wtorek, 12 sierpnia 2014

czynnik pogodowy

Dziś mnie łupie w kręgosłupie i mam wszystko (co będzie) ... we wględzie.

Co się robi, kiedy jest się samemu w domu, gdy zająć można wyłącznie pozycję wyprostowaną, bez zgięć i rotacji? Przed nosem mając grafik dnia, napięty jak skórka na bakłażanie?
Bohatersko przeleżałam cały dzień na płaskiej powierzchni, recytując różańce. Z rozpędu i w szale modlitewnym zrobiłam kilka mali z korali. Z odsieczą zadzwoniła Asia, że już nagrała leki odginające pionizację i przybędzie co sił w koniach mechanicznych.

Dziś lecą w nocy Perseidy, co roku o tej porze wynoszę piernaty na balkon i śpię tam, obserwując jednym okiem niebo.


ps. mój kot pogonił właśnie Świadków Jehowy. Czarny kot w dom, Bóg w dom! Spokój i poczucie sensu powróciło na właściwe miejsce.

Bądźcie ZDROWI!

2 komentarze:

Portier pisze...

No proszę, jak Cię nie ma to nie ma, a jak już jesteś to post za postem. Superzasto.

Pozdrowienia serdeczne po długim nieczytaniu

doro pisze...

Ha, a myślałam dziś o Tobie!
Pozdrówka!