czwartek, 5 lutego 2015

niechęci internetowej pamięci

Zdumiewa mnie fakt zaniepokojenia ludzi tym, co podoba mi się na Fejsie. Precyzyjnie mówiąc, ktoś mnie hejtuje, że ja coś lajkuję.
Do tej pory nie zwracałam uwagi, ale zjawisko jest niepokojące i rozkwita. Zadam więc pytanie - czy jeśli w Łańcucie spodobał mi się zamek, sklep mięsny lub ciuchland i o tym powiedziałam Zosi, to dlaczego ta sama Zosia jest oburzona moim lajkiem na fanpejdżu sklepu "Drugie Życie Ciuszka"?

Oczywiście, przyjmuję do wiadomości sytuację, że ja zwyczajnie staję się, hahaha, kontrowersyjna w swoich lajkach. Albo, że drastycznie spada mi wrażliwość i robię się normalnie ordynarna ontologicznie. Też tak być może. Albo, że nie jestem przyzwyczajona do wolnorynkowych zachowań i każdemu może się nie spodobać, że mi się podoba, co się jemu nie podoba. Ale w tym przypadku mam do czynienia z komentarzami osób drugich, do osób trzecich, przy wtórze osób piątych, a nie bezpośrednio do mnie.

Oj, takie tam.

Po drugie - dlaczego ludzie tak niecierpliwie czekają i tropią drobne, nieistotne merytorycznie potknięcia bliźnich?
Gdzie się podziała dawna wspaniałomyślność?
Elastyczność umysłu? Czy wraz z wapnieniem tkanek, sztywnieje umysł?

Oj, takie tam.

Wpis ten powstał na fali niechęci do komentatorów mojej koleżanki Joli, która napisała sympatyczny tekst, a połeczeństwo zrobiło sobie pod nim igrzyska w rzucaniu pizzą i wyzwało jej matkę na pojedynek.