Duże różnice w naświetleniu, bo aparat miał fochy przysłonowe. Postanowiłam nie korygować. Było pochmurnie i ciepło. Moje ulubione 19 stopni przed deszczem.
niedziela, 27 czerwca 2010
czółki we włosach potargał wiatr
Duże różnice w naświetleniu, bo aparat miał fochy przysłonowe. Postanowiłam nie korygować. Było pochmurnie i ciepło. Moje ulubione 19 stopni przed deszczem.
sobota, 26 czerwca 2010
aktualizacja
my husband's pizza - delicious!
Dostałam sygnał poza blogiem, że popadam w miałkość i nieznośną lekkość, chałę, wypychając się kotkami znalezionymi w sieci i że straciłam jednego wielbiciela!
Nie wiem, jak ja się po tym pozbieram, ale spieszę z wyjaśnieniem - dzieje się tak wiele rzeczy ważnych i skomplikowanych, że wolę proste posty ;D
Za to wrzucę zaraz na Stary Sad złocone zaległe kolczyki, na blogu studenckim kolejne fajne prace.
Trzymam kciuki za moich studentów i ich egzamin na ASP, za moją starą pracę - by trwała kolejny rok i za pracę nową, w nowym miejscu - oby nie zapeszać! Trzymajcie pogańskie kciuki do piątku przyszłego tygodnia, oczywiście wyłącznie ci, którzy mają na to ochotę ;) Mam już ubranko na rozmowę kwalifikacyjną, poza nią jeszcze muszę przejść wstępniaka na następne studia..... a gdzieś w oddali majaczy komisja akredytacyjna, niczym kat, potwór, hydra.
fot:MR
pizza Rycha - z rukolą i oliwkami, stadium surowe
ABSOLUTNA DOSKONAŁOŚĆ SMAKOWA!
czwartek, 24 czerwca 2010
zachowaj czujność
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Guthrie Govan koncertowo




http://www.kent.ac.uk/gulbenkian/theatre/shows/2010/june/2010-06-17-guthrie-govan.html
Dziękujemy za wywiad z dedykacją i autografy ;) Do zobaczenia wkrótce! Mamy nadzieję, że na przyszłorocznym Satyrbluesie.
Bardzo ciepły człowiek, świetna muzyka!
A oto katedra z miasta, w którym był koncert, może rozpoznajecie?
Zapraszam do słuchania audycji bluesowych Victora Czury w Radio Rzeszów w każdy czwartek o 19 00 - tam będzie sporo takich klimacików (w tym tygodniu wyjątkowo nie będzie, bo ma być transmisja z żużla)





Dziękuję Rysiowi za udostępnienie zdjęć!
sobota, 19 czerwca 2010
mocny argument
Zwierzę mówić ludzkim głosem nie umie, to wiemy wszyscy. Niektórzy nieśmiało lub z oburzeniem kwękają, że jak to, te merdnięcia ogonem, rozwarcia paszczy i grymasy fąfli to odpowiednik uśmiechu!
Znamy wyraz oczu naszych pupilków, kiedy są znudzone, wściekłe lub z napięciem oczekują na tzw "michę".
Dziś rano weszłam do pokoju z kotami, gdyż ponieważ dwie sztuki - ta najbardziej bojowa odmiana i najspokojniejsza jakoś się razem dogadują, za to reszta mieszkania jest dla psa i trzeciego kota. Bojówkarz zazwyczaj śpi na zewnątrz domu, tak może dowolnie drzeć koty innym kotom, jeżom, psom i bażantom, które go wnerwiają najbardziej.
Powróćmy jednak do wątku.
Wchodzę do pokoju, kot zrywa się na równe nogi z wersaleczki, na której spał w objęciach innego kota (oficjalnie się do tego nie przyznają) i zaczyna tradycyjne poranne złorzeczenia z powodu izolacji, braku zrozumienia jego potrzeb, katastrofalnego zagłodzenia, drąc ryja MIAUMIAUMIAUMIAUMIAU!!!
Tym razem jednak postanowił podkreślić dobitniej swój żal, po zwyczajowym wyciu wskoczył na wersaleczkę i walnął drugiego kota w na odlew otwartą łapą w pysk.
Zamarłam.
Spoliczkowany zamarł.
Bandyta przestąpił z nogi na nogę i jęknął coś celem wyjaśnienia, jakieś zmieszane mrauuuuu? i zaczął ciągnąć moją nogawkę w kierunku michy.
Od jutra zdecydowanie wracamy do cyklu spania zaokiennego!
na zdjęciu Poharat bandyta
piątek, 18 czerwca 2010
czwartek, 17 czerwca 2010
wieści dla teamu'u z Northampton
Drogi Mężu, Wandeczko i Romanie!
Serdecznie zawiadamiam, że żyję i mimo niechęci do odbierania telefonów (w sumie to nic nowego) mam się dobrze.
Victor przesyła wyrazy troski o dobro narodowe w postaci białogłowy, której może grozić wiele niebezpieczeństw, a główne to porwanie przez Govana
--- dla niewtajemniczonych - pojechali na ten event http://www.kent.ac.uk/gulbenkian/theatre/shows/2010/june/2010-06-17-guthrie-govan.html
- proszę Wandeczki nie częstować fish and chips, bo zatłuści sobie odzież wierzchnią!!!
Nie zapomnijcie flamasterka do autografów!!!
Wczorajsze moje przygody znacie, a czytelnikom nie powtórzę, bo kląć publicznie mi nie wolno.
