piątek, 6 maja 2011

budowa materii


Wieczór z Pankracym. Piątek wieczorny, napchany myślami, zmartwieniami całego tygodnia, piątek po nowiu! Z rytmu wybita, w dwóch dłoniach skryta, maścią nacieram bąble uczuleniowe po granitach. Kamień nie zawsze jest kamieniem! Bywa też lastrykiem, konglomeratem, zlepkiem wypełniaczy. Miewa wyziewy i pyły. Kamień nie był do końca kamieniem!
Monia nie dzwoni ranki, wieczory - telefonów nie odbiera. Ja antypatyczna jednostka jestem, fakt, ale żeby znaku życia nie dać? Po takiej wiadomości?

Czas przyspiesza. Coś wyrosło w polach, małe, pięciocentymetrowe roślinki w równych rzędach - ani się obejrzymy, już rumianki i chabry je przytulą i wskażą porę cięcia. Czarno-biały krzykacz zataczał nade mną wielkie okręgi, próbując odciągnąć od gniazda, którego nie miałam ochoty oglądać. Pies oglądał się nerwowo prosząc wzrokiem cielęcym o powrót.

Wieczorem grałam kartami bakuganów w wojnę. Nie pytajcie. Budowaliśmy też cmentarz dla wojowników-kościotrupów, nieapgrejdowanych.
Pani od muzyki miała zatrucie pokarmowe. Coś zjadła. Ale konkurs plastyczny się odbędzie, w poniedziałek! Pośpiech w malowaniu zamków średniowiecznych jest zatem wskazany.

Odczuwam znaczną nieufność wobec własnego, osobistego szkieletu. Może powinnam się jednak zaopatrzyć w dodatkowego wojownika?

Monia, walcz z zarazą!

wpis sponsorowany



to znaczy tfu! dedykowany ;D

;)

środa, 4 maja 2011

skróty klawiaturowe

Wiele jest rzeczy, które trzeba zrobić teoretycznie natychmiast - są mozolne, wymagają wysiłku mózgowego, wyłączenia z codziennego rozgardiaszu. Myśli jeszcze trochę galopują, siadamy do książki/podręcznika/komputera/innej pracy i słyszymy jeszcze patataj.
Gdzieś w podwzgórzu zapala się światełko, aby rozjarzyć się niczym dioda (choć prawie jak Doda!) i natrętnie popiskiwać. Dołącza płat czołowy namiętnym szeptem, wtóruje mu hipokamp. Wygrali. Wstaję i idę zrobić tą cholerną kawę.
Po 3/4 kawy włącza się czujnik cukru. Kofeina bez sacharozy? Zgroza! Toż to zasłabnąć można, zemdleć nawet! Sejwujemy zmiany i idziemy gmerać w słodyczarni.
Jest pusta.
Na szczęście są słodkie minutki w woreczkach.

Siad prosty podparty, kubek lśni czystością a monitor ma dziwnie mało znaków. Może jakieś kontrol fał, może mamy to już gdzieś, na innym dysku, trochę się przerobi, doklei aniołka?
Nie ma nigdzie. Świszczy tylko z mózgu, w którym nagle zrobiło się całkiem cicho.

Zasnął drań po kisielu.


I tak ciągle coś.

basiowourodzinowe



Kulki z kaszy jaglanej, opierzane wiórkami, nadziane rodzynkami ;)
Czyż nie przepiękne?
Do tego ciasto kremowo-winogronowe. Co za poranek!
Uściski i serdeczności oraz podziękowania!
Alchemia smaków.

wtorek, 3 maja 2011

Jako Jedno będziecie







Przepiękna, święta rekurencja głów i serc.



Najciekawsze na ślubach są twarze gości!





Wujek Rysiek przestrzega Tomka przed zadławieniem się różańcem.





Wykryłam błogosławieństwo, pierwsza biała postać po lewej.



Panowie mają jeszcze na Ślężę mały kawałek.


Zupa imbirowa podskakuje na kuchence, dziesiątki ptaków przekrzykują ciszę a napływające zimne masy powietrza, mimo słonecznej pogody powodują senność psów i rozdrażnienie ludzi.

