na Ślężę mały kawałek.


Zupa imbirowa podskakuje na kuchence, dziesiątki ptaków przekrzykują ciszę a napływające zimne masy powietrza, mimo słonecznej pogody powodują senność psów i rozdrażnienie ludzi.

Ślub Kuzynki był uroczy, dyskretny, owiany białym woalem kwitnących drzew.
Na śląsku kwitną już bzy i konwalie!
Mnie oczywiście najbardziej interesuje wszytko to, co wokół.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Primavera






Absolutnie bezprawne naruszenie wizerunku - może do paki nie pójdę, wszak to sztuka!
Wiosna życia.
Trzeci rok studiów.
Żeliwny taboret prób, złorzeczeń i cierpliwości, miedź włosów wycelowana w niebo.

dotyk turkusu



Wszystko zamieniłabym w kolor wody na Thassos, gdybym mogła...
Pięknego wypoczynku majowego!

Ceramika -dosłownie- ręcznie formowana, szkliwiona. Może i twarz odcisnę, utrwalając się jak Agamemnon, ku wiecznej zgryzocie rodziny ;D

środa, 27 kwietnia 2011

powalony dom




Synowską pasją równoległą do wszelkich zbieractw i eksploracji świata ożywionego i nieożywionego jest budowanie konstrukcji z kamienia.
Już od maleńkości przyglądał się wątkom murów i pytał o bruk, zaprawę i obróbkę granitu. Tradycyjnie przez jakiś czas chciał być "kamieniarzem".
Kolekcjoner kamieni połączył się przedziwnie z projektantem gier strategicznych, owocując pełnowymiarowymi budowlami z resztek marmurów, z których powstają... kryjówki i zamki istot fantastycznych.
Tak więc przedstawiam:

POWALONY DOM (tzw trwała ruina), kryjówka zombiaków.

- Mamo, a gdybyś ty była zombi to chciałabyś tu mieszkać?

I tu nastąpiła ceremonialna dekonstrukcja dachu, odsłaniając jednoizbową komnatę o wymyślnej podłodze.



Wzruszenie odbiera mi mowę!
Poczułam się dumną matką zombi.


Dziękuję za wczorajsze trzymanie się za kciuki i inne kości, wypał udał się wyśmienicie, rezultaty wrzucę do Starego Sadu za moment.
Pakuję manatki i ceramikę w papiery i zabieram się za resztę swojego życia, które zapowiada się przez najbliższy łikend bardzo intensywnie. Panteonie zombiaków, daj mi siły!

wtorek, 26 kwietnia 2011

między nami pustelnikami



Niepokoję się co raz bardziej. Niepokoję się tym, że się nie niepokoję!
Godzinami dłubię w wymyślonych farmazonach, aby bez żalu je porzucić, kiedy efekt nie spełnia oczekiwań. Zapamiętanie tego, że miałam wysłać życzenia albo zadzwonić danego dnia rano jest już gimnastyką najwyższych lotów. Pies nauczył się przynoszenia dowolnych butów, bo ze wszystkich się cieszę. Nie jem 80 procent produktów żywnościowych. Potrafię długo przyglądać się kamieniom albo owadom. Mówię do drzew i to nie tylko do tych, na których siedzą koty.
I co?
Czasem tylko ktoś mi mówi, że zamieniłam go w Trytona... ale już mu lepiej. I chciałby pożyczyć ode mnie kozę ;D
Może i TY JESTEŚ PUSTELNIKIEM ?

Jedno jest pewne. Nigdy nie wrócę do biura prasowego!


ps. trzymajcie kciuki za dzisiejszy wypał w piecu! [bART - ukłony!]


poniedziałek, 25 kwietnia 2011

rzeczywistość się [nie] myli


Sklep przysłał dwa identyczne kostiumy kąpielowe, a ja jestem zdecydowanie pojedyncza!
Zgubiłam klucze, które odnalazły się częściowo, w niepełnym zestawie, po zmianie zamka.
Straciłam hasło do serwisu i teraz nie wiem, jaki będę miała w czerwcu egzamin.
Zostałam nazwana złomiarą, nie powiem dlaczego!
Mam nowego chrząszcza.
W leśnej chatce Irenki śpiew ptaków ogłosił Wielkanoc a nocna burza umyła świat z grzechów. Wiejskie dziewczyny stukały obcasami o mokry asfalt i nerwowo szukały wolnych ławek.
A teraz, za oknem, białe chmury kwitnących czereśni.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

21:21 czyli początek rozmyślań Wielkanocnych



Nie będę Wam składać życzeń, nie pora na to i nie miejsce. Polecam za to wyprawę wgłąb swoich świąt, zgodnych z Waszym własnym wyznaniem. Ja zakopałam się już w Mertonie i Kozackim - oczywiście on-line, bo nie mam innej możliwości.