Za to dziś... konferencja dla architektów wnętrz była bardzo ciekawa i nie wiem jak to powiedzieć, ale byłam pewna, że wylosuję nagrodę i ... dostałam dokładnie to, na czym mi zależało - fantastyczną książkę o wnętrzach mieszkalnych!
ale jaaak?
Zagadki przeczuć.
Moje przeczucie waży 2 kilo. Pozostałe materiały 4 kilo. Zadanie na dziś - policzyć obciążenie na centymetr kwadratowy dysku L5 w kręgosłupie ;P
Szczególnie cieszę się z poznania pani Agnieszki Bijak od mebli akrylowych (sic!) i liczę na trwałą współpracę, a na pewno zaciągnę ją do Instytutu na wykłady i prezentacje.
www.uccoi.pl
Grespania natomiast zrobiła sobie antyreklamę w postaci totalnie nieprzygotowanego przedstawiciela, który na dodatek nie potrafił wyłączyć własnej komórki, gdy zaczęła mu dzwonić, oraz irytował się na cały świat, że nie potrafi podłączyć laptopa. Jako jedyny wystąpił w dżinsach i pomiętej koszuli typu "kora", co chyba oznacza w dreskodzie, że firma jest już tak bogata, że ma nowych klientów w ...kieszeni, ale tylnej. Po tej żenadzie na pewno moja noga nie zawędruje w te rejony.
Tak więc - zanim wyśmigniecie na koncert pomyślcie o mnie ciepło, wdziejcie czyste pantalony, naładujcie bateryjki w aparacie i bawcie się dobrze!
Ja idę nurkować w książce ;P
ps. a hiciorem jest wypowiedź pana od oświetleń:
"To nasz wiodący produkt w dziedzinie oświetlenia koron drzew. Tu mamy przykład na slajdzie - niestety nie widać tego tak, jakbyśmy chcieli,lampa jest wyższa niż korona BO DRZEWO JESZCZE DO TEGO NIE DOROSŁO"
poniedziałek, 14 czerwca 2010
sobota, 12 czerwca 2010
czwartek, 10 czerwca 2010
środa, 9 czerwca 2010
meandry problemu - co dalej?
fot:Bogdan Mazur
fot:Bogdan Mazur
fot:Bogdan Mazur
fot:Bogdan Mazur
fot:Bogdan Mazur
[proszę o respektowanie praw autorskich]
Rozlewiska Wisłoka
Korniaktów,Budy Łańcuckie
Poland under water
Niby nic się w blogach powodziowego nie ukazuje, choć większość z nas śledzi wiadomości powodziowe we wszystkich dostępnych mediach.
Nie stało się nic niespodziewanego - trąbili o tym polscy i zagraniczni ekolodzy, w 2009 powstał "Projekt Narodowej Strategii Gospodarowania Wodami 2030" - cóż z tego, skoro trafił do szuflady.
Jesteśmy fantastycznie w zrywach narodowych, szybkich i intensywnych akcjach, nie sprawdzamy się jednak w realizacji długofalowych planów. Szkoda wyrokować, dlaczego tak się dzieje - pora przyjrzeć się konsekwencjom i zacząć działać, gdy tylko ogarniemy bajzel.
Strategia nie jest ściągą z działania - jest raczej drogowskazem. Priorytetem jest osiągnięcie dobrego stanu wód, zwiększenie retencji, budowania świadomości ludzi, wykonywania map terenów zalewowych, ostrzegania.
Przypomniała mi się rozmowa z dwoma dyrektorami dwóch różnych zabytkowych zabudowań, które łączyło jedno - każdy z budynków był porośnięty dzikim winem. Mimo mitycznego obiegowego stwierdzenia, że stary mur to mus być zapleśniały i mokry a i sprowadzający gruźlicę i inne zło na mieszkańców, obiekty były w stanie zadowalającym, suchym i bez wykwitów.
Staraniem dyrektorów jest zawsze chęć "remontu" czy "renowacji" zwłaszcza w kontekście późniejszej reklamy. Roślinność więc zdarto, położono nowy tynk, dodano izolację pionową a ściany pokryto gustowną farbą elewacyjną.
Po kilku miesiącach wylazł potworny grzyb. Wszędzie. Do tej pory, a minęły już 3 lata, ciągle są z tym problemy.
Zapewne na większości wykładów na studiach spałam, ale pamiętam to, że jeśli historyczny, zabytkowy budynek jest porośnięty dzikim winem, to ma to swój sens hydrologiczny.
To samo dzieje się z roślinnością na terenach zalewowych, w pobliżu wałów, na naszych działkach, przy ulicach, wszędzie. Rośliny absorbują i zatrzymują ogromne ilości wody we wszystkich swoich tkankach. Potrafią naturalnie regulować nadmiar wody. Oczywiście odbywa się to w skali globalnej ale i lokalnej.
----------------------------------
Dziękuję Bogdanowi za zdjęcia.
wtorek, 8 czerwca 2010
poniedziałek, 7 czerwca 2010
prywatnie i zawodowo jestem ...hobbystą mojej pracy
Lato. Przeprowadzka do pracowni - z piernatami, laptopem, biurkiem, radiem, psem, kotem, pędzlami. Stół został obniżony, ściany zoranżowiały, podłoga zbrązowiała. O 5 rano słońce targa nas za głowy. To wszystko dzięki wsparciu ludzi, którzy dobrze nam życzą.
Dziękuję Rychu, za własnoręczne przeoranie parkietu, zgodę na "pole cynamonu" zamiast "dzikiej śliwki" i wiele wiele innych zasług.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