Ślub Kuzynki był uroczy, dyskretny, owiany białym woalem kwitnących drzew.
Na śląsku kwitną już bzy i konwalie!
Mnie oczywiście najbardziej interesuje wszytko to, co wokół.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Primavera






Absolutnie bezprawne naruszenie wizerunku - może do paki nie pójdę, wszak to sztuka!
Wiosna życia.
Trzeci rok studiów.
Żeliwny taboret prób, złorzeczeń i cierpliwości, miedź włosów wycelowana w niebo.

dotyk turkusu



Wszystko zamieniłabym w kolor wody na Thassos, gdybym mogła...
Pięknego wypoczynku majowego!

Ceramika -dosłownie- ręcznie formowana, szkliwiona. Może i twarz odcisnę, utrwalając się jak Agamemnon, ku wiecznej zgryzocie rodziny ;D

środa, 27 kwietnia 2011

powalony dom




Synowską pasją równoległą do wszelkich zbieractw i eksploracji świata ożywionego i nieożywionego jest budowanie konstrukcji z kamienia.
Już od maleńkości przyglądał się wątkom murów i pytał o bruk, zaprawę i obróbkę granitu. Tradycyjnie przez jakiś czas chciał być "kamieniarzem".
Kolekcjoner kamieni połączył się przedziwnie z projektantem gier strategicznych, owocując pełnowymiarowymi budowlami z resztek marmurów, z których powstają... kryjówki i zamki istot fantastycznych.
Tak więc przedstawiam:

POWALONY DOM (tzw trwała ruina), kryjówka zombiaków.

- Mamo, a gdybyś ty była zombi to chciałabyś tu mieszkać?

I tu nastąpiła ceremonialna dekonstrukcja dachu, odsłaniając jednoizbową komnatę o wymyślnej podłodze.



Wzruszenie odbiera mi mowę!
Poczułam się dumną matką zombi.


Dziękuję za wczorajsze trzymanie się za kciuki i inne kości, wypał udał się wyśmienicie, rezultaty wrzucę do Starego Sadu za moment.
Pakuję manatki i ceramikę w papiery i zabieram się za resztę swojego życia, które zapowiada się przez najbliższy łikend bardzo intensywnie. Panteonie zombiaków, daj mi siły!

wtorek, 26 kwietnia 2011

między nami pustelnikami



Niepokoję się co raz bardziej. Niepokoję się tym, że się nie niepokoję!
Godzinami dłubię w wymyślonych farmazonach, aby bez żalu je porzucić, kiedy efekt nie spełnia oczekiwań. Zapamiętanie tego, że miałam wysłać życzenia albo zadzwonić danego dnia rano jest już gimnastyką najwyższych lotów. Pies nauczył się przynoszenia dowolnych butów, bo ze wszystkich się cieszę. Nie jem 80 procent produktów żywnościowych. Potrafię długo przyglądać się kamieniom albo owadom. Mówię do drzew i to nie tylko do tych, na których siedzą koty.
I co?
Czasem tylko ktoś mi mówi, że zamieniłam go w Trytona... ale już mu lepiej. I chciałby pożyczyć ode mnie kozę ;D
Może i TY JESTEŚ PUSTELNIKIEM ?

Jedno jest pewne. Nigdy nie wrócę do biura prasowego!


ps. trzymajcie kciuki za dzisiejszy wypał w piecu! [bART - ukłony!]


poniedziałek, 25 kwietnia 2011

rzeczywistość się [nie] myli


Sklep przysłał dwa identyczne kostiumy kąpielowe, a ja jestem zdecydowanie pojedyncza!
Zgubiłam klucze, które odnalazły się częściowo, w niepełnym zestawie, po zmianie zamka.
Straciłam hasło do serwisu i teraz nie wiem, jaki będę miała w czerwcu egzamin.
Zostałam nazwana złomiarą, nie powiem dlaczego!
Mam nowego chrząszcza.
W leśnej chatce Irenki śpiew ptaków ogłosił Wielkanoc a nocna burza umyła świat z grzechów. Wiejskie dziewczyny stukały obcasami o mokry asfalt i nerwowo szukały wolnych ławek.
A teraz, za oknem, białe chmury kwitnących czereśni.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

21:21 czyli początek rozmyślań Wielkanocnych



Nie będę Wam składać życzeń, nie pora na to i nie miejsce. Polecam za to wyprawę wgłąb swoich świąt, zgodnych z Waszym własnym wyznaniem. Ja zakopałam się już w Mertonie i Kozackim - oczywiście on-line, bo nie mam innej możliwości.