Oglądałam niedawno na jakimś Ale Kino! i bardzo polecam a propos mistycznych wędrówek - "Bab'Aziz" o wędrówce niewidomego dziadka i wnuczki, którzy przemierzają pustynię, aby w końcu dotrzeć na spotkanie derwiszów - niezwykłe spotkanie, ponieważ odbywa się ono raz na 30 lat. Miejsce jest sekretem, nikt go nie zna. Nikt nie ma mapy - i tu zagadka ducha - pielgrzymi muszą kierować się sercem, pustynia sama wskaże im drogę..
Pisała o tym filmie również Ula na swoim pięknym blogu podróżniczym
http://przekornie.blogspot.com/

Życzę Wam pięknej ciszy na ten tydzień. I niezwykłej wędrówki przez pustynię ducha.
Ja pod koniec tej drogi zamierzam dotknąć pustki niezwykłego Grobu...

niedziela, 17 kwietnia 2011


Piszę z dachu, przez który zamierzam dostać się do domu.
Łasice przeczytały wczorajszy wpis i zamontowały samozacinające się drzwi. Główne drzwi do domu. No i zawołałam Rycha żeby sprawdził, dlaczego się zamknęły....

do usłyszenia wkrótce....

rys:Lucinda Rogers
źródło:http://www.independent.co.uk/opinion/columnists/the-weasel-high-spirits-882380.html

sobota, 16 kwietnia 2011

Przełom

Narobiłam niezłego zamieszania ostatnim wpisem na blogu, znajomi przestali do mnie pisać, wysyłają jedynie linki do jutuba o Szwedzkim Kucharzu z Muppet Show!
Dwie osoby zwymyślały mnie od nadętych ropuch a jedna oskarżyła o slang, oczywiście w prywatnej korespondencji - na oficjalnej częstotliwości bloggera nic Wam z mojej strony nie grozi!
Jednak przy zejściu o jeden kanał niżej, niczego nie mogę zagwarantować. Tu często natknięcie się na alfę z suszarą, zwaną pulsarem ;D

Sobota!
Prace ziemno-błotne na finiszu. Rysiu na chwilę odzyskał wigor, aby wytargać z pudełka materac masujący i odpłynął na karmazynowe morza absurdu. Tomciowi, Sławie i Bosmanowi należą się podziękowania i uśmiech kierownika, odbity w betonie - bez Was ten remoncik byłby pasmem cierpień o szerokim spektrum!

Sobota.
Dzień betoniarki i pana betoniarkowego ze sztucznym okiem.
Dzień wrażeń medycznych!
Niespodziewana cherlawość potomka popchnęła nas w kierunku nowej, świeżutkiej i jeszcze ciepłej jednostki szpitalnej.W ciągu jednej, niezwykłej wizyty dowiedziałam się tyle, co przez 8 lat zagadkowych spotkań w ramach państwowej służby zdrowia.
Dodając elementy gnozy i jasnowidzeń muszę przyznać, że do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem!

Owocem soboty jest też niezwykły spacer - z dwóch powodów. Pierwszy - ukończyłam go na własnych kulawych nogach (czyli są ogromne postępy po rehabilitacji) a drugi - mój małżonek przedstawił mi ekologiczno-demoniczny plan pozbycia się łasic ze strychu.
Łasice/kuny/gronostaje przebiegając stadami przez dach, robią nam mały nocny armagedon, połączony z piskami, zarzynaniem małych zwierząt (ptaków i gryzoni), wywlekaniem waty uszczelniającej i zabaw bezpośrednio nad sufitem, polegających na tarzaniu się i skokach, jak również drapaniu i szuraniu.
Rychu wypatrzył otwór wlotowy i przedstawił opisowo, co następuje:

"Łasica zobaczy malutkie drzwiczki i powie do drugiej - idę zobaczyć co to jest! Wyjdzie, a zapadka wypuści ją na zewnątrz, blokując się kołeczkiem dla drogi powrotnej. Będzie próbowała wrócić, zacznie wołać kolegów - chłopaki, wyszedłem zatrzasło się, chodźcie zobaczyć! No i pozostałe wyjdą, i faktycznie, nie będą mogły wrócić. A jeden łasic zapyta [tu mąż dramatycznie zawiesza głos] wszystkie nasze rzeczy zostały w domu!!!"

Zostawiam Waszej wyobraźni ten obrazek, dzień dobry, smacznej kawy! Oto niedziela.



