poniedziałek, 11 lipca 2011

Ostatnia granica





pomiędzy domem i poza-domem.

Perfumy nocy lipcowej - pachnie tak pięknie, jak pisał o niej Bruno Schulz.
Wszelkim gościom letnim polecam domek na drzewie. Trochę tylko wystają nogi, ale co to jest, wobec wieczności?



znalezione tu: http://box-of-treasures.blogspot.com/2011/07/meet-me-at-summer-tree.html
no i tu: http://www.dedon.de/en/

- ślimaki jedzą śniadanie - wpis nieapetyczny









Zastanawialiście się jak wyciągnąć sobie z ust długi włos, nie mając rąk?

Zdjęcia bez ingerencji choreograficznej, sytuacja zastana.

niedziela, 10 lipca 2011

plackoBaś



oraz półMiś. Dokładnie lewa połowa.

Gorąco i mokro jak w Bangkoku na wakacjach.
Poranna burza uszkodziła komputer a grad dołożył swoje małe co nieco do pozostawionej na ogrodowym stole kawy.
Kiedyś nowopoznany grzecznościowy Norweg zapytał, czy Polska jest szczególnie teatralnym krajem, bo tu wszystko dzieje się niespodziewanie?

sobota, 9 lipca 2011

śmieciowe zdjęcia




Nie mam dziś humoru, pozwalam sobie na wiele, gdyż jestem nikim. Zgłębiam nieużywane czeluście karty pamięci ----- w tym Mordorze nonsensu znajdują się całkiem sympatyczne [nie]smaczki. Dziś będzie obrzydliwie! Niech zwycięży chaos, śluz i pomyłki, przypadkowe złe sejwy, pomylone balanse bieli, spotforniałe mutanty. Włala!


Ślimak wzbudził mój szczery zachwyt, zwłaszcza w niewymuszonej i eleganckiej konfrontacji ze wstężykiem. Teraz się skulił, ale uwierzcie, rozciągał się do 30 cm podczas spaceru po schodach. Plamki zamieniały się w długie czarne prążki.

Talerz zawierał wyśmienity ryż z kurkami i fetą, niestety ktoś zadzwonił i zjadłam, zanim zrobiłam zdjęcie kurkom. Jeśli lepiej późno, niż wcale, to jednak lepiej wcale, niż za późno, jak widać na obrazku. Manewr z kurkami do powtórzenia - fenomenalne połączenie!

Ludowe książki były mi do czegoś potrzebne, ale zrobiła się i zasejwowała przypadkowa niebieska kreska. Niechże zostanie w hołdzie twórcy niebieskich linii http://edwardkrasinski.blogspot.com/

czwartek, 7 lipca 2011

obłok niewiedzy





Za dużo się dzieje, aby opowiadać.
Przechodzą burze i czerwone tęcze, grusza obrodzi w tym roku wyjątkowo. Nic poza mną nie czeka w takim napięciu na świt. Rozliczam czas podwójnie, to niemal nie do zniesienia.
Zmysły mam ostre jak chory pies.

środa, 6 lipca 2011

promocja szkoły - mikrofotoreportaż PWSW IAW Przemyśl









Pan student prezentuje dzieciom możliwości gliny, na przykładzie szybkiego kursu lepienia kosmity.

My tam były, wodę i soki piły, cukierki dzieciom rozdawały, ulotki i koszulki z logo. Padało niemiłosiernie. Dzieci wydawały się niezłomnie, moczyły i brudziły szydełkowane rękawy, różowe dresiki.
Komu, komu jeszcze szkoła, całkiem smaczny kierunek, jeszcze ciepły kawałek architektury wnętrz - proszę się nie zniechęcać siedzącymi z rezygnacją pod drzewostanem studentami, skulonymi z zimna, ich ma rozgrzewać własna świetlana przyszłość, młodość i wyobraźnia ;] Bo bynajmniej nie obiad i gorąca herbata~!
Jak mawia klasyk "ja w twoim wieku nie jadłam!" ;DDD
O maj gad.
Zachwyciły mnie gigantyczne szachy jako zachęta miejscowego kółka szachowego. Można było zagrać z instruktorami.