Oglądałam niedawno na jakimś Ale Kino! i bardzo polecam a propos mistycznych wędrówek - "Bab'Aziz" o wędrówce niewidomego dziadka i wnuczki, którzy przemierzają pustynię, aby w końcu dotrzeć na spotkanie derwiszów - niezwykłe spotkanie, ponieważ odbywa się ono raz na 30 lat. Miejsce jest sekretem, nikt go nie zna. Nikt nie ma mapy - i tu zagadka ducha - pielgrzymi muszą kierować się sercem, pustynia sama wskaże im drogę..
Pisała o tym filmie również Ula na swoim pięknym blogu podróżniczym
http://przekornie.blogspot.com/

Życzę Wam pięknej ciszy na ten tydzień. I niezwykłej wędrówki przez pustynię ducha.
Ja pod koniec tej drogi zamierzam dotknąć pustki niezwykłego Grobu...

niedziela, 17 kwietnia 2011


Piszę z dachu, przez który zamierzam dostać się do domu.
Łasice przeczytały wczorajszy wpis i zamontowały samozacinające się drzwi. Główne drzwi do domu. No i zawołałam Rycha żeby sprawdził, dlaczego się zamknęły....

do usłyszenia wkrótce....

rys:Lucinda Rogers
źródło:http://www.independent.co.uk/opinion/columnists/the-weasel-high-spirits-882380.html

sobota, 16 kwietnia 2011

Przełom

Narobiłam niezłego zamieszania ostatnim wpisem na blogu, znajomi przestali do mnie pisać, wysyłają jedynie linki do jutuba o Szwedzkim Kucharzu z Muppet Show!
Dwie osoby zwymyślały mnie od nadętych ropuch a jedna oskarżyła o slang, oczywiście w prywatnej korespondencji - na oficjalnej częstotliwości bloggera nic Wam z mojej strony nie grozi!
Jednak przy zejściu o jeden kanał niżej, niczego nie mogę zagwarantować. Tu często natknięcie się na alfę z suszarą, zwaną pulsarem ;D

Sobota!
Prace ziemno-błotne na finiszu. Rysiu na chwilę odzyskał wigor, aby wytargać z pudełka materac masujący i odpłynął na karmazynowe morza absurdu. Tomciowi, Sławie i Bosmanowi należą się podziękowania i uśmiech kierownika, odbity w betonie - bez Was ten remoncik byłby pasmem cierpień o szerokim spektrum!

Sobota.
Dzień betoniarki i pana betoniarkowego ze sztucznym okiem.
Dzień wrażeń medycznych!
Niespodziewana cherlawość potomka popchnęła nas w kierunku nowej, świeżutkiej i jeszcze ciepłej jednostki szpitalnej.W ciągu jednej, niezwykłej wizyty dowiedziałam się tyle, co przez 8 lat zagadkowych spotkań w ramach państwowej służby zdrowia.
Dodając elementy gnozy i jasnowidzeń muszę przyznać, że do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem!

Owocem soboty jest też niezwykły spacer - z dwóch powodów. Pierwszy - ukończyłam go na własnych kulawych nogach (czyli są ogromne postępy po rehabilitacji) a drugi - mój małżonek przedstawił mi ekologiczno-demoniczny plan pozbycia się łasic ze strychu.
Łasice/kuny/gronostaje przebiegając stadami przez dach, robią nam mały nocny armagedon, połączony z piskami, zarzynaniem małych zwierząt (ptaków i gryzoni), wywlekaniem waty uszczelniającej i zabaw bezpośrednio nad sufitem, polegających na tarzaniu się i skokach, jak również drapaniu i szuraniu.
Rychu wypatrzył otwór wlotowy i przedstawił opisowo, co następuje:

"Łasica zobaczy malutkie drzwiczki i powie do drugiej - idę zobaczyć co to jest! Wyjdzie, a zapadka wypuści ją na zewnątrz, blokując się kołeczkiem dla drogi powrotnej. Będzie próbowała wrócić, zacznie wołać kolegów - chłopaki, wyszedłem zatrzasło się, chodźcie zobaczyć! No i pozostałe wyjdą, i faktycznie, nie będą mogły wrócić. A jeden łasic zapyta [tu mąż dramatycznie zawiesza głos] wszystkie nasze rzeczy zostały w domu!!!"

Zostawiam Waszej wyobraźni ten obrazek, dzień dobry, smacznej kawy! Oto niedziela.