Przed Państwem wyTRAWny autoportret cherlającego!
fot:ar

piątek, 15 kwietnia 2011

bryndzletka - o bólach pisowni potocznej

Wspomnienia z podstawówki koncentrują się ostatnio na dziwnie wybiórczych tematach; jakimś nieistotnym fragmencie tułaczki po parterze edukacji, sklepiku szkolnym, błyszczącym linoleum z przyklejoną doń na amen złotówką.
Moim patronem był Kopernik i mocno wierzę, że zgodnie z gazetkami szkolnymi i zawartą w nich wiedzą - Kopernik nie była kobietą.
Poza dramatycznym brakiem odosobnienia, które jest niezbędne dla rozwoju młodego potwora, brakowało mi również długich włosów, soczewek kontaktowych [chyba jeszcze nie istniały?] i dystansu do książek o kosmosie.

Poza wspaniałą fizyką i chemią najwyraźniej pamiętam tablice z pisownią ortograficzną niektórych wyjątków z języka polskiego. Dyktanda zawsze były wyzwaniem, dialogiem z przyszłością, w którą byłam zapatrzona. Słownik ortograficzny był wymięty i popisany jak notes, niezbędny, bo na przerwach pisałam listy do kuzynek i kolegów. W liceum ugniatałam na dnie plecaka kupione w sandomierskim antykwariacie Myśli Pascala, wydzielając je sobie jak delicje, po kawałku.
Nie było mowy, aby w ręcznie pisanej notce, pamiętniku czy liście zrobić błąd - natychmiast był wychwytywany i wyśmiewany przez odbiorcę. Przy mocnym capuccino [monopolistą było Mokate!] i kadzidłach "ze sklepu indyjskiego", prowadziliśmy z kolegami długie nocne rodaków rozmowy, a wnioski notowaliśmy z wielką powagą w zeszycie.
W kioskach pojawiły się po raz pierwszy długopisy o kolorze innym, niż czarny, granatowy i czerwony. Pisały na FIOLETOWO! Nasze mózgi wyczulone na transcendencję natychmiast wychwyciły rewolucję, jaka miała się dokonać.

Moje starcze wspomnienia opisuję w związku z niepokojącym zjawiskiem, jakie odnotowałam miesiąc temu na żywej tkance.
Przestawiam i gubię litery. Mało tego. Popełniam błędy... ortograficzne! Przestaję zauważać brak znaków diakrytycznych! Czyżby alt w mózgu się zakurzył? Czy bilobil nie działa już tak, jak powinien?

Przeglądam maile. Większość słów poleciała bez "ł" i "ę".
Sprawdzam dalej - powtórzenia w zdaniu, wielokrotne! Brak wielkich liter na początku zdania. Idiotyczna interpunkcja.

Komunikatory i inne ułatwiacze życia chętnie podkreślają błędy. Nie rozpoznają słowotwórstw i neologizmów, twórczych mutacji. Język drukowany zawiera więcej błędów - a słowa publikowane w internecie stają się głosem syren, przywołujących Odyseusza do brzegu pełnego skał.
Wielki portal rękodzielniczy, na pierwszej stronie jak byk - byk w nazwie towaru. BRANZOLETKA z kamieniami.
Forum o biżuterii, pańcia prawniczka, mnóstwo kursów i szkoleń (no offence!)"- Ja kofam branzoletki bardzo!" [pisownia oryginalna]

A teraz sprawdzam kolokwia, które aż kapią od błędów. Brak zwrotów grzecznościowych, masowe plagiaty z sieci, całkowite niezrozumienie czytanego tekstu, kolokwializmy, paranoiczne zamienniki. Coś miało stwarzać iluzję głębi - student nazwał to "efektem 3D" i dorysował emotkę z uśmiechem.

Kiedyś zdarzało się, że musiałam jakiś tekst potraktować OCR-rem. Ta archaiczna możliwość wklejania bez czytania osiągnęła szczyt rozwoju - ctrl+C - ctrl+V i mamy nową szopkę. Tylko, że ja misternie poprawiałam błędy w nieudolnej transmisji danych, aby nie urazić odbiorcy swoją niechlujnością. Obecnie nikt już się nie przejmuje moimi odczuciami, podając jako swój referat tekst podpisany jak byk wikipedią.


ps. ten tekst edytowałam dwadzieścia razy...

Doro wyskakuje z lodówki





Tak.
Doszłam to tego niebezpiecznego brzegu przepaści blogowej, kiedy każdy znajomy nerwowo skubie dłonie i rozgląda się, gdzie leży mój aparat fotograficzny. Następnego dnia, przy kawie zagląda na mejkti'ja, czy nie został obsmarowany i czy jego podobizna nie pojawiła się w galerii.
To straszne!
Stałam się .... PUDELKIEM ;DDD Serwis ploteczkowy u Doro, w każdy piątek?
Nie bójcie się.

Znów cudze sny, od dwóch dni, przekraczające ramy absurdu po wielokroć.


(Dzięki, Siostra!)