Sponsorem stykówki z reportażu był dziedziniec przemyskiego zamku. Oczywiście chylę czoła przed występami regionalnych flecistów, watą cukrową, dmuchanymi konikami rodem z hellu (możliwość dopompowania, gdy hel ucieknie) ;]

A tu oficjalna, równie krótka relacja na stronie szkoły:
http://www.pwsw.pl/aktualnosci/id2369,PWSW-obecna-na-wakacyjnych-imprezach-miejskich.html

Na zdjęciach nie zahaczyłam pani Ani - wykładowcy, z którą opiekowałam się interesem - biegała szybciej od światła, załatwiając plener wikliniarski dla studentów.
Na obszerną, potężną fotorelację z pleneru zapraszam już niebawem. Cud-miód-orzeszki!

sobota, 2 lipca 2011

zdjęcia z pleneru i wystawa studencka

Tak się zaczęło...




Później były wykłady, na których grzecznie siedziałam w ostatniej ławce.






Plansze z przedmiotów, które prowadzę - najciekawsze prace studenckie, które jak zwykle omówię osobno, bo są świetne.













Wciąż można przyjechać i zobaczyć.

czwartek, 30 czerwca 2011

tam, gdzie rosną sztalugi


Po raz pierwszy spotykam się z sytuacją klikania na przycisk "nowy post" i zamierania w zadumie prostej i śmierdzącej. Powracam do edycji, znów nowy post, znów eskejp.

Takiej równowagi nie było od dawna. Wektory dobra i zła, chcenia i niechcenia, lęku i ufności, zachwytu i obrzydzenia. Zwyciężyłam sama ze sobą w zmaganiu o siebie. Nie czekam już na wyniki, czy zostanę na uczelni. Zakończyłam rok wytężonej pracy, pracy w wielu wymiarach, bo oto zderzyły się fronty zawodu, pasji, radości i niesprawiedliwości. Przybyłam, zrobiłam, jestem zadowolona.

Pracuję ze wspaniałymi ludźmi, którzy są kolorowi jak kolekcja koralików w szufladzie dziewczynki; nieobliczalni jak nurt górskiego potoku, żarliwi jak western.

Dziękuję studentom za dzisiejszy spontaniczny uścisk (ten kto wie, ten wie), za dzikość i wszystkie ciepłe myśli!

Mam kilogram truskawek i nie zawaham się ich spożyć. Z jogurtem. Przy maksymalnie otwartym oknie z widokiem na szalejącą burzę.
Dokładnie tak, jak lubię.


Autoportret z pomarańczową filiżanką, bułką i zmęczeniem

Hotel pracowniczy

środa, 29 czerwca 2011

szalenie trzeci dzień pleneru malarskiego

-Przepraszam, czy to jest wieża?...
- Tak, tylko ogarnąć jakoś jej nie mogę...

- Co pan tak kontempluje ten swój niedokończony rysunek?
- Bo mi się w ogóle nie podoba!
- Bardzo słusznie.

Studentka: - Nie mogę wyprowadzić tego okna!

- Dlaczego cieniuje pani framugę w tym budynku, skoro nie ma jeszcze dachu, ścian?
- Bo się zmęczyłam.

Jutro wystawa "końcoworoczna". Nawet już nie razi mnie to słowo. Kto ma zdrowe nerwy - zapraszam, Pałac Lubomirskich Przemyśl, godzina 13 00. Będą słone paluszki.
Studenci zaprezentują tym razem udane prace z całego roku. Można przyjść, porozmawiać, zapraszam! Rozpoznacie mnie po facjacie.

Za jakiś czas będą zdjęcia, nie mam na razie kabelka - zgrywusa.
Nie mam również siły na dłuższy wpis.

sobota, 25 czerwca 2011

pomiędzy tao




Wybraliśmy się z synem na cmentarz. Droga była upalna i mokra po nocnym deszczu, miliony młodziutkich wodnych ślimaków z trzeszczących skorupkach drzemało nad brzegami kałuż.
Szliśmy przez łąki maków i uprawy rosnących domków jednorodzinnych.

Cmentarz jest miejscem w nawiasie. Nie mam pojęcia na czym polega taka wyprawa - po przekroczeniu bramy porośniętej powojem kroki stają się lekkie, myśli zwalniają i pozbywają się barier terytorialnych, rozmowy rozsiadają się na małych, drewnianych ławeczkach.

--- Mamo, czy ty kiedyś umrzesz? - zapytałam kiedyś z żalem. --- Nie, oczywiście, że nie! --- odpowiedziała z uśmiechem.
Ta niezmącona pewność wystarcza mi do tej pory, jak papierek lakmusowy rzeczy nieostatecznych.