Przed Państwem wyTRAWny autoportret cherlającego!
fot:ar

piątek, 15 kwietnia 2011

bryndzletka - o bólach pisowni potocznej

Wspomnienia z podstawówki koncentrują się ostatnio na dziwnie wybiórczych tematach; jakimś nieistotnym fragmencie tułaczki po parterze edukacji, sklepiku szkolnym, błyszczącym linoleum z przyklejoną doń na amen złotówką.
Moim patronem był Kopernik i mocno wierzę, że zgodnie z gazetkami szkolnymi i zawartą w nich wiedzą - Kopernik nie była kobietą.
Poza dramatycznym brakiem odosobnienia, które jest niezbędne dla rozwoju młodego potwora, brakowało mi również długich włosów, soczewek kontaktowych [chyba jeszcze nie istniały?] i dystansu do książek o kosmosie.

Poza wspaniałą fizyką i chemią najwyraźniej pamiętam tablice z pisownią ortograficzną niektórych wyjątków z języka polskiego. Dyktanda zawsze były wyzwaniem, dialogiem z przyszłością, w którą byłam zapatrzona. Słownik ortograficzny był wymięty i popisany jak notes, niezbędny, bo na przerwach pisałam listy do kuzynek i kolegów. W liceum ugniatałam na dnie plecaka kupione w sandomierskim antykwariacie Myśli Pascala, wydzielając je sobie jak delicje, po kawałku.
Nie było mowy, aby w ręcznie pisanej notce, pamiętniku czy liście zrobić błąd - natychmiast był wychwytywany i wyśmiewany przez odbiorcę. Przy mocnym capuccino [monopolistą było Mokate!] i kadzidłach "ze sklepu indyjskiego", prowadziliśmy z kolegami długie nocne rodaków rozmowy, a wnioski notowaliśmy z wielką powagą w zeszycie.
W kioskach pojawiły się po raz pierwszy długopisy o kolorze innym, niż czarny, granatowy i czerwony. Pisały na FIOLETOWO! Nasze mózgi wyczulone na transcendencję natychmiast wychwyciły rewolucję, jaka miała się dokonać.

Moje starcze wspomnienia opisuję w związku z niepokojącym zjawiskiem, jakie odnotowałam miesiąc temu na żywej tkance.
Przestawiam i gubię litery. Mało tego. Popełniam błędy... ortograficzne! Przestaję zauważać brak znaków diakrytycznych! Czyżby alt w mózgu się zakurzył? Czy bilobil nie działa już tak, jak powinien?

Przeglądam maile. Większość słów poleciała bez "ł" i "ę".
Sprawdzam dalej - powtórzenia w zdaniu, wielokrotne! Brak wielkich liter na początku zdania. Idiotyczna interpunkcja.

Komunikatory i inne ułatwiacze życia chętnie podkreślają błędy. Nie rozpoznają słowotwórstw i neologizmów, twórczych mutacji. Język drukowany zawiera więcej błędów - a słowa publikowane w internecie stają się głosem syren, przywołujących Odyseusza do brzegu pełnego skał.
Wielki portal rękodzielniczy, na pierwszej stronie jak byk - byk w nazwie towaru. BRANZOLETKA z kamieniami.
Forum o biżuterii, pańcia prawniczka, mnóstwo kursów i szkoleń (no offence!)"- Ja kofam branzoletki bardzo!" [pisownia oryginalna]

A teraz sprawdzam kolokwia, które aż kapią od błędów. Brak zwrotów grzecznościowych, masowe plagiaty z sieci, całkowite niezrozumienie czytanego tekstu, kolokwializmy, paranoiczne zamienniki. Coś miało stwarzać iluzję głębi - student nazwał to "efektem 3D" i dorysował emotkę z uśmiechem.

Kiedyś zdarzało się, że musiałam jakiś tekst potraktować OCR-rem. Ta archaiczna możliwość wklejania bez czytania osiągnęła szczyt rozwoju - ctrl+C - ctrl+V i mamy nową szopkę. Tylko, że ja misternie poprawiałam błędy w nieudolnej transmisji danych, aby nie urazić odbiorcy swoją niechlujnością. Obecnie nikt już się nie przejmuje moimi odczuciami, podając jako swój referat tekst podpisany jak byk wikipedią.


ps. ten tekst edytowałam dwadzieścia razy...

