niedziela, 23 lutego 2014

zupełnie niewszystko stracone



Wydobyłam się z chaosu w stan, który skutkuje dziwną amorficzną bolączką mózgu - trochę piecze adrenalina z tyłu głowy, odrobinę pali kark, wybrzuszając garb.


Zawisłam zawodowo, naukowo, rodzinnie, duchowo, każdorazowo. Nie nie, to nie depresja! To jakby miarowe śledzenie płatków kurzu w słońcu. Wycofanie do pozycji obserwatora, a może lepiej - ośmiornicy przyczajonej we wnętrzu ceramicznego pustaka na dnie morza. Podglądałam kiedyś taką.

To trochę a propos zabytków - omawiam ze studentami definicje substancji zabytkowej, szukamy granic, absurdów, paradoksów. Zburzenie i wybudowanie domu to replika, kopia, substytut? Czy wolno odrąbać późniejsze przybudówki? Kiedy zabytek jest całością, a kiedy jest "zanieczyszczony" późniejszymi wiekami i czy to możliwe? Czy nas też w życie zanieczyszcza, czy wbudowujemy w siebie kolejne epoki? Co wycina chirurg plastyczny - czy tylko wiszącą tkankę, czy również historię?

Jedynym motywem, który powtarza się w moim życiu ciągle i bez przerwy jest wyciąganie macek i macanie wszystkiego wokół, jak ośmiornica z pustaka. Wchłanianie w siebie wszystkich wrażeń tak łapczywe, że aż zmieniam kształt na chwilę. A później muszę ulepić wszystko to, co zrozumiałam.Wypełniam sobą każdą sytuację, z którą się zapoznaję - jestem amorficzna! Glina ma podobną specyfikę; niby ją kształtujemy a i tak osiągnie jedynie i tylko kształt taki, jaki nadadzą jej nasze palce.
I tak chciałabym uczyć. Aby uczniowie wlepiali w swoje życia wszystko, czego się nauczyli.

Niedawno spotkałam moją panią profesor z liceum. Ćwiczymy teraz na jednej sali gimnastycznej chińską gimnastykę Tai - Chi. W szatni opowiedziałam o swojej niespodziewanej drodze belferskiej, na co pani Renata odpowiedziała - ale ty byłaś skazana na to, byłaś ulepiona do tego! Myślałam, że o tym wiesz!
Nie wiedziałam. Jak dziwnie nie wiedzieć jednak, kim się jest. A później misternie się czołgać i lepić, macać to dno z innymi, podobnymi ludźmi.

Może zupełnie nie wszystko jeszcze stracone.


A teraz zupełnie nieprzebrane morze chaosu, czyli co słychać od listopada:


Dzidzia po operacji przykryta kordełką, bo ma gorączkę



Fred i Dzidzia - naręcze kotów

 anioł Ewy - klasa!




wernisaż wystawy Tomka - Michał zapoznaje się z folderem


walki uliczne i polne





 wykład prof Hellera w Rzeszowie !!! mapa Wszechświata 





                                                       śluby, chrzciny, spotkania po latach!



wędrujące światła


szczęśliwe poczęstunki u Basiu i Tomka ;)


treningi radości !!! Ewa ;)

11 komentarzy:

bajerowicz@o2.pl pisze...

Dobrze , że jesteś :) :* Ukochuję :)

Jyoti pisze...

Ooooch, brakowało Twoich tekstów... Fajnie znów "Cię poczytać":)))))

doro pisze...

Wychodzi na to, że jak trwoga to do bloga. Witam Panie! Cieszę się!

słowa malowane pisze...

wiosenne odmrożenie przesyłu:)

Magda Spokostanka pisze...

Żurawie wróciły i kilka znikniętych osób!
Tak sobie pomyślałam, że Ty nie masz przybudówek. Wszystko wchłonięte i przetrawione na czystą substancję. Przybudówki zawsze przyprawiają nam inni ludzie. One powinny same odpadać, jeżeli się nie wchłoną.
Fascynujące to o zabytkach. W szale zdzierania lakierów do gołego drewna, zatrzymaliśmy się. No bo kredens kuchenny białopożółkły, chyba taki ma być? A podłoga polakierowana chamską olejną farbą, na piękną ciemną czerwień?

Sakurako pisze...

:D
Dobrze Cie znów czytać:)

doro pisze...

Dziękuję za Wasze powitanie, jako córa marnotrawna nie spodziewałam się!

mahi pisze...

hm, chyba o czymś zapomniałaś ;))

doro pisze...

Mahi - zapomniałam czujnie, choć korciło mnie, żeby wstawić ;)

MarekHaik pisze...

"naręcze kotów" uwolniło wspaniały ciąg dzikich, aczkolwiek ciepłych skojarzeń ;) bo jakże to? naręcz bzu... o tak; naręcze chrustu - jak najbardziej; lecz jednak naręcze kotów przebija wszystko, całą dotychczasową literaturę; ciekawie opisana jesteś, chyba będę tu częściej zaglądał; pozdrawiam zza miedzy. Marek.

doro pisze...

Marek - dziękuję za miłe słowa! Pozdrawiam!