--- Synu, zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że wszyscy, których znasz, umrą - ja również? --- Byłoby mi bardzo smutno. Ale wiedziałbym, że jesteś obok. --- Gdzie dokładniej? --- Wokół, jak powietrze i światło. Bo niebo to nie tylko chmury, ono jest wszędzie.




No i jak tu mieć doła w niebie?

piątek, 24 czerwca 2011

ćmię


Proszę państwa - oto ona/on. Moja Mama wołała mnie chyba siedem razy, cierpliwie ściskając w ręku talerz z sałatką - Dorotko, szybko, jaka piękna ćma!
Bądźcie dobrzy dla swoich nocnych gości. Gaście lampy. Zamykajcie na noc koty. Wraz z ćmą wędruje we śnie czyjaś dusza.

buszujący w zbożu






Spaleni słońcem.
Niebo tak brudne, że aż ciężkie.

czasem słońce czasem deszcz


W życiu każdego tygrysa przychodzi taki moment, że trzeba poluzować. Jedni popuszczają gumkę w spodniach, inni spuszczają parę i przysiadają na tyłkach.
Dobra jest tez wyprawa na stary cmentarz, medytacja, głębokie oddychanie, zbieranie kwiatów w polach. Dobre jest dopuszczenie do siebie świadomości o konieczności pogłębionej eksploracji dostępnych obszarów działania - i nie-działania.

Sezon Star Treka się zmienił i awansowałam wstecznie z kapitan Janeway na doradcę Deannę Troy. Nie miałam przy tym nic do gadania - podobna z gęby i biustu, z fryzury, z oczu i temperamentu (w połowie Betazoidka - odsyłam do Wikipedii), koniec-kropka! Bardzo chiałabym być jak Worf, ale na to już wpływu nie mam. Zimna fisza z jasnowidzeniami i empatią, bleh.

Bardzo dziękuję za Wasze trzymanie kciuków - przydały się - na polu moralnym zwyciężyła kompetencja i uczciwość, w życiu politycznym i realnym - niekoniecznie. Przegrać ze złodziejami i oszustami to jednak nie przegrana! Delikatnie wycofamy się zatem za siatkę ogrodzeniową naszych własnych przekonań, pomysłów i energii, wylewając jej nadmiar wiadrami w konkretnie określonych kierunkach - jedynie na żyzną ziemię.

Kimonowi natomiast gratuluję pięknej wygranej w dotychczasowych rozgrywkach półfinałowych! Jestem pewna, że finały będą wyglądały podobnie - można już zacząć świętować.

Znikam znów na kilka chwil - życzę Wam pięknej pogody ducha. Bez gwałtownych opadów!

środa, 22 czerwca 2011

kontrasty




Ostatnie tygodnie (co widać w zapętleniu poprzedniego wpisu) bardzo przypominają powyższe zdjęcie. Kontrasty i szalone zestawienia tonalne wrzucają nas w absurdy, wielkie szanse i radości.
Mój biorytm mówi, że to najgorszy tydzień w roku, ma rację! Tylko nie mam czasu się martwić, bo wyprzedzam swój cień dwukrotnie.

niedziela, 19 czerwca 2011

absolutna niemożność wszystkiego znamionuje ludzką duszę*



Polecam Waszej uwadze cudowny obrazek Marty Nieznayu,
Autorki bloga http://nieznayu.blogspot.com/
o tu


Tak intensywnie wypełnionego - a nawet przepełnionego czasu nie było od dawna. Piana wzburzonych ujawnień wylewa się z brzegów, ważą się losy i kotłuje przyszłość. Zawsze pozostaje kierkegardowskie albo-albo.

Dziękuję za myśli - zaliczyłam pierwszy rok na nowych studiach. Prawdę mówiąc odpoczywam już drugą dobę, bo człowiek niemłody i inaczej już znosi stres.
Bardzo proszę też o dużo pozytywnych myśli w środę - gotują się marzenia, oby nie wykipiały! Resztą zajmę się sama. To znaczy poświęcę się i wyprasuję koszulę, chociaż nienawidzę jej równie mocno, co candy ;D
Uwaga, jutro wieczorem losowanie!

A tymczasem:
Bloggerowi gratulujemy ujawnienia Anety
AESPE gratulujemy pierwszego etapu Kimonka ;)

*Witold Gombrowicz