Doro wyskakuje z lodówki





Tak.
Doszłam to tego niebezpiecznego brzegu przepaści blogowej, kiedy każdy znajomy nerwowo skubie dłonie i rozgląda się, gdzie leży mój aparat fotograficzny. Następnego dnia, przy kawie zagląda na mejkti'ja, czy nie został obsmarowany i czy jego podobizna nie pojawiła się w galerii.
To straszne!
Stałam się .... PUDELKIEM ;DDD Serwis ploteczkowy u Doro, w każdy piątek?
Nie bójcie się.

Znów cudze sny, od dwóch dni, przekraczające ramy absurdu po wielokroć.


(Dzięki, Siostra!)

czwartek, 14 kwietnia 2011

środa, 13 kwietnia 2011

szkice do planszówki taktycznej hirołs of majt end medżik






Polecam Państwa uwadze druzgotki. Człowiek wychodzi z walki z nimi kompletnie... pogruchotany.
Wśród istot niewątpliwie złowrogich znajdują się także rolnicy.

Abi proponuje [w komentarzu]:
"
Charakterystyka postaci ROLNIK:
- siła 10
- przebiegłość 10
- uzbrojenie główne: socha, upgrade: lemiesz, master level: wieloskibówka tytanowa
- uzbrojenie dodatkowe: powidła (po widłach są 3 dziury w plecach)
- wrażliwość na magię i urok osobisty: mała, realne zagrożenie jedynie w przypadku ataku masowego radia z twarzą
- umiejętność podstawowa: siałababamak"

wtorek, 12 kwietnia 2011

życie wolno dziergane - Toy [Truly] Story

Zadanie: prezent dla dwulatki. Ładny, bezpieczny, osobisty.
Ważny szczegół: wykluczona masowa produkcja, która bazuje na pracy małych, chińskich rączek.

Znalazłam kopalnię dziecięcych skarbów. Zajęczyca Stefania nie tylko jest zrobiona ręcznie, ale ma własną sukienkę ze srebrną nicią. To nie koniec! Ewa pozwoliła Zajęczycy na wijące się, miękkie uszy w kolorze grafitu, melancholijny wyraz mordki oraz doskonale opracowany środek ciężkości, dzięki czemu bez żadnych usztywnień może stać na własnych, dzierganych łapkach, zaopatrzonych w różowe podeszwy stóp.

To nie jest artykuł reklamowy, jestem wzruszona, że można w tym zagonionym, plastikowym onlajnie odnaleźć perłę czasu poświęconego prawdziwemu przedmiotowi.
Szczególnie zachwycona jestem zestawami piknikowymi dla zwierząt, ich małymi, dzierganymi szydełkiem zestawami herbatkowymi, osobistymi kocykami, torebkami plażowymi, a nawet drzewami i wózkami, w które upychają swoje dziergane dzieci, aby udać się w pełen niebezpieczeństw świat ludzi.

przed Państwem -

Ewa


I Jej Zajęczyca







Nazywam się Uroczy.
Miśkosław Uroczy. Agent oo3. Nie wiem ilu z Was posiada tak wykwintne pantalony i wzbudza tak wielkie zainteresowanie pluszowych niewiast?

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

pieczareczki





Sezam!
Zachwycające ziarenka, które przydają się do wszystkiego. Panieruję więc w nim plastry ananasów, pieczarki, ryby, kotlety z warzyw, kalafiorki, wrzucam prażony do zup z soczewicy. Sezam jest jak garść endorfin.

Trudny temat zmiękczeń


- Synu, jakich literek uczyliście się dziś w szkole?
- Ń! Rycerze, którzy mówią Ni!
- Oooo, a jak to stosować, wszystko jedno w jakich wyrazach?
- No, w zależności od samogłoski oczywiście.
- Hmmm... a jakie mamy samogłoski?

(konsternacja moja i syna)

- Tato, czy ty miałeś wtedy dzień lesera, jak twoja klasa przerabiała ten temat?

(...)

rys:ar

graficy o Japonii - mój subiektywny wybór




http://www.behance.net/gallery/print-for-Japan/1179787



http://www.behance.net/gallery/Help-Japan-Illustration/1227663




http://www.behance.net/gallery/Cause-for-Design-Poster/1196683




http://www.behance.net/gallery/Charity-print-for-Japan/1199791



http://www.reliefbydesign.com/Posters/Divided-By-Nature-United-By-Design-by-Chad-Portas



źródło tu: http://blogof.francescomugnai.com/2011/04/35-awesome-artworks-to-say-dont-give-up-japan/?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+Francescomugnai+%28FrancescoMugnai.com%29

sobota, 9 kwietnia 2011




Rozpadało się! A z deszczami, a z gradami i hulającymi powiewami przydreptało bolące ucho, kaszel i strzyknięcia kostne w całej familii! Kleszcze zasuwają po trawniku, mąż zasuwa z kolegami w dole, betoniarka pędzi na złamanie karku, korek przed domem dłuższy i dłuższy; ciastka cioci pachną jak szalone, kot z obrzydzeniem zmywa z siebie szczepionkę. Banan dojrzał i przyjrzał sam siebie w mojej torebce z imitacji krokodyla. Krokodyl zbananiał, można orzec - to nie krokodyl, to nosorożec!
Są pieczarki, są cukinie, niechaj Majkel nam dziś żyje! Niech żyje nam!

Dziś w wigilię Jego imienin dedykuję Mu to zdjęcie. Jest podobnie umęczony po dwóch dniach wykopów w okopach!
Mężu, sto lat!!

foto/source - unknown
I do not have any rights to the photos featured on this post!

czwartek, 7 kwietnia 2011



Odpoczywam.
Po gwałtownym, zupełnie niespodziewanym telefonie Z GÓRY. Jakby jakiś anioł popukał mnie w głowę, a na imię mu Jola. Pani Jola.
Czymże ja zasłużyłam na ingerencje anielskie?

Dzisiejszy dzień sponsoruje obrazek nieznanego pochodzenia, prawa autorskie niechaj mi to wybaczą!

wtorek, 5 kwietnia 2011

refleksje


Już dawno nie odczuwałam tak dużego samozadowolenia, na które nie zasłużyłam! Przysięgam!
Pasożytniczo czynię ukłon nędznego robaczka edukacji w stronę dzisiejszych gości, którzy niezawodnie przybyli na wykład do moich studentów i uświetnili ten dzień.
Wcale nie kieruję się w tym wpisie świadomością, że jak tylko wrócą do domu to prawdopodobnie to przeczytają. W obecnym stanie upojenia szczęściem stać mnie na szczerość - nauczyłam się dziś rozszerzenia definicji profesjonalizmu.

W związku z pytaniami i prośbami studentów nie spocznę na laurach, tylko wprowadzę w tej szkole cały cykl wykładów. Drżyjcie Smolinki!
Cieszę się przede wszystkim z żywego zainteresowania studentów, pytań końcowych a także tych nieformalnych pogaduch przy biurku i odprowadzania gości do samochodu! Formalnie do tej pory takiego zjawiska nie odnotowałam!

Dziękuję!

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

mała awaria

Skasowałam sobie zupełnie niemożebnie listę podlinkowanych kontaktów...
Będę mozolnie uzupełniać - gdyby ktoś jednak zauważył swoją nieobecność w tym bałaganie, niech się zgłasza w komentarzach. Tak czy siak - większości nie odzyskam, a szkoda.
Nie mogę powrócić do zapisu z wczoraj, bo skasuję komentarze z dzisiaj.
Paradoks bloga!

sobota, 2 kwietnia 2011

uczeń zapizzował mistrza



Czarne chmury zbierały się nad równiną, zapowiadając nadchodzące wyzwanie... sęp złowieszczo krążył nad hondiczką Tomcia.
Mistrz Ryszard zakasał swój T-shirt z reklamą elektronarzędzi obcego kapitału i przygotował udeptany grunt stolnicy.
Wszyscy z niecierpliwości gryźli ręce.



Dla rozluźnienia postanowiono zagrać w kowbojską wersję kręgli rurą piankową.
Wynik wyłonił zwycięzcę - złowrogie Mojry nie dały się oszukać poliuretanowym trickiem i bezbłędnie wskazały na Tomcia. Los dzisiejszej pizzy i głodnych domowników był w jego rękach.






Po pierwsze - totalna rozwałka



Roztrząsywanie sera



Łyk szampana wiśniowego dla dzieci - już nie potrzebujemy trzęsących się rąk!



Mała retrospekcja do momentu bezserowego - z samym sosem jest pizzy bardziej do twarzy





kroimy i...



Mistrz ceremonii oblewa oliwą swój tryumf ;)
Werdykt jednogłośny - pizza lepsza niż zazwyczaj!